Polski rynek dorósł już do nowych obligacji

Marek Knitter
opublikowano: 2002-04-04 00:00

Ministerstwo Finansów, zgodnie z przyjętą strategią zarządzania długiem, wprowadza na rynek 20-letnie obligacje hurtowe. Ma to wydłużyć średnią zapadalność długu, by resort mógł uciec przed skumulowanymi zobowiązaniami. Nowy papier ma najdłuższy termin zapadalności w tej części Europy.

Ekonomiści są zgodni, że polski rynek papierów dłużnych dorósł już do bardzo długich obligacji. Nowy, 20-letni papier, ma pomóc w stabilizacji rynku, a przede wszystkim w uniknięciu kumulacji zobowiązań Skarbu Państwa. Na długie obligacje czekają głównie firmy ubezpieczeniowe, dla których może to być doskonała lokata.

Zdaniem specjalistów, oprocentowanie nowej obligacji na poziomie 5,75 proc. powinno zapewnić jej dostateczny popyt ze strony inwestorów. Traktowany przez wszystkich jako sondaż pierwszy przetarg zaplanowano na 17 kwietnia.

— Średnie oprocentowanie niemieckich obligacji 30-letnich wynosi obecnie 5,58 proc., a 10-letnich 5,22 proc. Biorąc to pod uwagę należy zauważyć, że polskie 20-latki są pod tym względem bardzo podobne — mówi Marek Zuber, ekonomista BPH PBK.

Wszystko wskazuje na to, że nowa obligacja nie będzie miała konkurencji. Ministerstwo, wprowadzając papiery 20-letnie, jednocześnie zawiesiło przetargi obligacji 10-letnich o zmiennej stopie procentowej. Choć Arkadiusz Kamiński, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w MF, twierdzi, że nie należy wykluczać pojawienia się na rynku także obligacji 15-letnich. Nie wiadomo więc, jaka będzie płynność obligacji 20-letnich.

— Nie należy się spodziewać, aby w tym roku papier ten osiągnął jakąś znaczącą płynność na rynku wtórnym. Wynika to m.in. z faktu, że resort kolejną aukcję planuje dopiero na przełomie III i IV kwartału — zauważa Ewa Radkowska z ING Investment Management.

Zdaniem Tomasza Stadnika z Credit Suisse AM, obligacje 20-letnie mogą osiągnąć sporą płynność za 3-4 lata. Wtedy już, zgodnie z harmonogramem negocjacyjnym, Polska znajdzie się w Unii Europejskiej.

Mimo że cenę nowych obligacji i ich podaż dopiero poznamy, chętnych na zakup tych papierów nie powinno zabraknąć.

— Zainteresowane nową obligacją będą przede wszystkim firmy ubezpieczeniowe — mówi Ewa Radkowska.

Podobnego zdania jest ekonomista z BPH PBK.

— Nie powinno być większego zamieszania na rynku z powodu wprowadzenia nowej obligacji. Moim zdaniem, kupować będą te papiery wszyscy inwestorzy, którzy do tej pory inwestowali w 10-latki — mówi Marek Zuber.

By zapewnić popyt na nowe papiery, resort finansów postanowił zrezygnować do końca roku z przetargów obligacji 10-letnich (DZ0811) o zmiennej stopie procentowej.

Okiem eksperta

Wprowadzenie nowego rodzaju obligacji długoterminowych nie jest zaskoczeniem, ich emisja była już dawno zapowiadana i stanowi realizację strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych, która zakłada m.in. wydłużenie średniego okresu zapadalności papierów. Polska, emitując obligacje 20-letnie, będzie miała najdłuższy benchmark w regionie. Wydaje się jednak, że oferta obligacji 20-letnich skierowana jest do wybranej grupy inwestorów — głównie firm ubezpieczeniowych, które naszym zdaniem w przyszłości powinny zapewnić stabilny popyt na te papiery. W perspektywie wejścia do Unii Europejskiej warunki emisji obligacji 20-letnich mogą okazać się bardzo atrakcyjne zarówno dla inwestorów krajowych, jak i zagranicznych.

Agnieszka Decewicz

analityk rynków finansowych Pekao SA

Okiem eksperta

Ministerstwo Finansów nie działa w próżni i z pewnością ma już pierwszych chętnych na nowe obligacje. Rynek polski jest znacznie bardziej rozwinięty niż rynki na Węgrzech czy w Czechach, gdzie zdecydowano się na 15-letni benchmark. Najbardziej zainteresowane nowymi papierami będą firmy ubezpieczeniowe i fundusze. Jednak dla części z nich bardzo ważna będzie ich płynność. MF zamierza obligacje emitować przez 3-4 lata, po zakończeniu emisji papiery staną się więc 15-letnim benchmarkiem z bardzo dużą płynnością. Może to okazać się bardzo ważnym czynnikiem dla inwestorów, którzy z różnych względów nie zamierzają zamrażać kapitału na tak długi okres.

Tomasz Stadnik

doradca inwestycyjny Credit Suisse AM