Polskie firmy pod lupą

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-06-24 00:00

Ponad 300 zakładów spożywczych chce poddać się dodatkowej kontroli, by móc eksportować do Rosji. Moskwa twierdzi, że większość nie zdąży.

Sprawa jest niezwykle delikatna i drażliwa. Chodzi o eksport polskich przetworów mięsnych, mlecznych i rybnych na rynek rosyjski. Polska po raz pierwszy znalazła się w trudnej sytuacji — musi manewrować między gospodarczymi wpływami Unii i Rosji.

Walka o rynek...

— Od trzech miesięcy Federacja Rosyjska informowała Komisję Europejską, że będzie wymagała od nowych członków UE dodatkowych kontroli w zakładach eksportujących do Rosji. Takie kontrole miały się odbywać niezależnie od posiadania przez firmy unijnych uprawnień eksportowych — podkreśla Jacek Leonkiewicz, radca głównego lekarza weterynarii.

Brak reakcji Brukseli stawiał w trudnej sytuacji wszystkich nowych członków Unii, a zwłaszcza Polskę ze względu na jej większy eksport niż całej pozostałej dziewiątki. Po wielu zabiegach Piotr Kołodziej, główny lekarz weterynarii, uzyskał aprobatę Brukseli na prowadzenie rozmów z Rosją na własną rękę. Po konsultacjach z przedstawicielami Federacji Rosyjskiej i krajowej branży spożywczej stworzono listę zakładów zainteresowanych eksportem.

...oraz z czasem

Do kontroli zgłosiło się 185 zakładów mięsa czerwonego i białego, 95 przetwórni mleka i 44 zakłady rybne. Z taką listą udał się wczoraj do Moskwy na rozmowy Piotr Kołodziej. Zanim się tam pojawił, agencja Interfax cytowała jej stanowisko.

— Rosja może od 1 września ,,znacznie ograniczyć” liczbę dostawców mięsa z nowych krajów UE. Większość firm zostanie pozbawiona możliwości dostarczania produkcji do Rosji, ponieważ praktycznie nie ma już czasu na inspekcję dostawców — uważa Siergiej Dankwiert, szef rosyjskiej służby weterynaryjnej.

Strona polska nie traci wiary.

— Jeżeli podczas tej wizyty uda się ustalić tryb i zakres kontroli, inspekcje będą mogły ruszyć jeszcze w czerwcu lub na początku lipca — podkreśla Jacek Leonkiewcz.