Polskie kremy jadą do SPA

  • Alina Treptow
06-11-2013, 00:00

Bandi Cosmetics wybiera się na południe Europy, przymierza się do inwestycji i podejmuje ryzykowną decyzję handlową.

Profesjonalne kosmetyki polskiej firmy Bandi Cosmetics mogą trafić na półki salonów urody i hoteli SPA, m.in. w Słowenii, Chorwacji i na Węgrzech. Producent rusza na podbój rynków zagranicznych.

— Widzimy też coraz większe zainteresowanie ze strony dystrybutorów hiszpańskich i włoskich. Chcąc zdywersyfikować oferty w czasach kryzysu, szukają tańszych produktów wysokiej jakości. W przyszłym roku jedziemy także na targi do Brazylii. Liczymy, że zaowocuje to kolejnymi kontraktami — mówi Joanna Draniak-Kicińska, prezes Bandi Cosmetics.

Obecnie producent eksportuje kremy na Wyspy Brytyjskie, Ukrainę i do Holandii. Rynki zagraniczne odpowiadają za kilka procent przychodów firmy. Prezes Bandi zapowiada, że ich udział w ciągu pięciu lat zwiększy się do 20 proc. W związku z ekspansją spółka robi przymiarki do inwestycji. W 2015 r. chce wyremontować i rozbudować zakład produkcyjny w podwarszawskim Czosnowie.

Koszt szacuje na 3,5 mln zł. W Polsce biznes Bandi jest oparty na trzech nogach. Najważniejsza to sprzedaż produktów profesjonalnych do gabinetów kosmetycznych, druga — produkcja pod marką dystrybutora, a trzecia, najnowsza — sprzedaż na rynku masowym. Od roku kremy Bandi można kupić w sieci Hebe. Zdaniem konkurentów,to może być błędne posunięcie — dostępność kosmetyków w drogeriach może być źle postrzegana przez klientki. Joanna Draniak-Kicińska przyznaje, że decyzja nie była łatwa.

— Zdecydowaliśmy się po kilku miesiącach analiz. Dzięki temu klientki salonów kosmetycznych mają dużo łatwiejszy dostęp do produktów, które mogą stosować po zabiegach, w domu — twierdzi prezes. W 2012 r. Bandi zarobiło na czysto 2 mln zł, przy 9 mln zł przychodów. Bieżącymi wynikami spółka nie chce się chwalić — twierdzi, że okres świąteczny może jeszcze wiele zmienić. W kolejnych latach producent zamierza rosnąć z co najmniej 15-procentową dynamiką.

— Rynek nie jest łatwy, ale na szczęście możemy pochwalić się stabilną grupą klientów — mówi Joanna Draniak-Kicińska. Półtora roku temu eksperci branży alarmowali, że w ciągu roku zamknie się nawet 2 tys. gabinetów kosmetycznych. Szefowa Bandi potwierdza, że taki los spotkał wiele placówek. Zaznacza jednak, że trend powoli zaczyna się odwracać i na rynku pojawiają się nowe. Patricia Popławska, prezes i właścicielka konkurencyjnej Clareny, przedstawia zbliżone szacunki. Z jej analiz wynika, że zamknęło się ok. 2 tys. placówek.

— Nie tłumaczę tego jednak kryzysem. Przez lata salony kosmetyczne otwierały się na potęgę i zrobiło się ich po prostu za dużo. Cały czas otwierają się nowe, bo absolwenci ponad 500 szkół kosmetycznych muszą gdzieś pracować. Gabinetów nie przybywa jednak tak szybko jak w poprzednich latach — twierdzi Patricia Popławska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Polskie kremy jadą do SPA