Pomarańczowe światło

Robert Korzeniowski
opublikowano: 25-05-2007, 00:00

Moloch — słowo wywołujące zimny dreszcz na plecach. Procedury, struktury, schematy — kolejny worek problemów? Spróbujcie więc wypróbowanej na bieżni strategii: zdeterminowanego długodystansowca.

W korporację wszedłem prosto z bieżni. Stąd miałem trochę rozpędu, ale nie wpadłem od razu w oko cyklonu. W telewizji publicznej zacząłem przecież jako szef jednej z czterech redakcji sportowych. Wszędzie oddzielne kompetencje, budżety, marketing... Moim planem było scalenie tego w jeden twór.

Wpierw przyszedł czas na zdziwienia nowicjusza. Obserwacja pierwsza — za biurkiem jest trochę jak na zawodach. Jako sportowiec też działałem w pewnych ramach, których sam sobie przecież nie wyznaczałem — podlegałem komitetowi olimpijskiemu czy na przykład mojej federacji lekkoatletycznej. A te narzucały mi swe kryteria, dawały określony budżet i cele. Ja dokładałem do tego bieżący menedżment, w którym wspierała mnie grupa siedmiu osób.

Inna obserwacja: korporacja z kilkudziesięcioletnim stażem, poznana od środka, przebija skalą wyzwań zarządzanie przygotowaniami do mityngu. Niby oczywiste. Niczym drzewo genealogiczne, wraz z kolejną dekadą na karku, wielotysięczna organizacja obrasta w kolejne odnogi. A nawet najstarsi pracownicy nie sięgają pamięcią, po co owe komórki powstały i kto za co odpowiada. Struktury i strukturki — no to był z początku spory szok. Przychodząc na Woronicza, pełen respektu dla rozmiarów i zawiłości w firmie, poprosiłem więc z miejsca o schemat korporacji.? Jakaś jego graficzna, teoretyczna forma znacznie ułatwiłaby mi orientację w gąszczu ludzi i korytarzy? — pomyślałem.

Tymczasem czegoś takiego nie było. Zacząłem więc się go uczyć trochę po omacku. Z początku co rusz dowiadywałem się, że powinniśmy jeszcze zapytać o opinię jakiejś komórki, której istnienia wcześniej nawet nie podejrzewałem. Nacisk położyłem więc na synergię. Mnożące się trybiki przeobrazić w sprawnie naoliwioną maszynę — wtedy, chwilami, wydawało się to niemożliwe.

Do tego dochodziła, niemalże obowiązkowa, biurokracja, występująca w firmach dysponujących publicznym groszem i wypełniających misję. Niestety, gąszcz procedur oznacza nie tylko gwarancję właściwego działania, ale też zmniejsza mobilność organizacji. Kiedy pojawia się nagle ciekawa propozycja z rynku, to jestem świadomy, że nie da się podjąć decyzji na zasadzie dwóch szybkich telefonów. Ale — na pocieszenie — przywołuję sobie dykteryjkę, jak to wygląda biurko pracownika w koncernie DaimlerChrysler. Stoją tam sobie rzędy ponumerowanych segregatorów, a każdy zaczerniony procedurami. Zanim człowiek z firmy produkującej Mercedesa zacznie działać, musi wiedzieć, w myśl jakiej procedury to robi...

Trzeba sobie te procedury oswoić, bo powiedzmy sobie szczerze: obejść bez nich się czasem po prostu nie da. Czwartą część czasu pracy poświęcam na kwestie związane właśnie z procedurami. Namawiam jednak, aby wkładać kreatywność i w przepisy wewnętrzne. Szukać ścieżek na skróty, nie koncentrować się na biurokratycznej otoczce działania.

Od kilku miesięcy działa TVP Sport i redakcja sportowa po nowemu. Widzę szybszą drogę decyzyjną, lepsze gospodarowanie finansami i mocniejszą pozycję w negocjacjach na rynku. „Łatwiej mu, bo może wejść do gabinetu prezesa i pobrzękiwać medalami. Robert legenda”— podszeptują niektórzy. Nikt mnie jednak po głowie nie głaszcze, a zdarzało się, że zapalano mi, zresztą słusznie, pomarańczowe światło. Ja za to przyjąłem wypróbowaną na bieżni taktykę: zdeterminowanego długodystansowca.

Chwile zadyszki przychodziły nie raz — np. gdy odkryłem, że kanał sportowy i cała ta moja reforma nie są bynajmniej priorytetem w TVP. I jak tu firmę sobą zarazić? Była też niepewność, czy nowy zarząd nie odrzuci projektu (którego przecież jeszcze nie wprowadziliśmy), do czego nowe szefostwo miało prawo. Końcem jakiegoś etapu będą moje kolejne igrzyska, tym razem zza biurka, w Pekinie. I to będzie wyzwanie: pokazać tam wszystko, co najlepsze i najciekawsze, nawet jeśli nasi reprezentanci nie będą błyszczeć. Jak się uda, będzie miejsce i na iście sportową euforię.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Korzeniowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu