POPYT NA KREDYTY MIESZKANIOWE NIE BĘDZIE MALAŁ
Bankowcy są przekonani, że tegoroczna podwyżka stóp procentowych oraz planowane zniesienie ulgi na budowę mieszkań na wynajem nie wpłynie znacząco na obniżenie liczby zaciąganych kredytów mieszkaniowych.
Zwiększony popyt na kredyty hipoteczne pod koniec każdego roku można zaobserwować już od dłuższego czasu. Najczęściej taką sytuację tłumaczy się względami podatkowymi, zwłaszcza że od paru lat pojawiają się głosy o zniesieniu dużej ulgi budowlanej.
— Wiele osób zaciąga kredyty mieszkaniowe przed końcem roku z myślą o skorzystaniu z ulgi podatkowej. Kredytami również wspierają się osoby planujące domknąć rozpoczęte inwestycje przed zimą — wyjaśnia Jan Bazyl Lipszyc z PKO BP.
— Poważnym argumentem jest też obawa przed wzrostem cen mieszkań. Poza tym większy popyt na kredyty jest zauważalny nie tylko na jesieni, ale również wiosną, gdy rozpoczyna się sezon budowlany — uzupełnia Elżbieta Bieniecka z Bud-Banku.
To zwiększone zainteresowanie, jak sądzi Marek Kłuciński z PBK, można tłumaczyć także tym, że coraz więcej osób pragnie zaspo-koić swoje potrzeby mieszkaniowe, posiłkując się właśnie kredytem.
Duży procent
Blisko połowa udzielanych przez banki kredytów to kredyty mieszkaniowe.
— Biorąc pod uwagę wartość, a nie ilość udzielonych przez Bud- -Bank kredytów, w roku 2000 ponad 45 proc. stanowią kredyty budowlano-mieszkaniowe. Z tego ponad 62 proc. przyznano osobom fizycznym, a ponad 43 proc. podmiotom gospodarczym — wylicza Elżbieta Bieniecka.
Marek Kłuciński informuje, że udział takich kredytów w PBK stale zwiększa się w stosunku do innych pożyczek zaciąganych przez klientów indywidualnych.
— Najwięcej, bo około 70 proc. zadłużenia stanowią kredyty komercyjne, przyznawane głównie firmom na wynajem biur i magazynów — przyznaje Magdalena Kochanowska z Rheinhyp-BRE, działającego na polskim rynku zaledwie od roku.
Bez zmian
Jak twierdzą przedstawiciele banków, likwidacja ulgi na budowę mieszkań na wynajem nie wpłynie negatywnie na ogólne zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi. Zdaniem Marka Kłucińskiego, nie należy spodziewać się większych zmian na rynku. Z powyższej ulgi korzystał bowiem niewielki odsetek społeczeństwa, który w dużej mierze zostanie zastąpiony przez klientów planujących zakup mieszkania na własne potrzeby.
— Co roku przybywa kredytobiorców. Wzrasta również wartość zaciąganych kredytów. W 1999 roku średnie zadłużenie klienta indywidualnego nie przekraczało 40 tys. zł. Obecnie suma ta przekracza 58 tys. zł — informuje Elżbieta Bieniecka.
Tegoroczny wzrost stóp procentowych także zdaniem bankowców nic nie zmieni. Mieszkanie jest towarem, na który zawsze będzie dużo chętnych.
— Trudno prognozować, co będzie w przyszłym roku. Liczymy jednak na spadek stóp procentowych, które wpływają hamująco na zainteresowanie kredytami złotowymi — Magdalena Kochanowska.
Obce waluty w modzie
Wysokie oprocentowanie kredytów złotowych spowodowało, że obecnie największym powodzeniem cieszą się kredyty w walucie denominowanej.
— Najwięcej kredytów udzielamy w euro. Wynika to z korzystniejszego oprocentowania. Dla porównania na 9 listopada 2000 r. stawka stała oprocentowania kredytu złotowego wynosiła 17,7 proc., a udzielanego w euro — około 7 proc. — mówi Magdalena Kochanowska.
Bud-Bank najniżej oprocentował, bo na blisko 6 proc., kredyty udzielane w jenach japońskich.
— Jednak trzeba pamiętać, że wzrost kursu walut powoduje, iż po pewnym czasie płaci się wyższą kwotę od zakładanej — zaznacza Elżbieta Bieniecka.
— Aktualne wysokie oprocentowanie kredytów złotowych skłania klientów do korzystania z kredytów walutowych nominowanych w złotych.Trzeba jednak zaznaczyć, że klienci korzystający z kredytów mieszkaniowych podchodzą z dużą rozwagą do zaciąganej pożyczki, traktując kredyt jedynie jako uzupełnienie posiadanych już środków— mówi Marek Kłuciński.