Od stycznia do października ubiegłego roku Amerykanie sprowadzili wódkę za prawie 1,3 mld USD, o 8,7 proc. mniej niż rok wcześniej. Wart 65 mln USD import procentów z Polski daje nam piąte miejsce. Wyprzedzają nas państwa mniej kojarzące się z wódką (Łotwa, Holandia), a od pierwszych na liście Francuzów dzieli nas przepaść.



Jednak to mocny trunek z Polski wypije James Bond w najnowszym, 24. filmie o przygodach agenta 007. W rękach Daniela Craiga, odtwórcy głównej roli, znajdzie się kieliszek napełniony wódką Belvedere, produkowaną w Żyrardowie. Agent Jej Królewskiej Mości będzie pił ją w reklamach i prawdopodobnie również w niektórych scenach „Spectre”.
— Czas zmienić również i globalne statystyki importu wódki z Polski — uważają przedstawiciele Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji w Nowym Jorku (WPHiI).
Wypieranie rosyjskich
— Eksperci mówią nam, że rynek wódki w USA wciąż jest do zagospodarowania. Nie ma kraju, który by dominował. Utarło się, że wina mają być francuskie, a masło irlandzkie. Wódka mogłaby być właśnie polska — mówi Sabina Klimek, kierownik WPHiI Konsulatu RP w Nowym Jorku. Jej zdaniem, niesłusznie wstydziliśmy się, że Polska to kraj wódki.
— Nasz kraj poszukuje produktu, który byłby flagowym światowym wyrobem, kojarzącym się z wysoką jakością. Takim produktem mogłaby być właśnie wódka — uważa Sabina Klimek. Zdaniem Andrzeja Szumowskiego, prezesa Stowarzyszenia Polska Wódka (SPW), polscy producenci mają realne szanse, by wskoczyć na podium w USA.
— W obecnej sytuacji politycznej mamy duże szanse wyrugowania wódki rosyjskiej — mówi Andrzej Szumowski. Podobnego zdania jest Sabina Klimek. — Rosjanie nałożyli embargo na amerykański drób, o Rosji sporo pisze się w mało pozytywnym świetle. To szansa dla nas, by chociażby w miejsce rosyjskiej wódki wprowadzić polską — dodaje Sabina Klimek.
Rosjanie plasują się na razie tuż za nami, na szóstym miejscu, sprzedając wódkę za 21 mln USD. Z analizy rynku alkoholi wysokoprocentowych, zrobionej przez nasz WPHiI, wynika, że w latach 2007-12 przychody branży zwiększały się średnio o 4,5 proc. rocznie. Było to możliwe dzięki rozrostowi półki premium i rosnącej popularności drinków i koktajli w barach i restauracjach. To natomiast napędza popyt tych lokali na alkohole o niższej jakości.
„W trakcie kryzysu ekonomicznego konsumenci preferowali krajowe alkohole za względu na ich niższą cenę. Obecne polepszenie się statusu materialnego nie przekłada się niestety bezpośrednio na popyt na alkohole importowane. Aby odbudować przywiązanie do marek importowanych, producenci muszą przeprowadzić skuteczne kampanie marketingowe” — czytamy w raporcie WPHiI.
Import alkoholi mocnych do USA ma rosnąć do 2017 r. średnio o 3,3 proc. rocznie, do 6,4 mld USD. Obecnie pokrywa prawie 41 proc. amerykańskiego popytu.
Lekcje dla Amerykanów
Polska wódka miała w USA dwie duże fale promocji.
— W latach 1999-2003 mocno reklamowane były Belvedere i Chopin Vodka, a kilka lat później zmasowaną akcję promocyjną przepowadziła Grupa Sobieski. Problemem producentów była niespójna strategia. Przełożyło się to na okresowe zdobycie udziałów, ale uczyniło ten biznes mało opłacalnym. Amerykański rynek to nie tylko zamożni konsumenci, ale także duża konkurencja. Nikt ostatnio nie pokusił się na większe inwestycje w marketing — opowiada Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego (ZP PPS). Od kilku lat czołowi gracze w Polsce borykają się z problemami finansowymi, więc na większe uderzenie w USA nikogo po prostu nie stać.
— Rozwiązaniem mogłaby być wspólna kampania promująca alkohole z Polski. Do tego jednak jest potrzebna zgoda producentów oraz zaangażowanie administracji. Stany to bardzo wymagający rynek — z ogromną liczbą agencji reklamowych prześcigających się w pomysłach, dziesiątkach i setkach milionów dolarów wydawanych na promocję.
— Amerykanie o wódce ciągle mało wiedzą, więc można im jeszcze sporo wiedzy przekazać. Tak jak 15 lat temu wódkę pito tam tylko w koktajlach, tak dzisiaj rośnie kultura picia wódki czystej — dodaje Leszek Wiwała.