„Cześć. Chodzę na zajęcia na studia. Nie wiem, czy to w ogóle ma jakiś sens. Mam zamiar być inżynierem budowlanym. Ile zarabia inżynier? Już mi się to odpodobało, ponieważ jest bardzo ciężko się nauczyć tych wszystkich przedmiotów. Jest ich aż 23. Wszystko trzeba umieć, żeby później dobrze pracować" — napisał manolo89 na forum internetowym.
Chyba warto nauczyć się tych 23 przedmiotów. Tym wszystkim szczęśliwcom, którzy skończą studia techniczne, pracodawcy oferują znakomite warunki. Najczęściej słychać o dużych firmach, które zatrudniają setki inżynierów w otwieranych z pompą działach R&D. Ale coraz częściej muszą one walczyć o pracowników z ekspansywnymi małymi i średnimi firmami.
— Średniej wielkości polskie firmy zatrudniają razem więcej inżynierów niż wymieniani często w mediach giełdowi giganci, tacy jak Comarch czy Asseco. Kryzys światowy sprawił, że Polska stała się bardziej atrakcyjnym krajem dla międzynarodowych koncernów, które znajdują tutaj zdolnych, kreatywnych pracowników za mniejsze pieniądze niż na Zachodzie — mówi Radomir Grucza, prezes Nokia Siemens Networks, który w Centrum Technologicznym we Wrocławiu zatrudnia ponad 1,9 tys. osób (a zaczynał w 2000 roku, jeszcze jako Siemens, z 10 inżynierami).
— Małe i średnie firmy stały się ważnymi graczami na rynku pracy w walce o nowego pracownika. Szybko rośnie popyt na usługi IT. Mikro— i małe firmy bardzo elastycznie reagują na potrzeby rynku i przyjmują lub kontraktują pracowników na tzw. projekty. Wielokrotnie oferują wyższe wynagrodzenia, wywierając presję na dużych graczy. Wygrywamy ofertą stabilnego i długoterminowego zatrudnienia — mówi Michał Szostkowski z Tieto Poland, oddziału firmy IT notowanej w Helsinkach i Sztokholmie.
Poza statystyką
Małe i średnie firmy umykają statystyce, bo nie bada ich nawet GUS, który podawał w 2008 r., że w Polsce pracuje 156 tys. inżynierów. Żeby wyrobić sobie pojęcie o skali zjawiska, można tylko prześledzić trendy zatrudnienia w dużych firmach. Tieto zatrudnia w Polsce 1,2 tys. osób, z czego 98 proc. to inżynierowie. W tym roku zespół powiększył się o 300 osób, a do końca roku w firmie powinno się pojawić kolejnych 150. Gra toczy się m.in. o duży rynek wewnętrzny.
— Jesteśmy nie tylko ważnym centrum dostaw oprogramowania, badań i rozwoju na rzecz globalnych klientów, ale też 40-milionowym krajem o wysokim popycie wewnętrznym, dynamicznie się rozwijającym, o zdrowych strukturach makroekonomicznych — mówi Michał Szostkowski. Polskie firmy są na tyle konkurencyjne, że zdobywają coraz więcej kontraktów za granicą.
Przykładem może być PGS Software, giełdowa spółka informatyczna z Wrocławia zajmująca się outsourcingiem. PGS zwiększyło w ciągu ostatniego roku zatrudnienie o 100 proc. Teraz pracuje w nim 150 inżynierów. — Rozwój gospodarki światowej, która coraz bardziej idzie w kierunku technologii, nakręca koniunkturę na inżynierów. Jeśli u nas jest trudno znaleźć dobrych inżynierów, na Zachodzie graniczy to z niemożliwością — mówi Paweł Gurgul.
Kraj na dorobku
Polska jest mekką dla inżynierów, bo jesteśmy krajem na dorobku. — Potrzebujemy specjalistów, którzy będą budować drogi, kolej, urządzenia do infrastruktury telekomunikacyjnej, tworzyć nowoczesne produkty, tak byśmy mogli nadgonić zapóźnienia do Europy Zachodniej — mówi Krzysztof Kuliński, prezes Rec. Rec, założony przez byłych menedżerów Siemensa, zatrudnia w Polsce 220 inżynierów, kolejnych 40 — na Słowacji i w Chorwacji, gdzie ma też centra badawczo-rozwojowe. W tym roku firma zwiększyła zatrudnienie w Polsce o 70 osób, a w przyszłym zamierza przyjąć kolejnych 60 pracowników.
Brakuje specjalistów
Popyt na inżynierów jest tak duży, że coraz bardziej doskwierają firmom braki kadrowe. Studia o kierunkach inżynieryjno-technicznych skończyło w 2010 r. 23,5 tys. osób, wynika z danych GUS. To zdecydowanie za mało. W 2013 r. w przemyśle może zabraknąć nawet 46,8 tys. inżynierów — alarmuje ministerstwo nauki.
Studia o kierunkach inżynieryjno-technicznych skończyło w 2010 r. 23,5 tys. osób, wynika z danych GUS. To zdecydowanie za mało.
Stąd wziął się pomysł dopłacania 1 tys. zł miesięcznie studentom, którzy zdecydują się na kierunki strategiczne z punktu widzenia polskiej gospodarki. Na razie się nie sprawdza. — Ludzie wolą studiować filologię chorwacką albo archeologię śródziemnomorską, a te kierunki to produkcja bezrobotnych. Gdy szukaliśmy sekretarki, zgłosiło się kilkaset pań, większość z nich to absolwentki kierunków humanistycznych wyższych uczelni. Pracowały w centrach handlowych, sprzedając buty — mówi Paweł Gurgul.
Firmy ratują się, jak mogą. Jednym ze sposobów jest przyciągnięcie chętnych z zagranicy. — Jest u nas tak dużo centrów badawczo-rozwojowych, że mamy coraz więcej aplikacji z zagranicy. 10 proc. inżynierów zatrudnionych w centrum IBM to obcokrajowcy. Zgłaszają się Niemcy czy Włosi. Zarobki są porównywalne, a u nas mogą zajmować się ciekawszymi projektami — mówi Tomasz Gondek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.
Średnia inżynierska*
Wynagrodzenie brutto (w tys. zł)
budowlana 5,97
chem. i petrochem. 5,35
energetyczna 5,30
informatyczna 5,51
motoryzacyjna 5,66
nieruchomości 7,47
spożywcza 6,01
transport i logistyka 4,95
telekomunikacja 4,95
*dane z marca 2011 r. Źródło: Bank Danych o Inżynierach
Z analiz Banku Danych o Inżynierach wynika, że płace inżynierskie
najszybciej rosły w sektorze maszynowym i elektromaszynowym, który —
dzięki inwestycjom zagranicznym — rozwija się bardzo dynamicznie. Szybko
rosły też zarobki inżynierów w branży chemicznej. To pochodna wzrostu
popytu na tworzywa sztuczne, lakiery, farby, produkcję przemysłu
farmaceutycznego, kosmetycznego, petrochemicznego. BDoI podkreśla, że
będąc inżynierem, warto inwestować w naukę języków. Znajomość jednego
zapewnia o kilkanaście procent wyższe zarobki, dwóch — nawet o 30 proc.