Poprawiać, smarować, przeczyszczać

Jacek Konikowski
16-02-2011, 12:16

Czar samochodów. Nie zawsze starych, zawsze - z duszą. I ręce ubabrane smarem. To ucieczka Pawła Królikowskiego, twardziela z „PitBbulla” i „Fałszerzy. Powrotu Sfory”.

Co znaczy miłość do samochodów? Ten pierwszy, dawno temu, to niebieski maluch za 14 mln zł. Później…
- Budowaliśmy z Jolą dom. Wyślizgałem się z pieniędzy, ale potrzebowałem czegoś do przemieszczania się, jakieś Cinquecento lub Punto na raty. Pojechałem do salonu i... wyjechałem srebrzystą Alfą Romeo 146 z silnikiem boxer – wspomina Paweł Królikowski, dowodząc, że na miłość do samochodów, zwłaszcza włoskich, nie ma mocnych.
Dzisiaj ma ich kilka – starych i nowych, różnych marek. Ta miłość jest jednak nietypowa, bo –  jak sam mówi – socjalna: zatrzymanie dzieciństwa, młodości. Dobrego czasu.

Garbata sympatia
W garażu jego domu w Zalesiu pod Warszawą stoi kilka aut. Był stary garbus, jest Zastawa 100 i trzy inne „cudeńka”. Kolekcja na miarę marzeń i portfela.
- Garbusa z 1966 r. podarowała mi koleżanka. Był cały przerdzewiały, ale miał dobry silnik. Nie mogła go zarejestrować, ani nie chciała pakować pieniędzy w remont. Przez dwa lata doprowadzałem go do idealnego stanu. A że nigdy za garbusami nie przepadałem, więc go sprzedałem – mówi Królikowski.
Może dlatego, że nie przepada za niemieckimi samochodami a nasze narodowe uwielbienie dla niemieckich marek tłumaczy syndromem helsińskim.
- To rodzaj uwielbienia ofiary dla kata. Gdy w 1939 r. Niemcy wjechali do drewnianej, krytej słomą Polski na swoim stalowym, benzynowym sprzęcie, myśmy na jego punkcie zwariowali. Uwielbienie wyciśnięte pięścią na czole… A przecież wystarczy rozejrzeć się dokoła. Świat to nie tylko Audi, BMW i Volkswageny. Choć Niemcy są mistrzami w produkcji samochodów, trzeba im to przyznać – mówi Królikowski.
I zaraz dodaje, że i my w świecie wzornictwa samochodowego nie jesteśmy leszczami, a polscy projektanci pracują choćby w BMW.

Czeskie marzenie
Królikowski żartuje, że prowadzi samochodowy dom starców. Wpierw ten garbus, teraz Zastawa 100 z 1980 r. Też przywrócona do życia. Może zagra kiedyś w filmie?  Jednym z niespełnionych marzeń aktora jest model czeskiej Tatry z lat  60., lub Tatraplan. Wystarczy, że o niej wspomni, a przychodzi mu do głowy wierszyk dla dzieci: „Ucz se, wole, bediesz panem, budiesz jezdit Tatraplanem”.
Gdy rozmowa schodzi na Skody, obrusza się na nazwanie jej niemieckim koncernem.
- To nie Skoda jest niemiecka, lecz Volkswagen czeski. To Niemcy od wojny podpatrywali Czechów, a nie odwrotnie. To oni kopiowali, co wymyślili Czesi. Od czasów Habsburgów Czechy słynęły z przemysłu motoryzacyjnego, tam było najwięcej fabryczek, wytwórni samochodów i motocykli, nie w Niemczech. Ferdynand Porsche ściągnął od Czechów pomysł na garbusa, z Tatry V570, Skody Lidovki i pierwszej Skody 100 – przekonuje Królikowski, który nie tylko lubi Czechów, ale też trochę mówi i pisze po czesku.

Włoszczyzna
Co jeszcze, oprócz „staruszków”, stoi w garażu naszego bohatera? Jedno dziecięce marzenie i namiastka drugiego. Czyli Fiat Barchetta i wyścigowa Alfa Romeo. 
Fiata kupił na przekór wszystkiemu - łącznie ze zdrowym rozsądkiem. Bo jaki facet, do tego ojciec rodziny, kupiłby dwumiejscowy kabriolet? Chyba tylko podstarzały playboy. Albo?
- Bardzo lubię, jak ktoś mówi, że jakiś samochód nie jest dla faceta. Bo sam wolę zgrabne, szybkie, drobne samochody od wielkich, paliwożernych limuzyn. Z samochodami jest jak z kobietami. Jedni wolą młode, błyskotliwe i kapryśne kochanki od gospodyni, której- choć pożyteczna -  miłością się nie darzy. Co z tego, że fiat to ani ekonomiczny, ani prorodzinny samochód, ja zrealizowałem jedno ze swych marzeń – tłumaczy aktor.
Bo drugim od lat była Lancia Delta Integrale. To marzenie zrealizował również, choć połowicznie. Zamiast Lancii kupił Alfę Romeo, głównie dlatego, że jest równie niepozorna i skromna jak Lancia, ale tak samo jak ona – z duszą.
- Alfa Romeo 155 Q4 to jedna z moich fascynacji. Rzadki model. Wyprodukowano tylko 2701 egzemplarzy, jako serię homologacyjną do wyścigów szosowych. Mam dwie, jedną rozbiłem, więc stoi, jako dawca organów. Drugą, po roku poszukiwań, znalazłem w Szwajcarii. Zakochałem się w brzmieniu jej dwulitrowego silnika, 16 zaworów i turbiny – mówi Królikowski.

Mechaniczny bzik
Gdyby nie był aktorem, otworzyłby warsztat samochodowy.
- Moim cichym marzeniem jest podnośnik w garażu i spędzanie pod nim wolnego czasu. Gdyby moja żona się o tym dowiedziała, pewnie by mnie zatłukła. Uwielbiam patrzeć na samochód od spodu, coś poprawiać, sprawdzać, smarować, przeczyszczać. Rewelacja! – entuzjazmuje się Królikowski.
Prezent pod choinkę? Nic nie sugerujemy. 
- Zresztą, warsztat jak warsztat, ale fabryka samochodów, to jest marzenie! Polska fabryka produkująca polskie samochody, pod polską marką. Jak sprzedawałem garbusa pewnemu człowiekowi z Bielska Białej, dowiedziałem się, że w fabryce Skody w Mlada Boleslaw aż 75 procent załogi to Polacy. Polacy robią czeskie Skody! Paradoks? Dlaczego ci sami ludzie nie mogliby pracować w polskiej fabryce? Czy produkcja samochodów się nie opłaca? – pyta Królikowski.
Zejdźmy na ziemię. Obok rzędu samochodów stoi, przykryty kołdrą, niepozorny jednoślad. Historia na dwóch kółkach. Skuter Osa - pierwszy motor, który można było kupić bez talonu.
- Kupiłem go kilka lat temu, żeby zaszczepić dzieciom szacunek dla naszej motoryzacji. One widzą wokół same zagraniczne marki i trudno im uwierzyć, że kiedyś w Polsce produkowano samochody i motory. Teraz nawet dzieci moich znajomych wiedzą, że ich stuknięty wujek Królik ma taki skuter Osa, który kiedyś produkowano w Polsce. I choć urodą przypomina lodówkę na kołach, jest w pięknym stanie, błyszczy chromami, pali, buczy i - jak trzeba - jedzie nawet sto na godzinę. Ten polski skuter – mówi z nutką rozrzewnienia Paweł Królikowski.
Ten nietypowy, bo „socjalny”, kolekcjoner.



Paweł Królikowski, aktor teatralny, telewizyjny i filmowy, przyszedł na świat 1 kwietnia 1961 r. w Zduńskiej Woli. Po ukończeniu PWST we Wrocławiu, w latach 1987-90 występował w Teatrze Studyjnym’83 w Łodzi. Na ekranie zadebiutował w 1983 r. rolą chuligana w filmie dla dzieci „Dzień kolibra”. Wystąpił m.in. w filmach: „Ludożerca”, „Opowieść Harleya”, „Pantarej” i „Niezwykła podróż Baltazara Kobera” Wojciecha Jerzego Hasa. Na szklanym ekranie pojawił się, m.in. w serialach „Samo życie”, „Ja wam pokażę!”, „Ranczo”.





© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Poprawiać, smarować, przeczyszczać