To było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Kiedy latem ubiegłego roku Piotr Woźniak, ówczesny wiceminister środowiska i główny geolog kraju, przedstawiał nowe propozycje zmian w prawie geologicznym i górniczym, pojawiały się głosy, że to ryzykowne. Zwłaszcza zezwolenie inwestorom na wiercenia poszukiwawcze aż do głębokości 5 tys. m bez konieczności przeprowadzania wcześniej oceny oddziaływania na środowisko.

I faktycznie — portal EurActiv podał wczoraj, że Komisja Europejska wszczęła przeciwko Polsce postępowanie w tej sprawie.
— Pismo od komisji wpłynęło kilka dni temu. Mamy dwa miesiące na przygotowanie odpowiedzi — mówi Paweł Mikusek, rzecznik Ministerstwa Środowiska. Zdaniem Brukseli, Polska naruszyła europejską dyrektywę określającą zasady przeprowadzania ocen oddziaływania na środowisko.
— Zwracaliśmy uwagę na takie ryzyko już wiosną zeszłego roku. Wyznaczenie granicy na głębokości 5 tys. metrów, gdy 99 proc. odwiertów poszukiwawczych w Polsce jest płytsza, było ryzykowne z prawnego punktu widzenia. To tak, jakby powiedziano, że budowa autostrady wymaga badań środowiskowych dopiero wtedy, gdy ma więcej niż 12 pasów — zauważa Aleksander Gabryś, menedżer w EY.
Ubiegłoroczna liberalizacja polskich przepisów miała na celu przyśpieszenie poszukiwań gazu z łupków w Polsce. Bo te idą wolno — do dziś wykonano ledwie ponad 60 odwiertów, a potrzebne są setki.
— Chwaliliśmy tę liberalizację, a my rzadko coś chwalimy. Teraz będziemy wspierać resort środowiska w postępowaniu przed komisją — mówi Marcin Zięba, dyrektor w Organizacji Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo- Wydobywczego, zrzeszającej m.in. PKN Orlen czy 3Legs Resources.