Polski męczennik ateizmu

Wykształcony teolog pod wpływem doświadczeń wojennych traci wiarę, a swoje przemyślenia spisuje w traktacie filozoficznym, który jednak nie ukazuje się w druku. Za swoje wolnomyślicielstwo Kazimierz Łyszczyński zostaje skazany na okrutną śmierć, bo ateizm był równy zdradzie stanu.

"Wyprowadzono go na miejsce stracenia i okrutnie znęcano się najpierw nad jego językiem i ustami, którymi on okrutnie występował przeciw Bogu. Potem spalono jego rękę, która była narzędziem najpotworniejszego płodu, spalono także jego papiery pełne bluźnierstw i na koniec on sam, potwór, został pochłonięty przez płomienie, które miały przebłagać Boga, jeżeli w ogóle za takie bezeceństwa można Boga przebłagać." - tak opisywał śmierć Kazimierza Łyszczyńskiego biskup Załuski. I choć wielu z nas przyzwyczajonych jest do myślenia o wiekach minionych jako o ciemnogrodzie i czasach zabobonu, to nawet pobożna na modłę barokową szlachta uznawała zgotowaną kaźń za barbarzyńską, a wyrok spotkać się miał z krytyką samego papieża.

Ścięcie toporem na grafice z końca XVII wieku.
Zobacz więcej

Ścięcie toporem na grafice z końca XVII wieku.

Nikt nie ma wątpliwości, że Kazimierz Łyszczyński był człowiekiem uczciwym, co potwierdza wybieranie go na urzędy publiczne. Głosów szlacheckiej braci nie mógł kupić, ponieważ pochodził z niezamożnej szlachty, majątek miał niewielki, a dodatkowych źródeł utrzymania musiał szukać na wojnach i w administracji. 

Osiem lat spędzonych w zakonie jezuitów na nauce filozofii i teologii dały podstawę teoretyczną do głębokich przemyśleń, które wsparte doświadczeniami wojennymi lat 60. XVII wieku zaowocowały ideami przesiąkniętymi zwątpieniem w kondycję natury ludzkiej i sugestię nieistnienia Boga. W swoich pismach stwierdził, że tylko brak władzy chroni człowieka przed wyzyskiwaniem przez innego. Swoje myśli spisywał, ale ukrywał, zdając obie sprawę z grożących mu sankcji. O ile bowiem innowierstwo było tolerowane, o tyle głoszony ateizm traktowany był jak zdrada stanu, ponieważ to na woli Boga, jakkolwiek nazywanego, oparta była trwałość władzy państwowej.

Rękopis dzieła "De non existentia Dei" zapewne zaginąłby bez większych konsekwencji jak tysiące innych dzieł pisanych 'do szuflady', gdyby nie chęć Łyszczyńskiego pochwalenia się sąsiadowi. Ten, Jan Kazimierz Brzoska, wykradł bezbożne notatki i wezwał do zwołania sądu nad szlachcicem, czyli Sejmu Nadzwyczajnego. Swą zdradę Brzoska argumentował pobożnością, ale bardziej prawdopodobna jest niechęć do spłaty wysokiej pożyczki jaką zaciągnął u Łyszczyńskiego... 

Sejm zebrał się w Warszawie i obradował na przełomie 1688 i 1689 r. Oskarżony zaprzeczał jakoby był ateistą dowodząc, że w kolejnej części księgi chciał obalać argumenty przedstawione w pierwszej. Do głównego zarzutu dorzucono jeszcze chęć zrównania klas społecznych oraz wydanie córki za mąż za bliskiego krewnego. Sąd nie zgodził się z argumentami obrony.

Egzekucję Kazimierza Łyszczyńskiego przeprowadzono na Rynku Starego Miasta w Warszawie 30 marca 1689 r. Brutalny jej opis przytoczyłem na początku tego tekstu, według delikatniejszej wersji skazanego ścięto toporem. 

Kazimierz Łyszczyński jest pierwszym polskim oskarżonym skazanym na śmierć za ateizm.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / Polski męczennik ateizmu