Po bajecznej sesji na Wall Street, wspartej całkowitą dominacją kupujących na azjatyckich parkietach, było jasne, że od rana w Europie inicjatywę przejmie popyt. Po wczorajszym rajdzie na północ najważniejszych indeksów na naszym kontynencie ( DAX, FTSE, CAC ), tym razem u graczy nie przeważyła chęć natychmiastowej realizacji poniedziałkowych zysków. GPW w takiej sytuacji nie miała wyjścia ( wzrost na otwarciu WIG20 o 5,73 proc.) i podążyła za oddalającymi się nam od dwóch dni innymi giełdami, choć nadal do liderów wzrostów bynajmniej się nie zaliczała. Wśród europejskich inwestorów górę zaczyna brać przekonanie o zbliżającym się przełamaniu impasu w sektorze finansowym i skuteczności podejmowanych przez rządy państw i banki centralne działań, mających na celu jego uzdrowienie. Rynki są zasypywane lawiną informacji o strumieniach dolarów, funtów, euro, czy jenach kierowanych do banków, czy to w formie pożyczek, czy przejmowaniu w nich udziałów.
Po otwarciu handlu na giełdy dotarły ważne dane, które w większości wsparły determinację kupujących. Kraje strefy euro pochwaliły się wzrostem produkcji przemysłowej w sierpniu o 1,1 proc. mdm. Jest to o tyle ważne, że w poprzednim miesiącu zanotowały jej spadek o 0,2 proc. Z kolei Euribor ( procent na jaki banki pożyczają sobie pieniądze ) odnotował największy jednodniowy spadek od blisko 6 lat o 8 pkt. do 5,24 proc., co potwierdza tezę o powrocie zaufania między bankami. Bardzo ciekawa informacja dotarła z Chin. Otóż gospodarka tego kraju zanotowała we wrześniu nadwyżkę w obrocie handlowym z USA w wysokości 17,5 mld USD, a za pierwsze 9 miesięcy tego roku eksport do Stanów Zjednoczonych wzrósł o 11,2 proc., a import o 22,1 proc. Z tych danych można pokusić się o wyciągnięcie dwóch hipotez jednocześnie- z amerykańskimi konsumentami nie jest tak źle jak to się powszechnie uważa i to, że nadal w dobrej kondycji utrzymują się eksporterzy z USA. Nawet wieść o skoku inflacji do 5,2 proc. rdr w W. Brytanii, nie zmącił nastrojów byków na europejskich parkietach.
Na warszawskiej giełdzie gracze od samego początku skupili się na kupowaniu drastycznie przecenionego ostatnio KGHM, którego kurs wspierany przez drożejącą miedź do 5,5 tys. USD, wzrósł o ponad 19 proc. i to przy bardzo wysokich obrotach. Dzisiaj notowaniom lubińskiemu koncernowi nie przeszkadzało nawet referendum strajkowe załogi, czy zapowiedź zweryfikowania prognozy wyników. Imponującą zwyżkę zanotował GTC ( 15,62 proc.) oraz zgodnie z oczekiwaniami bardzo dobrze sobie radził PGNIG. Popyt wyraźnie odzyskał też wiarę w branżę finansową, gdzie wzrostom przewodził PeKaO- powyżej 7 proc.. W grupie blue chipów były tylko 3 spółki, które skończyły notowania ujemnie, a najgorzej wypadł PBG (- 4,11 proc.). Na szerokim rynku rewelacyjnie spisywali się deweloperzy- Immoeast (+57,73 proc ) oraz OrcoGroup, ale podobnie jak GTC, to zagraniczne spółki notowane na GPW i ich zwyżki mają raczej związek ze wzrostami na innych giełdach. WIG20 ostatecznie zakończył dzień na wyraźnym plusie o 4,11 proc., ale i tak na tle czeskiego PX50 i węgierskiego BUX-a wypadł blado. Cieszą za to obroty, które wyniosły 1,9 mld zł.
Na światowych giełdach rośnie wiara inwestorów, że najgorsze mamy już za
sobą. Co prawda trudno się spodziewać szybkiego powrotu koniunktury w
gospodarkach realnych, które muszą odczuć paraliż kredytowy dla firm oraz
pogorszenie się nastrojów konsumentów na całym świecie, to jednak te czynniki
powinny być już zdyskontowane w akcjach. Aktywa zostały tak mocno przecenione,
że nawet 2-3 kwartały dekoniunktury zostały w tym uwzględnione. Ostatnie dwie
sesje potwierdzają wybicie indeksów i choć nie jest to równoznaczne z całkowitą
zmianą trendu i rozpoczęciem nowej hossy, to wskazuje na wygaszanie fatalnych
nastrojów i przejście wycen akcji na wyższe poziomy.