POLSKIE SKALNICTWO DŁAWI RECESJA

Radosław Górecki, Paweł Tymiński
05-11-1998, 00:00

POLSKIE SKALNICTWO DŁAWI RECESJA

Obcy szef i polski pracownik receptą na sukces kamieniarstwa

Z UST DO UST: Dobrze wykonane zlecenie przyciąga klientów pocztą pantoflową. Jest to interes wielopokoleniowy, którego nie sposób prowadzić przez chwilę — twierdzi Józef Kot, właściciel podwarszawskiej fabryki kamienia.

Według Fundacji Edukacji i Badań Bankowych, firmy zajmujące się cięciem, formowaniem i wykańczaniem kamienia odnotowują straty. Wynika to z tego, że polskie przedsiębiorstwa dysponują zacofaną technologią. Również wydobycie kamienia budowlanego jest nieopłacalne. Zarobić można jedynie na polskim granicie.

Polskim kamiennym zagłębiem są okolice Strzegomia, gdzie przerabia się krajowy granit i importowane marmury.

— W rodzimych kamieniołomach zapanowała stagnacja. Spowodowane jest to tym, że nie ma u nas złoży, z których można otrzymywać bloki. Pokłady dolnośląskich marmurów nie nadają się do produkcji przemysłowej na dużą skalę — zauważa Henryk Walędowski z Zakładu Kamieniarskiego Marmury.

Szacuje się, że trzydzieści tysięcy metrów sześciennych kamienia budowlanego trafi do końca roku do naszego kraju. Głównie pochodzi on z Afryki, Ameryki Łacińskiej, Indii, a także z Albanii, Włoch, Grecji i Skandynawii.

— W naszych portach są magazyny wypełnione blokami skalnymi. W Polsce nie ma dobrego surowca, a i nasze bloki nie spełniają wymogów technicznych, ponieważ nie mamy dobrych maszyn. Dlatego sprowadza się skały z różnych części świata — mówi Henryk Walędowski.

Granitowa hossa

Na kamieniarskim rynku najlepsze interesy robi się na granicie.

— W ubiegłym roku zaobserwowaliśmy 40-proc. wzrost sprzedaży. W tym roku zanotowaliśmy już wzrost o kolejne 14,5 proc. Popyt przerasta nasze zdolności produkcyjne — twierdzi Stanisław Sitarz, prezes zarządu Granit Strzegom.

Połowa produkcji ze strzegomskich kopalń trafia do zakładów kamieniarstwa nagrobkowego i firm zajmujących się jego obrabianiem. Druga część trafia do branży budowlanej. Kupowane są m.in. wyroby dla budownictwa drogowego, płyty chodnikowe, a także słupy blokowe i elementy tzw. małej architektury. Spora część produkcji trafia do Niemiec. Według Stanisława Sitarza, jest to jakieś 20 proc. całej produkcji.

Jego zdaniem, prawdziwa hossa dopiero nadchodzi.

— Ma to związek z rozpoczęciem prac związanych z budową autostrad. Wtedy osiągniemy szczyt formy. Do budowy dróg wykorzystuje się duże ilości granitu — twierdzi Stanisław Sitarz.

Era kamienia łupanego

Statystyki Fundacji Edukacji i Badań Bankowych wskazują, że kamieniarstwo jest branżą niedochodową. Wskaźnik rentowności brutto za okres od stycznia do czerwca 1998 roku wynosi — 9,02 proc.

Jednak obraz ten może być zafałszowany.

— Polskie kamieniarstwo to szara strefa. Firmy często zawyżają sztucznie koszty, aby nie płacić podatków. Z tego powodu te badania mogą być zafałszowane — twierdzi pragnący zachować anonimowość przedsiębiorca związany z kamieniarstwem.

Innej przyczyny tak słabych wyników finansowych firm kamieniarskich dopatruje się Henryk Walędowski.

— Przerób kamienia w Polsce jest na poziomie dziewiętnastowiecznym, podczas gdy na świecie stosuje się technologie dwudziestego pierwszego wieku. Taka sytuacja powoduje, że polskie wyroby nie są konkurencyjne w stosunku do sprowadzanych z zagranicy — uważa.

Mali przetrwają

Na rynku działa kilkadziesiąt firm zajmujących się wydobyciem kamienia i kilkanaście parających się jego obróbką. Część firm nie narzeka na zbyt i prosperują całkiem nieźle. Zaliczają się do nich przede wszystkim firmy wydobywające i przerabiające granit.

— Dobrze prowadzony interes potrafi przynosić i pieniądze, i satysfakcję — twierdzi Józef Kot, właściciel podwarszawskiej fabryki przetwarzającej kamienie.

— Zarabia się tyle, że starcza na przeżycie — dodaje Henryk Walędowski.

— Myślę, że największe kłopoty mają firmy państwowe. Nasze kamieniołomy nie spełniają wymogów BHP. Poza tym są technicznie zacofane i dlatego muszą upaść. Wyprą je firmy z kapitałem zagranicznym — mówi chcący zachować anonimowość przedsiębiorca z branży kamieniarskiej.

— Duże zachodnie firmy raczej nie zagrożą mniejszym. My zawsze znajdziemy indywidualnych odbiorców. Konkurencja z Zachodu uderzy w większe firmy — dodaje Jan Łata, właściciel zakładu kamieniarskiego Marmur-Płytki.

Według danych GUS, produkcja kamiennych elementów ściennych z roku na rok rośnie. Do wykańczania siedzib banków i ekskluzywnych biurowców potrzeba coraz więcej granitu i marmurów. Poza tym rośnie moda na kamienne wykończenia w prywatnych domach. Oznacza to, że branża, choć jeszcze w dużej części w recesji, ma szansę na rozwój.

— Przyszłość kamieniarstwa w Polsce widzę z polskim pracownikiem i obcym szefem — podsumowuje Henryk Walędowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Górecki, Paweł Tymiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / POLSKIE SKALNICTWO DŁAWI RECESJA