Firmy z państw bałtyckich coraz śmielej rozpychają się w polskim sektorze fotowoltaicznym, zajmującym się przetwarzaniem energii słonecznej na elektryczną. Litewska Sun Investment Group (SIG), specjalizująca się w budowie instalacji słonecznych i zarządzaniu nimi, ma już w portfelu 109 projektów fotowoltaicznych o łącznej mocy 107 MW. Plasuje ją to na pozycji największego litewskiego inwestora w tej branży w Polsce.

Przyciąganie sąsiadów
SIG uruchomił już pierwszy projekt — Gralewo, a w rozwój kolejnych zamierza zainwestować ponad 200 mln EUR.
— Polska jest w tej chwili naszym największym rynkiem, a jednocześnie ogromnym wyzwaniem. 18 miesięcy, które — zgodnie z prawem — mamy na budowę instalacji, uruchomienie produkcji i uzyskanie koncesji, to mało. Zwłaszcza pod względem formalnym. Uzyskiwanie pozwoleń zajmuje dużo czasu, a w przypadku koncesji produkcyjnej wymagania są niejasne. Ale robimy, co możemy — mówi Deividas Varabauskas, założyciel i szef Sun Investment Group.
SIG z nadzieją wygląda również aukcji dla „dużej” fotowoltaiki, o której w branży dużo się mówi.
— Widzimy zainteresowanie taką aukcją m.in. wśród dużych graczy przemysłowych — mówi Deividas Varabauskas.
Poza SIG litewskie barwy nosi jeszcze Modus Energy, która zapowiadała, że zainwestuje 11 mln EUR (45,9 mln zł) w budowę 12 elektrowni słonecznych w Polsce. O planach związanych z energią słoneczną, ale również z wiatrem mówiła też ostatnio Lietuvos Energija, państwowa firma energetyczna, odpowiednik polskiej PGE. Inwestycje w polskie źródła odnawialne interesują też Eesti Energię, którą można nazwać estońską PGE. Jej polska spółka, Enefit Green, sprzedaje już w Polsce prąd, analizuje też zielone projekty. Cicho natomiast o ewentualnych działaniach firm z Łotwy.
— Też się przyglądali. Fotowoltaika to w Polsce branża tak atrakcyjna, że wszyscy sąsiedzi są potencjalnie zainteresowani — mówi nam jeden z menendżerów z branży odnawialnej.
Wyścig z czasem
O intensywnym rozwoju branży fotowoltaicznej świadczą dane Instytutu Energii Odnawialnej, który na początku kwietnia szacował, że inwestycje w tym sektorze mogą sięgnąć 5 mld zł do 2020 r.
Na podstawie ankiet wskazywał też, że koszt budowy 1 MW w Polsce spadł poniżej 3 mln zł. Dane zbierane przez IEO potwierdzają też diagnozę Deividasa Varabauskasa, który mówi o presji czasu, czyli o 18 miesiącach na realizację inwestycji. Z danych IEO wynika, że z 73 projektów, które wygrały pierwszą aukcję w 2016 r., zrealizowano w terminie tylko 55 instalacji. Reszta najprawdopodobniej nie zostanie już zbudowana. Z drugiej aukcji, z 2017 r., zrealizowano na razie 26 proc. projektów, a projekty z trzeciej aukcji — z listopada 2018 r. — mają czas do maja 2020 r.
— Widać, że część inwestorów nie zdąży w terminie. To biznesowa porażka, bo wtedy inwestycja traci wsparcie, a jej wartość spada do zera — wskazuje jeden z naszych rozmówców.
W branży słychać też, że hamulcem w realizacji inwestycji fotowoltaicznych jest brak specjalistów na rynku. Rozwojowi dużej fotowoltaiki towarzyszą też programy wspierające rozwój fotowoltaiki małej. Specjalne pożyczki dla klientów indywidualnych na zakup paneli fotowoltaicznych uruchomił w poniedziałek bank PKO BP.
Słońce mile widziane
Rozwój energetyki słonecznej jest po myśli rządu, który w projekcie Polityki Energetycznej Państwa zapowiada powstanie 20 GW mocy (dziś jest to ok. 300 MW). Energetyka słoneczna jest też mile widziana przez PSE, operatora systemu elektroenergetycznego. Od kilku dobrych lat szczyty zapotrzebowania na prąd przypadają na miesiące letnie, kiedy Polacy korzystają z klimatyzacji. W czasie upałów wiatru zwykle nie ma, ale słońce świeci. Panele słoneczne, których jest dziś mało, byłyby dla systemu wsparciem.