W ubiegłym tygodniu prezydent Andrzej Duda złożył do Sejmu projekt tzw. ustawy frankowej. W poniedziałkowym raporcie nawiązała do niego agencja ratingowa Moody’s. Jej zdaniem, prezydencka propozycja „jest negatywna dla ryzyka kredytowego polskich banków, ponieważ ograniczyłaby ich zyskowność”. A ta, jak dodają autorzy raportu, znajduje się już pod presją — przez wprowadzony w zeszłym roku podatek bankowy i niskie marże wynikające z niskich stóp procentowych.

Inwestorzy na rozdrożu
Od zysków do dywidend droga jest krótka. Michał Konarski, analityk DM mBanku, zwraca uwagę na to, że negatywne skutki prezydenckiego projektu mogliby odczuć przede wszystkim akcjonariusze banków. Sektor jako taki i akcja kredytowa powinny wyjść z tego cało. Podobnie zresztą uważa agencja Moody’s, która — równolegle z negatywnymi skutkami dla zyskowności banków — akcentuje neutralny wpływ na ich rozwój i zdolność do prowadzenia akcji kredytowej.
— Dla akcjonariuszy banków frankowych wdrożenie projektu oznaczałoby pozbawienie dywidend przez dłuższy okres. Regulator znalazł jednak dosyć sprytne rozwiązanie, które nie stwarza zbyt dużego obciążenia dla całego sektora i akcji kredytowej. Z moich wyliczeń wynika, że w pierwszych latach rozwiązanie zabrałoby maksymalnie ok. 50 proc. zysków netto w jednym z banków. Mimo to, przy jego wysokich wskaźnikach kapitałowych, nie stworzyłoby to zagrożenia dla klientów ani prowadzonej obecnie akcji kredytowej — mówi Michał Konarski.
Ekspert podkreśla, że w przypadku wejścia projektuw życie w średnim (około 5-6-letnim) terminie należy liczyć się z wyraźnym obniżeniem rentowności banków frankowych.
— To niekorzystne nie tylko dla akcjonariuszy mniejszościowych. Więksi gracze mogą zacząć zastanawiać się nad tym, czy inwestycja w polskie banki nadal jest dla nich perspektywiczna. Tym bardziej że w przypadku inwestorów zagranicznych Polska nie jest jedynym rynkiem wschodzącym, na który mają ekspozycję. W obliczu zmian regulacyjnych u nas na atrakcyjności może zyskiwać chociażby rynek czeski, stojący przed szansą wyboru nowego, bardziej probiznesowego rządu. Na dodatek, to gospodarka, która rozpoczęła niedawno cykl podwyżek stóp procentowych — argumentuje Michał Konarski.
Ktoś zyska, ktoś straci
Na drugim biegunie znajdą się banki, które nie mają franków w portfelach kredytowych.
— Tutaj inwestorzy będą szukali okazji inwestycyjnych, bo nie da się ukryć, że sytuacja makroekonomiczna Polski jest sprzyjająca. Do tego dochodzi także perspektywa podwyżek stóp procentowych. Jednak będą na tym korzystały przede wszystkim banki niefrankowe. Te, które mają w portfelach frankowe kredyty, odczują nie tylko efekty nowego projektu, ale również dodatkowych obciążeń kapitałowych, wynikających z rozporządzeń Komitetu Stabilności Finansowej — mówi Michał Konarski.
2 czerwca 2017 r. Komitet zarekomendował podniesienie do 150 proc. wagi ryzyka dla ekspozycji zabezpieczonych hipotekami na nieruchomościach, których zakup finansowany był kredytem w walucie obcej. Wspomniano także o nowych domiarach kapitałowych (dodatkowe wymogi kapitałowe), które zostaną ogłoszone prawdopodobnie w czwartym kwartale tego roku.
Przygotowanie gruntu
Najnowszy raport NBP, dotyczący sytuacji na rynku kredytowym, głosi, że w drugim kwartale tego roku banki nieznacznie zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów mieszkaniowych. Z opinii banków, które zmieniły politykę kredytową, wynika, że za zaostrzeniem stoi przede wszystkim bieżąca i przewidywana sytuacja kapitałowa banku. Ankieta została przeprowadzona na przełomie czerwca i lipca 2017 r., więc nie jest odpowiedzią na nowe propozycje prezydenckie. Co innego, jeżeli chodzi o rekomendacje KSF.
— To może być reakcja wyprzedzająca na zmiany w domiarach. Banki wiedzą, jak pogorszy się ich sytuacja kapitałowa w związku ze zmianami wymogów, i ograniczają kredytowanie, szczególnie w segmencie mieszkaniowym — wyjaśnia Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.
W drugim kwartale w ramach kredytów mieszkaniowych zanotowano wzrost popytu, przy nieznacznym zaostrzeniu kryteriów (po raz
pierwszy od czterech kwartałów). W tym samym czasie grupę kredytów konsumpcyjnych wyróżnił niewielki wzrost popytu i kontynuowane od pięciu kwartałów zaostrzanie polityki kredytowej.
— Podaż kredytu nadal będzie ograniczana względem potencjału. Podaż ta mogłaby być większa, a polityka kredytowa łagodniejsza, gdyby nie negatywny wpływ regulacji i podatku bankowego, które przekładają się na pogorszenie pozycji kapitałowej banków — komentuje Piotr Bujak.
Jednoznacznie pozytywne sygnały dla naszej gospodarki płyną z segmentu przedsiębiorstw. W drugim kwartale, po raz pierwszy od końca 2015 r., banki zaobserwowały wzrost popytu zgłaszany ze strony przedsiębiorstw. Uzasadnienie to wzrost zapotrzebowania na finansowanie inwestycji i wzrost aktywności jednostek samorządu terytorialnego w związku z wykorzystaniem funduszy pomocowych.