Polska trwa przy pierwiastku

opublikowano: 2007-06-20 12:35

Na dzień przed szczytem Unii Europejskiej w Brukseli Polska nie ustępuje w sprawie zamiany sposobu liczenia głosowania w Radzie UE na system pierwiastkowy. I choć polscy negocjatorzy mówią, że jest nadzieja na kompromis, nadal w grę wchodzi polskie weto wobec decyzji szczytu.

Podejście Polski do sprawy głosowania w Radzie UE streszcza się w sloganie, którego jako pierwszy użył premier Jarosław Kaczyński: "warto umierać za pierwiastek".

Wszystko wskazuje na to, że w Brukseli Polskę będzie reprezentował prezydent Lech Kaczyński. Prawie na pewno będzie to prezydent - powiedział we wtorek wieczorem premier. Być może rokuje to kompromisowe zakończenie rozpoczynającego się w czwartek szczytu w świetle wcześniejszych wypowiedzi, że prezydent pojedzie do Brukseli w sytuacji, gdy możliwe będzie porozumienie (w przeciwnym razie miał jechać szef rządu).

"Ciągle jesteśmy pełni nadziei, chociaż te nadzieje mogą być zawiedzione" - mówi przed szczytem premier, podkreślając, że gdy trzeba będzie, prezydent może zgłosić weto.

W Brukseli przywódcy UE mają przyjąć mandat negocjacyjny, na podstawie którego unijna Konferencja Międzyrządowa ma przygotować nowy traktat Unii.

Polski rząd chce, by mandat ten umożliwiał dalsze negocjacje nad systemem głosowania w Radzie Unii Europejskiej. Opowiada się za tzw. systemem pierwiastkowym, który polega na tym, że siła głosów poszczególnych państw członkowskich jest obliczana za pomocą pierwiastka z liczby ludności danego kraju. Jest to rozwiązanie korzystniejsze dla małych i średnich krajów, tracą duże państwa, jak Niemcy.

Tymczasem w projekcie mandatu, przygotowanym przez Niemcy, kończące w czerwcu przewodnictwo w Unii, zachowano kwestionowany przez Polskę system tzw. podwójnej większości głosów. Taki system jest zapisany w tekście Traktatu Konstytucyjnego; jego sporą część prezydencja niemiecka przyjęła w projekcie mandatu jako podstawę dalszych prac.

Na poparcie swego stanowiska Polska przedstawia dwa główne argumenty: po pierwsze, na tzw. podwójnej większości Polska traci najwięcej ze wszystkich krajów Unii i po drugie, proponowany przez nas system pierwiastkowy jest sprawiedliwszy, ponieważ zapewnia - jak przekonują polskie władze - równy wpływ obywateli Unii na decyzje wspólnoty. Jednak, jak wynika z oficjalnych wypowiedzi, Polska jest raczej osamotniona; pierwiastek popierają Czesi, choć i z tego kraju nie brak sprzecznych sygnałów.

Postulat Polski został zawarty w projekcie mandatu w przypisach do tego dokumentu. Według polskich negocjatorów, Marka Cichockiego i Ewy Ośnieckiej-Tameckiej, to dobry znak, bo po raz pierwszy niemiecka prezydencja uznała fakt, że w Unii jest spór wokół sposobu głosowania w Radzie UE.

"Teraz trzeba zrobić krok następny, tak by na szczycie do mandatu zostało wpisane, iż dyskusję na temat systemu głosowania trzeba kontynuować podczas Konferencji Międzyrządowej" - powiedział we wtorek wieczorem Cichocki. Jednak, pytanie, czy to się uda, pozostaje otwarte.

Jak mówi szefowa MSZ Anna Fotyga, projekt mandatu ma taki kształt, że zgoda na uwzględnienie w nim któregoś z przypisw wymaga jednomyślności lub większości krajów Unii. Polskie MSZ skrytykowało też sam sposób formułowania mandatu, uznając, że podstawą prac nad nowym traktatem Unii stał się faktycznie Traktat Konstytucyjny, choć - jak powiedziała PAP Fotyga - nie taka była umowa między ministrami spraw zagranicznych Unii.

W skład polskiej delegacji na szczyt wejdą także: szefowa polskiej dyplomacji oraz oboje polscy negocjatorzy - Cichocki i Ośniecka-Tamecka. Choć według planów, szczyt ma się zakończyć w piątek, delegacja liczy się z tym, że negocjacje potrwają do soboty.

W ocenie politologa Aleksandra Smolara, nawet jeśli mandat w sprawie nowego traktatu Unii umożliwi dalsze negocjacje nad sposobem liczenia głosów w Radzie UE, kraje członkowskiego i tak nie zgodzą się ostatecznie na system pierwiastkowy. Dlatego Smolar podkreśla znaczenie współpracy z innym krajami członkowskimi i umiejętność budowy koalicji zamiast konfrontacji. "Wszyscy zdają sobie sprawę - nie tylko w Polsce i Niemczech - że główne ostrze pierwiastka jest wymierzone właśnie w Berlin" - ocenił w rozmowie z PAP.

Smolar obawia się ponadto, że jeśli szczyt w Brukseli zakończy się fiaskiem, to Polska zostanie uznana za winną, a to może kosztować. Przypomniał, że w przyszłym roku zaczynają się negocjacje nad kolejnym budżetem unijnym, który będzie obowiązywał od roku 2013 i Niemcy mogą odmówić płacenia na Polskę takich środków jak do tej pory.

Były szef polskiej dyplomacji Stefan Meller uważa, że Polska jest osamotniona w sprawie poparcie dla systemu pierwiastkowego, ponieważ sam problem liczenia głosów w Radzie UE jest dla pozostałych państw wtórny. Jak powiedział PAP, dla większości krajów członkowskich ważniejsze są takie sprawy jak: udoskonalenie mechanizmów rządzenia, stworzenie rzeczywistej wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz wreszcie "ogarnięcie wszystkiego" po kryzysie konstytucyjnym (związanym z zamrożeniem prac nad Traktatem Konstytucyjnym po tym, jak Francja i Holandia odrzuciły go w referendach). Meller spodziewa się zatem, że polski postulat w sprawie systemu pierwiastkowego przepadnie podczas szczytu.

Według najnowszego sondażu CBOS, większość Polaków - 69 proc. - nie interesuje się sprawą Traktatu Konstytucyjnego UE. Takie zainteresowanie deklaruje 27 proc. Nieco ponad połowa respondentów - 55 proc. - nie orientuje się, jakie jest stanowisko polskich władz w kwestii eurokonstytucji.

29 proc. ankietowanych uważa, że polskie władze chcą wprowadzenia zmian w Traktacie Konstytucyjnym, a 13 proc. sądzi, że polscy przywódcy dążą do rozpoczęcia prac nad nowym projektem traktatu regulującego funkcjonowanie Unii; 3 proc. jest zdania, że Polska akceptuje obecny projekt eurokonstytucji.

Jednocześnie 89 proc. Polaków popiera członkostwo Polski w Unii Europejskiej; a przeciwnych temu jest 5 proc. (PAP)