Polskie obligacje wciąż drożeją, ale…

Łukasz Witkowski PKO TFI
opublikowano: 06-12-2012, 00:00

Według danych resortu finansów, na koniec października inwestorzy zagraniczni mieli w portfelach polskie obligacje o wartości 186,3 mld zł.

CO MYŚLI RYNEK

Kryzys finansowy uświadomił nam, jak bardzo wszystkie kraje są od siebie gospodarczo uzależnione. Coraz większy stopień zależności wykazują wobec siebie również krajowe rynki finansowe. W państwach uznawanych za rynki wschodzące, do których zalicza się również Polskę, w ostatnich latach znacznie wzrósł udział podmiotów zagranicznych posiadających ich aktywa finansowe. Zwiększył się również ich udział w handlu na tych rynkach. Mało z nas zdaje sobie jednak sprawę, że dużą rolę w tym procesie odegrał amerykański bank centralny, czyli Fed.

W latach 2004-07 napływy na rynki obligacji i akcji krajów wschodzących wynosiły średniomiesięcznie — odpowiednio — 0,6 i 3,4 mld USD. Następnie przyszedł kryzys, na który odpowiedziały największe banki centralne z amerykańskim Fem, Europejskim Bankiem Centralnym (EBC), Bankiem Japonii oraz Bankiem Anglii na czele. Najbardziej spektakularne działania, których celem było ożywienie wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych, przeprowadziłaRezerwa Federalna. Fed nie tylko obniżył stopę interwencyjną do historycznie niskiego poziomu (0-0,25 proc.) i zapowiedział utrzymanie jej na tym poziomie do połowy 2015 r., ale od marca 2009 r. przeprowadził trzy etapy skupu poszczególnych aktywów finansowych z rynku wtórnego, które powszechnie określa się ilościowym luzowaniem (QE) polityki pieniężnej.

Operacje te miały ogromny wpływ na rynki finansowe, a w szczególności rynki wschodzące. Podczas QE1 napływy na rynki obligacji i akcji krajów wschodzących wzrosły średniomiesięcznie — odpowiednio — do 2,6 oraz 7,8 mld USD. Kolejne programy, czyli QE2 i QE3, przyniosły przede wszystkim istotny wzrost napływów na rynki obligacji krajów wschodzących — średniomiesięcznie odpowiednio do 4,7 mld USD oraz 9,4 mld USD. Osłabła dynamika napływów na rynki akcji krajów wschodzących, chociaż i tak była ona wyższa niż przed QE, co wynikało z pogorszenia perspektyw globalnego wzrostu gospodarczego.

Poluzowanie polityki pieniężnej nie jest oczywiście jedyną przyczyną napływu nowych pieniędzy na rynki wschodzące — do innych istotnych możemy również zaliczyć perspektywy wzrostu gospodarczego danego kraju, wysokość krajowych stóp procentowych, potencjał aprecjacyjny kursu walutowego czy wreszcie globalny sentyment do ryzyka — ale w ostatnich 4 latach odegrało w tym znaczącą rolę.

Polska jest jednym z beneficjentów napływu kapitału na emerging markets. Według danych resortu finansów, na koniec października inwestorzy zagraniczni mieli w portfelach polskie obligacje o wartości 186,3 mld zł (36 proc. wyemitowanych). Na początku marca 2009 r., kiedy startowało QE1, było to 56,1 mld zł. Nasze papiery dłużne zostały określone mianem bezpiecznej przystani i najprawdopodobniej takową pozostaną jeszcze przez jakiś czas. Nie możemy jednak zapominać, że rentowności polskich obligacji w ostatnich tygodniach osiągnęły historyczne minima i wraz z poprawą globalnej sytuacji gospodarczej będziemy mieli do czynienia z odpływem pieniędzy z funduszy inwestujących w aktywa rynków wschodzących, co doprowadzi do ich przeceny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Witkowski PKO TFI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu