Polska to raj inwestorów

Radosław Górecki, Wojciech Surmacz
07-09-2001, 00:00

Polska to raj inwestorów

Zdaniem Briana Burgessa, dyrektora zarządzającego CB Richard Ellis Polska, nasz kraj nadal jest atrakcyjny dla inwestorów. Uważa on, że gdy zabraknie spółek do prywatyzacji, Polska powinna zdecydować się na prywatyzacje gruntów. Brian Burgess twierdzi, że należy zakończyć dyskusje na temat tego, z jakiego kraju pochodzą pieniądze, bo nie mają one narodowości.

Niemal wszystkie media i analitycy mówią o nadchodzącym kryzysie, mamy olbrzymią dziurę w budżecie. Co Pan o tym sądzi?

Brian Burgess: Obecnie na całym świecie sytuacja nie jest dobra. Źle się dzieje z gospodarkami USA czy Wielkiej Brytanii. Oczywiście w Polsce też nie dzieje się dobrze. Jednak mój szef powiedział mi, że kiedy obserwuje zestawienie PKB różnych państw, to na plus wypada tylko Polska, więc mówi „Polska to fantastyczny kraj”. Fundusze inwestycyjne poszukują państw, w których mogłyby zainwestować. Niedawno powodzeniem cieszyły się Japonia czy Tajlandia, obecnie inwestowanie tam wiąże się z dużym ryzykiem. Poszukują więc innych państw. Tymczasem inwestowanie w Polsce ciągle gwarantuje dobry zwrot kapitału, osiągający poziom 10 proc. Wartość inwestycji zagranicznych w Polsce wciąż nie jest zadowalająca. Powinno ich być więcej, aby pomogły całej ekonomii. Do przyciągnięcia zagranicznego kapitału przyczyniają się reformy strukturalne. Przeprowadzenie reformy ubezpieczeń było bardzo ważne, bo fundusze emerytalne generują pieniądze inwestując w giełdę, czy w nieruchomości.

Czy obecnie zainwestowałby Pan na giełdzie czy w nieruchomości?

- Teraz lepiej zainwestować na giełdzie, ale jeszcze rok temu chyba inwestowałbym w nieruchomości, a pięć lat temu tylko w nieruchomości mieszkaniowe. Obecnie jednak, najlepsza jest gotówka na lokacie.

Czyli teraz najbezpieczniej jest trzymać pieniądze?

- Jeżeli złoty będzie stabilny, to oczywiście tak. Polska giełda jest nieduża i przez to bardzo podatna na wpływy. Spadek notowań dużej spółki osłabia całą giełdę. Dla Polski bardzo ważnym okresem będzie pierwsze sześć miesięcy po wyborach. Po pierwsze musi powstać budżet, muszą spaść stopy procentowe, bo przy obecnych firm nie stać na pożyczanie pieniędzy. To powinno ożywić gospodarkę i spowodować zwiększone wpływy do budżetu i zmniejszenie bezrobocia.

A jak na Polskę patrzą inwestorzy z zagranicy. Czy obecna sytuacja nie spowoduje, że zaczną się obawiać inwestycji w naszym kraju?

— Są dwie odpowiedzi na to pytanie. Takie firmy jak np. Ericsson czy Nokia są obecne w Polsce od kilku lat. Te i inne podmioty z sektora telekomunikacyjnego miały ogromne plany. I co teraz. Nic. Muszą czekać. Więc tu widać pewien zastój. Z drugiej jednak strony takie firmy jak Toyota czy Renault chcą w Polsce budować fabryki samochodów. Powstaje pytanie, dlaczego? Po pierwsze, firmy te liczą na wejście Polski do Unii, po drugie tu jest tania siła robocza i tanie grunty. To przyciąga inwestorów do Polski, a nie np. do Niemiec, gdzie robotnikowi trzeba zapłacić dużo więcej. Różnice w wynagrodzeniu zachęcają do inwestycji.

Myśli pan, że te różnice zmienią się po przystąpieniu Polski do UE?

— Oczywiście, że tak, ale to nastąpi co najmniej za 10 lat. Więc przez ten czas firmy nadal będą na tym korzystać, a Polsce potrzebni są inwestorzy zagraniczni. Dlatego tak ważne jest kontynuowanie prywatyzacji.

Tak, ale coraz mniej pozostaje do sprywatyzowania. To się musi kiedyś skończyć, i wtedy co dalej?

— A dlaczego nie prywatyzować gruntów Skarbu Państwa lub gmin. Obecnie gminy oddają grunty w dzierżawę na 99 lat ,biorąc za nie tylko 25 proc. wartości. Dlaczego nie sprzedawać gruntów biorąc za nie 100 proc. Przecież to jest dużo pieniędzy. Inwestorzy działający na rynku nieruchomości chcą pełnej własności, a nie użytkowania wieczystego. Sprzedaż gruntów jest nowym obszarem dla prywatyzacji. Rozumiem, że tu pojawiają się kwestie narodowe, ale one przecież występują tak samo przy prywatyzacji, np. TP SA.

Oczywiście rozumiem, że grunt pod stopami jest ważniejszy. Jednak sprzedając parcelę w Warszawie, przy al. Jan Pawła II, gmina weźmie 25 proc. jej wartości i 3 proc. rocznie. Tymczasem ten, komu udało się wziąć taki grunt w dzierżawę, ma prawo go sprzedać już za 70 proc. Więc jeszcze raz się pytam, dlaczego zamiast dzierżawcy nie miałyby zarabiać na tym gminy i Skarb Państwa. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że są to bardzo delikatne kwestie. 20 lat temu w Londynie było olbrzymie zamieszanie, bo japońskie firmy chciały kupić wszystkie budynki w Londyńskim City. Pojawiło się wiele głosów sprzeciwu. Mimo to doszło do sprzedaży i dziś w Londynie większość nieruchomości nie należy do angielskich firm. Musi się skończyć dyskusja, z jakiego kraju pochodzą pieniądze, ważne jest to, co jest dobre dla gospodarki, a w efekcie — dla ludzi. I mam nadzieję, że tak będzie i w Polsce.

A jak Pan ocenia szanse Polski w UE i w ogóle Unię?

— Ja jestem Anglikiem, a my nie jesteśmy najbardziej poprawnym członkiem Unii. Oczywiście Europa musi przeciwstawić się USA, a to jest w stanie zrobić tylko wspólnymi siłami. Nie wystarczy jedna Francja czy Niemcy. Powstaje tylko pytanie, czym ma być Unia, czy jednym państwem, jednym narodem, czy federacją kilku narodów. I tu problemem są między innymi Anglicy. Jesteśmy najstarszym krajem, a funt jest najlepszą walutą.

Jeżeli zaś chodzi o moje zdanie na temat Polski w UE, to jeśli jej członkostwo jest dobre dla inwestorów i dla gospodarki, to jestem za. Natomiast prywatnie na temat UE nie chcę zabierać głosu.

Wracamy do drugiego pytania, bo nie odpowiedział Pan wprost. Czy obecne zamieszanie z budżetem spowoduje, że inwestorzy wstrzymają się z nowymi projektami w Polsce?

— Myślę, że inwestorzy nie zrezygnują z Polski. Jeżeli już, to pogodzą się z dłuższym okresem zwrotu kapitału lub zmniejszą projekty. Jeszcze 2-3 lata temu zwrot z inwestycji np. w centra handlowe był na poziomie 20-25 proc. Teraz będzie to 18 proc., ale to jest w dalszym ciągu bardzo dobry zwrot w porównaniu z Europą Zachodnią.

Czyli odpowiedź jest taka, że Polska nadal jest dobrym krajem dla inwestorów?

— Nie całkiem złym. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że podejście niektórych inwestorów do wielu projektów było zbyt optymistyczne. W centrum Warszawy zbudowano np. obiekt handlowy o powierzchni ponad 100 tys. mkw. Obiekt, który cały czas stoi pusty. Takie inwestycje, delikatnie mówiąc, nie należą do najlepszych. Moim zdaniem były źle zaprojektowane. Obecnie inwestorzy muszą mieć 10-letnie plany rozwoju takich obiektów. Można tu wymienić takich inwestorów jak chociażby Tishman Speyer Properties, który inwestuje w Krakowie, czy ING Real Estate (Złote Tarasy w Warszawie — red.). To są firmy z doświadczeniem.

Podsumujmy. Będzie dobrze w Polsce, a może jest już dobrze?

— Zamierzam zostać w Polsce. Więc to musi być dobry znak.

Rozmawiali Radosław Górecki i Wojciech Surmacz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Górecki, Wojciech Surmacz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Polska to raj inwestorów