Polskim traktorom zabrakło paliwa

Ciągniki coraz słabiej radzą sobie na własnym podwórku. Wiele firm znika lub zmienia profil, choć są wyjątki. Dobry przykład dają Czesi i Białorusini

Choć produkcja polskiej żywności rozkwitła wraz z wejściem do UE, a eksport bije rekordy, to surowce do produkcji rosną na polach coraz rzadziej oranych przez polskie maszyny. Zdaniem niektórych przedstawicieli branży, ciągniki „made in Poland” mogą wręcz zniknąć z rynku.

Dobre zarządzanie

Marki lokalne, definiowane jako sprzedawane na jednym bądź dwóch kontynentach, dominowały na polskim rynku do 2007 r. Dziś ich udział to 23 proc. — podaje firma Martin & Jacob. Mocno dostało się Polakom.

— Wkrótce może nie pozostać żaden polski producent traktorów. Kiedyś zatrudnialiśmy 500 osób, ale rynek dla polskich traktorów zaczął tak mocno spadać, że musieliśmy ograniczyć zatrudnienie i dziś mamy 100 pracowników — mówi Anna Wiśniewska, odpowiadająca za sprzedaż zagraniczną i marketing w sieradzkim Crystal Traktor.

— Część firm może wypaść z rynku — uważa Andrzej Kublik, prezes Farmtrac Tractors Europe z Mrągowa. Farmtrac jest jednym z wyjątków — na kurczącym się rynku radzi sobie coraz lepiej. Crystal znalazł natomiast rozwiązanie w postaci przeprofilowania produkcji. Nie jest jedyny.

— Branża jest uzależniona od dotacji unijnych dla rolników — w warunkach braku pieniędzy z UE radzą sobie tylko ogromni zachodni gracze z nieporównywalnym do naszego budżetem na badania

Surowce do produkcji żywności rosną na polach coraz rzadziej oranych przez polskie maszyny.

i rozwój czy marketing. My musieliśmy poszukać sobie innego rynku i zmienić portfolio — dziś większość naszej produkcji to pojazdy specjalne — leśne, komunalne, szynowo-drogowe [przeznaczone do prac na bocznicach kolejowych i liniach tramwajowych — red.] i w tym upatrujemy szans na wzrost — tłumaczy Anna Wiśniewska.

— Coraz słabsza pozycja niektórych polskich producentów może być efektem braku odpowiedniego zarządzania i wprowadzania zmian w biznesie. Niektórzy z nich przeprofilowali produkcję — przykładem jest Pronar, niegdyś silny w ciągnikach, a dziś znany przede wszystkim z przyczep i innych maszyn rolniczych, które sprzedaje coraz szerzej w Europie. Ursus natomiast odświeża wizerunek i coraz lepiej wykorzystuje przewagę. Produkowany w Polsce Farmtrac również dorobił się stabilnej pozycji i wydaje się odporny na wahania koniunktury — twierdzi Mariusz Chrobot, wiceprezes firmy Martin & Jacob, badającej rynek rolniczy. Jeden z top menedżerów firmy produkującej ciągniki w Polsce nie widzi przyszłości dla polskich marek na tym rynku. Nie chce jednak oficjalnie podpisać się pod tą opinią.

— Polscy producenci rzeczywiście radzą sobie coraz gorzej z zachodnią konkurencją, ale nie wysuwałbym wniosku, że nie można sobie z nią poradzić. Są regionalni producenci z naszej części Europy, którym udaje się przebić. Wraz z pojawieniem się pieniędzy z UE rolnicy zaczęli patrzeć na droższe marki i bardziej nowoczesną technologię, bo było ich na to stać. Lokalni producenci nie są jednak skazani na wymarcie — komentuje Mariusz Chrobot. Jego zdaniem, przykładem jest czeski Zetor, za którym nie stoi ogromny zachodni kapitał.

Bolączki i przewagi

Po kilku gorszych latach powraca szerzej na nasz rynek inna lokalna marka — Belarus. Ciągniki białoruskiego holdingu obecne są w Polsce od lat 50, ale sprzedaż nad Wisłą w ostatnich latach spadała. Niedawno Białorusini zmienili strategię ekspansji, otworzyli w Sokółce spółkę MTZ Belarus Traktor i widzą tu sporo przestrzeni do wzrostu.

— Choć pozycja ciągników Belarus w Polsce się zmieniała, jesteśmy w stanie w perspektywie dekady zdobyć 10 proc. udziałów — tyle, ile mieliśmy w szczytowym dla nas 2011 r. Zmieniliśmy m.in. strategię marketingową i utworzyliśmy sieć autoryzowanych dilerów maszyn marki Belarus — twierdzi Rafał Samul, dyrektor sprzedaży w MTZ Belarus Traktor. Jego zdaniem, Polska to duży i atrakcyjny rynek z istotnym udziałem rolnictwa w gospodarce, a Belarus ma przewagi, dzięki którym może go zdobyć. — Przewagą marki Belarus są proste, solidne traktory ze znacznie niższymi kosztami serwisowania niż w przypadku produktów zachodnich. Kiedy rolnicy muszą liczyć pieniądze, bo dotacje z UE już nie płyną tak szerokim strumieniem, klienci nie zwracają tak dużej uwagi na nowinki technologiczne, które nie są im potrzebne, ale dokonują bardziej racjonalnych wyborów. Wyróżnia nas też produkcja wszystkich najważniejszych elementów w jednym holdingu MTZ w Fabryce w Mińsku, co oznacza, że nie jesteśmy uzależnieni od dostawców zewnętrznych i nie ponosimy dodatkowych kosztów, jakie się z tym wiążą — tłumaczy Rafał Samul. A to właśnie jedna z bolączek wielu polskich producentów.

— Zaostrzające się normy emisji spalin wymuszają kosztowne inwestycje w technologię. Polscy producenci, działający w większości tylko na naszym rynku, nie rozwinęli na tyle dużej skali sprzedaży, żeby być w stanie ponieść te koszty i utrzymać cenową konkurencyjność wobec zachodnich graczy. Kolejny problem to brak własnej produkcji istotnych komponentów jak silniki czy transmisje. Producenci ciągników muszą je kupować, a mała skala sprawia, że kupują drożej. Rozwiązaniem byłoby zwiększenie wolumenów dzięki eksportowi, ale na rynkach zagranicznych polskie marki są wciąż traktowane jako nieco egzotyczne, więc nabywcy oczekują znacznie niższych cen. To błędne koło — mówi Andrzej Kublik.

Jego zdaniem, podczas boomu wywołanego napływem pieniędzy z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich wielu mniejszych graczu nie pomyślało, co będzie, gdy fundusze się skończą.

— W tym czasie najwięksi inwestowali w poszerzanie portfela i wprowadzali programy lojalnościowe. Teraz proponują rolnikom całe rozwiązania dla gospodarstw: różne maszyny i programy finansowania — dodaje prezes Farmtrac Tractors Europe. Mariusz Chrobot uważa, że lokalne marki powinny postawić na budowanie stabilnej, nowocześnie prowadzonej sieci dilerskiej.

— Badania dowodzą, że obsługa klienta jest elementem, który bardzo poważnie szwankuje w wielu firmach dilerskich. Jest duża rotacja handlowców — mówi wiceprezes Martin & Jacob. Ekspert podpowiada, jak wykorzystać lokalne przewagi.

— Produkcja lokalna umożliwia szybsze reagowanie na zmieniający się rynek, tworzenie takich kompletacji maszyn, które zapewnią konkurencyjność cenową i szybciej trafią do rolnika — mówi Mariusz Chrobot.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Polskim traktorom zabrakło paliwa