Popyt rośnie, gorzej z podażą

Kamil Kosiński
opublikowano: 2008-09-26 00:00

Kilka milionów złotych — oto warunek niezbędny do nabycia apartamentu. Ale nawet takie fundusze nie pomogą, gdy brakuje towaru na sprzedaż.

W ofertach pozycjonowanych jako ekskluzywne, gdzie transakcje realizowane są po cenach sięgających w dziesiątek tysięcy złotych za mkw., deweloper oczekuje bliżej nieokreślonej premii za luksus. W praktyce, kiedy dochodzi do transakcji, znacząca wartość luksusowej nieruchomości — którą w przypadku mieszkań popularnych można przyrównać do zakupu hurtowego — powoduje, że cenę da się skutecznie negocjować. Ta ogólna zasada obowiązuje zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.

Wyjątkowe transakcje

— Zdarzają się niekiedy transakcje o wartości kilkunastu milionów złotych za około 500-metrowy apartament w centrum Warszawy. Ale rynek dóbr luksusowych rządzi się swoimi prawami. Nie ma podaży zapewniającej stałą płynność, a więc brakuje punktu odniesienia do ustalania cen i każda transakcja jest jedyna w swoim rodzaju — mówi Adam Dakowicz, prezes BRE Property Partner, spółki zajmującej się doradztwem w zakresie nieruchomości dla klientów z grupy private banking BRE Banku.

Dzieje się tak dlatego, że 90 proc. realizowanych w tym segmencie rynku transakcji wiąże się z planami zmiany miejsca zamieszkania przez nabywców mieszkań, a nie z chęcią ich wynajmowania dla zarobku. Tak przynajmniej wynika z analiz Noble Banku, wyspecjalizowanego w bankowości prywatnej. To samo źródło podaje, że osoby zainteresowane zakupem apartamentów poszukują najczęściej lokali o powierzchni 150- 300 mkw. w cenie 3-10 mln zł.

— Gdy chcemy znaleźć 200 mkw. z tarasami w cenie 4 mln zł — rodzi się problem. Mamy klientów, którzy odpowiednich dla nich apartamentów szukają nawet dwa lata — dodaje Marcin Grudzień, kierownik zespołu ds. nieruchomości w Noble Banku.

Cena prestiżu

Sytuacja w Warszawie i tak jest dość dobra, bo budynki z ekskluzywnymi mieszkaniami przynajmniej stoją. W innych miastach nawet pokaźne zasoby finansowe nie pomogą w nabyciu luksusowego lokum, w którym da się od razu zamieszkać.

— Z naszego rozeznania wynika, że we Wrocławiu i Poznaniu 70-80 proc. budynków podchodzących w jakiś sposób pod kategorię apartamentowców znajduje się dopiero w fazie budowy lub planowania. W Warszawie 80 proc. takich prestiżowych budynków jest zasiedlonych — podkreśla Marcin Grudzień.

Prestiż to w tym przypadku sąsiedzi o równie zasobnych portfelach i bliskość centrum kulturalno-biznesowego, których nie gwarantują rezydencje na przedmieściach, zapewniające za to ciszę i spokój. No ale coś za coś… W obu przypadkach mniej więcej za taka samą pulę — liczoną oczywiście na miliony złotych. Kamil Kosiński

Foto: Bloomberg