Polska stała się bezpieczną przystanią

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 09-02-2012, 00:00

W ostatnich trzech latach żadne obligacje nie były zarazem tak zyskowną i bezpieczną inwestycją jak nasze

Polska gospodarka jest już nie tylko zieloną wyspą, ale też inwestycyjną bezpieczną przystanią — tak przynajmniej sugerują dane z rynku rządowych obligacji. Jak wynika z zestawienia opublikowanego przez agencję Bloomberg, obligacje skarbowe żadnego z 25 przebadanych krajów (dla których agencja prowadzi wyliczenia) nie były tak dobrą inwestycją jak papiery polskiego rządu. Pokonaliśmy takie potęgi, jak Niemcy, Szwajcaria czy USA.

Deficytowa normalność

„Odkąd wybuchł kryzys zadłużenia w Europie, polskie obligacje pokonują inne podobne inwestycje. Kraj, który dwie dekady temu musiał przejść przez restrukturyzację długu, teraz staje się oazą spokoju” — zaznacza Bloomberg w specjalnej analizie.

W ciągu 36 miesięcy polskie obligacje przyniosły inwestorom 19,5 proc. zysku. Jeśli uwzględnić stopień ryzyka występujący przy tej inwestycji (czyli tzw. stopę zmienności), odsetki wyniosły 8,3 proc.

To rewelacyjny wynik — druga w rankingu Nowa Zelandia przyniosła inwestorom 7,3 proc. bezpiecznego zysku. Analogiczne dane dla Niemiec to zaledwie 4 proc., dla Szwajcarii 3,7 proc., a dla USA 3 proc.

— Inwestorzy rezygnują z obligacji amerykańskich i przerzucają się na polskie. Ten rynek stał się ostatnio swoistą przystanią Europy Środkowej i Wschodniej — przekonuje Gyula Toth, strateg inwestycyjny w banku Unicredit. Polski przepis na sukces to nie tyle wysokie oprocentowanie obligacji, ile ich duża stabilność.

Tzw. wskaźnik zmienności z ostatnich trzech lat w przypadku naszych obligacji to tylko 2,3 pkt, co oznacza, że rynkowa cena przeciętnej obligacji niemal się nie zmienia. Przy takich zawirowaniach na rynkach finansowych to imponujące osiągnięcie. Mniejszą zmiennością może pochwalić się tylko Japonia (1,8 pkt). W Niemczech wskaźnik wynosi 4,9 pkt, w USA 5,4 pkt, a w Grecji 25 pkt.

— Polska w czasie kryzysu jest jednym z niewielu krajów, który zachował oznaki normalności. Choć dynamika PKB spowolniła, to gospodarka cały czas rosła. Właśnie ta normalność w czasach kryzysu była przez zagranicznych inwestorów towarem najbardziej poszukiwanym — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Argumentów, które dodatkowo zachęcały inwestorów do inwestowania w polski dług, było wiele.

— Mieliśmy linię kredytową w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, stabilną politykę pieniężną, konstytucyjny limit długu i bardziej płynny rynek obligacji niż Czesi czy Węgrzy — wylicza Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.

W obcych rękach

Napływ zagranicznego kapitału stabilizował w czasie kryzysu polski rynek obligacji i obniżał rządowi odsetki od zaciąganych pożyczek. Rodzi to jednak też ryzyka — Polska stała się bardziej uzależniona od koniunktury na świecie. Według danych Ministerstwa Finansów, na koniec listopada 2011 r. zagraniczni inwestorzy byli posiadaczami 50,4 proc. polskich obligacji. Trzy lata wcześniej mieli tylko 33,8 proc.

— Każdy minister finansów chciałby, żeby jego obligacje kupowali tylko krajowi inwestorzy. Jednak biorąc pod uwagę, jak duże były w ostatnich latach potrzeby pożyczkowe, rodzimy rynek był zbyt mały, żeby te potrzeby zaspokoić — mówi Piotr Kalisz.

Jak długo Polska utrzyma status bezpiecznej przystani? Według ekonomistów, jeszcze przez kilka lat nie mamy się o co martwić.

— Główne argumenty za inwestowaniem w Polsce pozostaną bez zmian, w dodatku deficyt w finansach publicznych będzie spadał. Inwestorzy patrzą głównie na dane statystyczne, a te będą się w najbliższych latach poprawiać — mówi Ernest Pytlarczyk.

W dłuższej perspektywie postrzeganie Polski może się jednak pogorszyć. Obniżanie deficytu dokonywane jest bowiem na razie głównie przez obniżki wydatków inwestycyjnych, przeksięgowanie oszczędności emerytalnych (z OFE do ZUS) czy podwyżki podatków (składka rentowa). W dodatku nadchodzi kryzys demograficzny, który będzie rodził nowe ryzyka.

— Dlatego dla wizerunku Polski w dłuższej perspektywie kluczowe jest to, czy rząd przeprowadzi reformy zapowiedziane w exposé — mówi Ernest Pytlarczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane