Polska przyciąga inwestorów niskimi płacami. To działa

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-06-18 20:00

Mamy najwyższe inwestycje w UE i prawie najniższe płace. Deal z inwestorami zagranicznymi jest taki: Polacy mało zarabiają, firmy dużo reinwestują.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W ostatnich latach Polska przyciągała bardzo dużo inwestycji zagranicznych w nowe moce produkcyjne. Najwięcej w regionie Europy Środkowej – nominalnie i w relacji do PKB. Wisienką na torcie jest ogłoszona w piątek wielka inwestycja Intela o wartości ok. 20 mld zł. Ma ona wymiar nie tylko ekonomiczny, ale też symboliczny – jest ważnym sygnałem dla światowego biznesu, że Polska, znajdująca się blisko frontu największej od 80 lat europejskiej wojny, jest bezpieczna.

Chciałbym wykorzystać tę informację do krótkiej refleksji, co sprawia, że przyciągamy dużo inwestycji – ostatnio dużo więcej niż inne kraje regionu. Sądzę, że jednym z głównych powodów są niskie płace: nie tylko nominalnie, ale przede wszystkim w relacji do wydajności pracy. Polski pracownik zarabia miało w relacji do innych w regionie i tego, co wytwarza. Pytanie, czy to dobry model. Ja sądzę, że tak. W pewnym sensie płacimy zagranicznym firmom za to, żeby transferowały do nas wiedzę i technologie, a to daje nam szybki wzrost standardu życia. Jasne, że musimy w końcu zacząć też sami wymyślać innowacje, ale to się dzieje i z czasem będzie zyskiwało na znaczeniu. Ryzyko widzę w tym, że jeżeli za bardzo uzależnimy się od modelu niskopłacowego, to w pewnym momencie dostosowanie może być trudne.

Spójrzmy na dane, które pokażą skalę wspomnianych zjawisk. W ostatnich pięciu latach do 2021 r. (ostatnie dostępne dane UNCTAD) wielkość zadeklarowanych zagranicznych inwestycji greenfield w Polsce wynosiła 3,5 proc. polskiego PKB z tego okresu – najwięcej wśród wszystkich krajów UE i najwięcej wśród krajów Europy Środkowej, z którymi możemy się porównywać. Porównywalne z nami są Węgry, gdzie zadeklarowane inwestycje greenfield wyniosły 3,2 proc. PKB.

Polskę i Węgry łączą niskie płace w przeliczeniu na euro, a szczególnie w relacji do wydajności pracy. I w Polsce, i na Węgrzech przeciętna stawka godzinowa w 2022 r. wyniosła 11,6 EUR, a w Czechach i na Słowacji średnio 16 EUR – aż o 40 proc. więcej. Jeszcze ważniejsza jest relacja płac do wydajności, czyli do wartości dodanej przeliczonej na pracownika. Polska i Węgry to jedyne kraje regionu, w których płace w przetwórstwie stanowią mniej niż połowę wydajności pracy. Dla przypomnienia, wydajność dzieli się na trzy główne elementy: wynagrodzenie pracownika (wraz ze wszystkimi składkami), wynagrodzenie właściciela kapitału (czyli firmy) oraz amortyzacja (koszt inwestycji rozłożony w czasie).

Dlaczego Polacy i Węgrzy zarabiają mniej? Jednym z powodów może być niski kurs realny waluty, czyli niskie ceny krajowe w relacji do cen zagranicznych. Oczywiście zawsze jest tak, że kraje o niższym PKB na głowę mieszkańca mają niższe ceny, ale w Polsce i na Węgrzech te ceny są niższe, niż wskazywałby nasz poziom rozwoju. Pisałem o tym rok temu, pokazując, jak ceny u nas odkleiły się mniej więcej dekadę temu od trendu wyznaczanego przez produktywność.

A z czego wynika niski realny kurs waluty? Gdyby zebrać w sali dziesięciu ekonomistów, każdy miałby własne wyjaśnienie, ale na pewno elementem układanki jest niski nominalny kurs złotego (i forinta) wobec euro. Niski na tle trendu historycznego.

Naturalnie Polska ma bardzo wiele zalet wykraczających poza niskie płace. Dobrze wykształceni pracownicy, coraz lepsza infrastruktura, bliskość rynku niemieckiego – bez tego nie byłoby inwestycji takich jak Intela. Ale to niskie płace mogą przesądzać, że tych inwestycji jest więcej niż w porównywalnych krajach.

Czy ten model jest fair? Myślę, że tak – dopóki zagraniczne firmy swoje nadwyżki osiągane dzięki niskim płacom reinwestują w Polsce. Polacy ciężko i wydajnie pracują, zostawiając część wartości właścicielom firm. Firmy te nadwyżki inwestują w nowe fabryki, transfer technologii i coraz bardziej zaawansowaną produkcję, dzięki czemu wielu polskich dostawców dostaje zlecenia i też może inwestować. Ci dostawcy zwiększają wydajność i płace, rośnie standard życia. Na pewno chcielibyśmy, żeby w długim okresie udział płac w PKB stopniowo rósł i sądzę, że tak będzie się naturalnie działo. Natomiast niedobrze byłoby, gdybyśmy długo prowadzili politykę słabej waluty, by podtrzymywać niskokosztowy model. Wtedy bowiem będzie nam trudniej stopniowo przestawiać się na konkurencję wykraczającą poza niskie koszty. Wieloletnie i trwałe osłabienie złotego wobec euro trochę mnie pod tym względem niepokoiło. Mam nadzieję, że zmiana, która nastąpiła w tym roku, zatrzyma ten trend.