Polwax tanieje na swoje żniwa

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2015-10-12 22:00

Akcje ubiegłorocznego debiutanta tanieją, bo konkurencja mocno daje się we znaki. Analitycy traktują problem jako przejściowy

W pierwszą rocznicę giełdowego debiutu akcje Polwaksu były warte niespełna 7 proc. więcej niż na koniec pierwszego dnia notowań. Inwestorzy, którzy przez pół roku wywindowali kurs spółki o ponad 30 proc. w stosunku do ceny z oferty publicznej, potem stracili do niej zapał i przez kolejne pół roku stopniowo, ale systematycznie ją przeceniali. Trend spadkowy przybierał na sile wraz ze zbliżaniem się dnia Wszystkich Świętych, który ma duży wpływ na rezultaty — aż 46,9 proc. sprzedaży spółki z Jasła w 2014 r. stanowiły surowce do produkcji zniczy, a kolejne 23 proc. przypadało na gotowe znicze i świece.

Na podstawie zapisów programu motywacyjnego dla kadry kierowniczej można przy tym założyć, że około dwóch trzecich sprzedaży wyrobów gotowych stanowią znicze. Sprzedawane są one głównie w sklepach Biedronka. W latach 2013-14 sieć ta generowała 22 proc. przychodów Polwaksu. Giełdowa przecena zbiegła się z pogorszeniem wyników w pierwszym półroczu. Raport opublikowano 31 sierpnia 2015 r. Mimo wzrostu sprzedaży o 6,4 proc. zysk ze sprzedaży i zysk netto spadły — odpowiednio — o 4,3 i 15 proc. Analitycy to jednak bagatelizują i podkreślają, że akcje są atrakcyjną inwestycją.

— Walory są tanie, biorąc pod uwagę wskaźniki cena/zysk oraz EV/EBITDA. To dywidendowa spółka ze stabilnymi wynikami oraz potencjałem wzrostu po uruchomieniu nowych instalacji — podkreśla Wojciech Woźniak z Vestor DM. — W wynikach niepokojących tendencji nie ma. Ten rok jest jednak dla spółki trudniejszy niż poprzedni — dodaje Kamil Kliszcz, dyrektor departamentu analiz DM mBanku. Polityka dywidendowa spółki zakłada wypłacanie akcjonariuszom 30-50 proc. zysku netto. W pierwszym roku obecności na giełdzie otrzymali 1,22 zł na akcję.

Z palmy zamiast z ropy

Zdaniem Kamila Kliszcza, na wynikach pierwszego półrocza zaważyły spadające ceny parafin, tłuszczów zwierzęcych i oleju palmowego. Parafiny to produkt Polwaksu, tłuszcze to zamienniki dla gaczy parafinowych, czyli podstawowego półproduktu kupowanego przez Polwax w celu dalszego przetworzenia. Im tańsze są tłuszcze, tym chętniej sięgają po nie producenci zniczy. W konsekwencji parafiny z Polwaksu i gotowe znicze są mniej konkurencyjne — spółka musi więc obniżać ich ceny.

Na dodatek w ciągu ostatniego roku dostępność gaczy na rynku się pogorszyła, co miało związek m.in. z przestojami w rafineriach czy wzrostem eksportu gaczy z Europy na inne kontynenty. Cena gaczy utrzymuje się więc na relatywnie wysokich poziomach, choć jak podkreśla Wojciech Woźniak, w ostatnim czasie wykazuje niewielką korelację z cenami ropy naftowej. Dlatego nie należy się raczej spodziewać ruchów cen gaczy w związku z ostatnim wzrostem cen ropy powyżej 50 USD za baryłkę.

— Co do zasady, przekroczenie przez ceny ropy 50 USD za baryłkę powinno być neutralne dla Polwaksu. Kluczowa jest presja cenowa ze strony substytutów dla parafin — uważa Kamil Kliszcz.

Powolna dywersyfikacja

Spółka może zwiększyć rentowność, rozbudowując segment półproduktów dla przemysłu. To właśnie zakłada strategia na najbliższe lata. W 2020 r. Polwax chce ponad połowę przychodów uzyskiwać spoza rynku zniczy i świec. Zawarł już umowę na dostarczenie nowej linii produkcyjnej przez koncern Thyssen-Krupp, ale do jej uruchomienia daleka droga. Mimo to w pierwszym półroczu jasielska spółka zwiększyła o jedną piątą sprzedaż półproduktów dla przemysłu. O 79 proc. wzrosła przy tym sprzedaż antyzbrylaczy do nawozów, a o 40 proc. środków antykorozyjnych.

— Półprodukty dla przemysłu mają na razie niski udział w strukturze przychodów Polwaksu, ale spółka ma potencjał do stabilnego wzrostu sprzedaży tego segmentu o kilkanaście procent rocznie. Skokowy wzrost znaczenia tego biznesu nastąpi dopiero po zakończeniu programu inwestycyjnego — uważa Wojciech Woźniak.

— Na obecnych liniach produkcyjnych spółka jest w stanie zwiększać wytwarzanie półproduktów dla przemysłu o kilka do 10 proc. rocznie. Zarząd robi wszystko, by tak było, ale trzeba pamiętać, że chodzi o niszowe produkty robione dla konkretnych klientów. Wymaga to kilkuletnich przygotowań prowadzonych wspólnie z późniejszym odbiorcą. Poza tym każdy produkt rządzi się swoimi prawami i nie można przyjąć, że sprzedaż wszystkich będzie rosła. Spółka ma jednak stabilny komponent działalności w postaci zniczy i wyżej marżowy komponent przemysłowy, który chce rozwijać — podsumowuje Kamil Kliszcz.