Zgodnie z zasadą, że przypływ podnosi wszystkie łodzie, beneficjentami szybko rosnącej w ostatnich kwartałach gospodarki był rynek pracy, i to we wszystkich województwach. Od wielu miesięcy nieprzerwanie spada stopa bezrobocia i zatrudnienie rośnie, bijąc kolejne rekordy. Przybywa także w portfelu Kowalskiego.

— Spadek stopy bezrobocia jest częściowo wynikiem czynników sezonowych, co jest normalne o tej porze roku. Jednak wpisuje się także w długoterminowy trend zapoczątkowany w 2002 r. Od 2007 r. stopa bezrobocia w Polsce znajduje się poniżej swojej długoterminowej średniej kroczącej na poziomie 11,4 proc. Jest to wyraźny sygnał, że sytuacja na rynku pracy się poprawia, a ten pozytywny trend będzie kontynuowany w nadchodzących latach — uważa Christopher Dembik, dyrektor ds. analiz makroekonomicznych w Saxo Banku.
Jednak wciąż najmocniej rzuca się w oczy dualizm rynku pracy nad Wisłą. Stopa bezrobocia w województwie wielkopolskim jest najniższa w całym kraju i wynosi zaledwie 5,4 proc. Od Warmii i Mazur, gdzie o pracę tradycyjnie najtrudniej, dzieli ją aż blisko 9 pkt. proc.
Regionalna przepaść
Rynek pracy to niewątpliwie najjaśniejszy punkt całej naszej gospodarki i motor napędowy wzrostu, który dzisiaj opiera się głównie na apetytach konsumpcyjnych Kowalskiego. Dobra wiadomość jest taka, że chociaż różnice w poziomie bezrobocia dzielą Polskę mocno, to rozpędzona gospodarka pomaga znaleźć zatrudnienie wszystkim. W ciągu ostatniego roku najmocniej spadł odsetek osób bez zatrudnienia w tych regionach, które borykają się z największymi strukturalnymi problemami rynku pracy — na Warmii i Mazurach oraz Pomorzu Zachodnim o odpowiednio 2,2 proc. i 2,4 proc. Tam jednak liczba bezrobotnych wciąż jest dwucyfrowa, podobnie jak w jeszcze 5 innych województwach.
Są jednak i takie regiony, gdzie problem bezrobocia już dawno przestał komukolwiek spędzać sen z powiek. W Wielkopolsce, ale także na Mazowszu, w Małopolsce, na Dolnym i Górnym Śląsku oraz Pomorzu stopa bezrobocia nie przekracza 8 proc. i jest o blisko 1 pkt proc. niższa od średniej dla całego kraju. W tych województwach przedsiębiorcy mają największe problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych rąk do pracy. W 2015 r. roku w pośredniakach złożono tam ponad 700 tys. ofert zatrudnienia, to ponad połowa wszystkich, jakie mieli do zaoferowania pracodawcy.
Szukanie pracownika
W dużej części kraju to nie Kowalski szuka pracy, ale ona czeka na niego. Z badań instytutu Millward Brown na zlecenie Work Service’u wynika, że największe zapotrzebowanie na pracowników będzie w południowej części Polski. Tam też aż 41,7 proc. pracodawców spodziewa się największych problemów ze znalezieniem wykwalifikowanej kadry. Z podobnymi trudnościami będą się zmagali szefowie w północno-zachodniej (40,9 proc.) oraz południowo-zachodniej (39,8 proc.) części kraju. Najmniej trudności ze znalezieniem rąk do pracy będą miały firmy zlokalizowane w centrum kraju (25,4 proc.) oraz na ścianie wschodniej (27 proc.). Fabrykę czy zakład pracy trudno przenieść, znacznie łatwiej powinno być o mobilność wśród pracowników. Tylko w teorii jednak, bo chociaż rynek pracy mamy podzielony niemal na pół wzdłuż Wisły, a w ofertach pośredniaków nie brakuje zachęt finansowych do zmiany adresu w poszukiwaniu pracy, to wciąż niewiele osób decyduje się na taki krok. Pracodawcy zaś deklarują coraz mocniej chęć zatrudniania. Przepytał ich ostatnio o plany Narodowy Bank Polski. Wnioski? Zamiar dalszego zwiększenia liczby etatów w trzecim kwartale ma obecnie 15 proc. firm i tylko w latach 2007-08 odsetek ten był wyższy. Wzrost zatrudnienia przewiduje większość sektorów gospodarki — nawet te, które niepewność swojej przyszłej sytuacji ekonomicznej oceniają jako wysoką.
Różnice w portfelu
Nawet kwestie płacowe nie działają wystarczająco mobilizująco,a powinny, bo i tutaj różnice sięgają nawet kilkuset złotych. Tradycyjnie samotną wyspą jest Mazowsze, którego pozycja lidera z sięgającym ponad 5,4 tys. zł przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniem brutto jest niezagrożona. Pensje są średnio o tysiąc złotych wyższe niż w znajdującychsię na kolejnych pozycjach województwach pomorskim, dolnośląskim czy śląskim. Nie mówiąc o outsiderach zestawienia, czyli regionach warmińsko-mazurskim i kujawsko-pomorskim, gdzie przeciętna pensja ledwie przebija 3,8 tys. zł brutto. Pozytywem niewątpliwie jest to, że w ciągu ostatniego roku Kowalski odczuł poprawę w swoim portfelu pod każdą szerokością geograficzną kraju. Ostatnie statystyki GUS dają zaś jeszcze więcej powodów do patrzenia ze spokojem w przyszłość. W samym tylko czerwcu tempo wzrostu wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstwwyniosło ponad 5 proc., a realny fundusz płac rósł już w blisko dwucyfrowym tempie.
— Przyspieszenie dynamiki wynagrodzeń jest wynikiem narastających problemów firm z pozyskaniem odpowiednich pracowników do realizacji napływających zamówień. Te problemy wynikają nie tylko z ilości tych zamówień, ale także z rosnącej presji płacowej wywołanej niskim poziomem bezrobocia i dodatkami rodzinnymi 500+, które osłabiają bodźce do pracy — uważa Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.
