MFW szacuje, że wysokie ceny ropy naftowej spowodują spadek PKB w skali świata o 0,3-0,7 proc. Są szanse, że Polskę ten scenariusz ominie.
Ceny ropy naftowej przekroczyły 50 USD za baryłkę nie tylko w USA, ale też w Londynie. Jeszcze kilka tygodni temu 50 USD określano jako psychologiczną granicę, której przekroczenie uruchomi lawinę, tymczasem szokujących reakcji nie było.
Jest szansa
W Polsce przez cały okres podwyżek ratuje nas silny złoty.
— Trend wzmacniającego się złotego nie skończy się dziś — twierdzi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.
W trakcie poniedziałkowej sesji polska waluta umocniła się wobec dolara o prawie 0,5 proc. i wzrosła do 3,4790, czyli najwyższego od ponad pięciu lat.
— Obecnie tempo drożenia ropy nie może być jednak w pełni amortyzowane przez wzmacniającego się złotego — ocenia Piotr Kalisz, analityk PKO BP.
Najszybciej nastąpić może wzrost cen paliw.
— Cena benzyny ukształtuje się prawdopodobnie w okolicach 4 zł za litr i wahać się wokół tej wysokości — przewiduje Ryszard Petru.
Nie powinniśmy jednak doświadczać bardziej drastycznych zmian.
— Popyt na polskim rynku jest wciąż wysoki, ale przewidujemy jego spadek. Po przedakcesyjnym boomie czas na wyhamowanie. To pozwoli na znaczne ograniczenie „efektu drugiej rundy”, czyli wzrostu cen towarów i usług, w których wytwarzanie paliwa jest znaczącym kosztem — wyjaśnia Piotr Kalisz.
10-proc. wzrost cen paliw skutkuje wzrostem rocznego wskaźnika inflacji o 0,3-0,4 pkt proc. Jednak ceny większości składników koszyka inflacji zmieniają się w przeciwnym kierunku.
— Inflacja będzie spadać — zapowiada Piotr Kalisz.
Jest więc szansa, że droga ropa nie zagrozi wzrostowi gospodarczemu Polski.
— Negatywne skutki mogą się pojawić, jeśli ropa przekroczy 60 USD za baryłkę, a złoty zacznie się osłabiać — mówi Ryszard Petru.
Co w przyszłości
O 60 USD coraz częściej mówią jednak analitycy.
— W listopadzie ceny ropy mogą wzrosnąć do 60-70 USD za baryłkę — twierdzi Bruce Evers z Investec Securities w Londynie.
Większość prognoz sugeruje właśnie taki zakres cen. Wyłamał się jedynie prezydent Wenezueli.
— Ropa powinna obecnie kosztować 126 USD za baryłkę, gdyby brać pod uwagę wzrost inflacji na świecie w ostatnich 30 latach — powiedział Hugo Chavez, prezydent Wenezueli.