Porozmawiajmy o komputerach

Adrian Chimiak
opublikowano: 2006-10-25 00:00

Może wkrótce wszystko będzie razem w małym urządzeniu łączącym komputer, telefon, karty i klucze. Ale czy zgodzimy się na miniaturowe litery?

— W latach osiemdziesiątych młode małżeństwa kupowały meble, odkurzacze i dywany. A ja zrobiłem coś dziwnego: namówiłem żonę i sprowadziliśmy z Niemiec ZX Spectrum. No i wpadłem. Zacząłem pisać programy w Basicu, jeden z nich wykorzystywany był w dyspozytorni w państwowym przedsiębiorstwie. Tak mnie to wciągnęło, że wraz ze znajomymi Januszem Roikiem i Zenonem Mazurkiewiczem postanowiliśmy założyć własną firmę — wspomina Artur Słowik, współwłaściciel Atabajtu.

Nie cierpi garniturów, w jego biurze przestrzeń zagospodarowana jest w 120 proc., na stole dzwonią dwa telefony jednocześnie, ale zagłusza je dźwięk przychodzącej poczty elektronicznej. Gdy pada słowo „komputer”, wszystko inne odpływa w dal, widać tylko szklane gabloty z laptopami.

Dla dużych

Pierwsze komputery w 1991 r. wzięli w komis od jednej z krakowskich firm. Sami je składali. To była prawdziwa udręka, spasowanie części przypominało wygraną na loterii. Pracowali po 14-16 godzin, aż pewnej nocy, w przeddzień świąt Bożego Narodzenia, powiedzieli sobie: dość klepania komputerów, dość sprzedaży specjalistycznego oprogramowania, które wymagało nieustającego serwisowania.

— Wtedy o pierwszej w nocy stali pod drzwiami klienci, czekali na komputery pod choinkę. Nie widzieliśmy na oczy ze zmęczenia. Postanowiliśmy się przeorganizować — macha rękami Artur Słowik.

Atabajt zaczął specjalizować się w sprzedaży Macintosha i komputerów Adax. Sprzęt schodził szybko. Były lata, że w Opolu adaksów sprzedawano najwięcej w Polsce, a po macintoshe przyjeżdżali chętni z wielu regionów Polski, np. grupa artystów z Łodzi.

— Nasze marzenia spełniły się tuż przed wprowadzeniem VAT. Obroty sięgnęły niebios. Ale trudno zapomnieć rok 2001, gdy przedsiębiorstwa dotkliwie odczuły skutki spadku koniunktury, myślę, że można powiedzieć nawet o małym kryzysie. Pomogły nam przetargi i wejście do Unii Europejskiej, gdyż wiele urzędów musiało kupić nowoczesny sprzęt — twierdzi Artur Słowik.

Ta najstarsza prywatna firma komputerowa w Opolu pokrywa dziś swoim zasięgiem Śląsk Opolski, a także część powiatów sąsiednich województw. 12 tysięcy komputerów i serwerów, kilkaset sieci lokalnych i tysiące sprzedanych urządzeń peryferyjnych ma na swoim koncie Atabajt. Zaopatruje w sprzęt tak znane przedsiębiorstwa, jak: ZOTT, Nutricia, Norgips, Kędzierzyńskie Azoty oraz wiele firm — naszych Gazel Biznesu, m.in. Energetykę Cieplną Opolszczyzny, Noban, Intersilesia McBride, Uniwersytet Opolski.

— Jesteśmy małą firmą, ale chyba nasz sukces zawdzięczamy prostemu pomysłowi na serwis. Dzisiaj nie wystarczy sprzedać. Otóż firmy płacą nam co miesiąc niewielki ryczałt, w zamian za to jesteśmy pod telefonem 24 godziny na dobę — zdradza pan Artur.

Firma ma autoryzację HP, Toshiby, Microsoftu, Fujitsu-Siemensa i wielu innych znanych, markowych producentów sprzętu i oprogramowania komputerowego.

Dla średnich i małych

— Kiedyś odwiedził nas przedstawiciel japońskiej firmy pragnącej otworzyć w Polsce swoje przedstawicielstwo. Po kilku wizytach przyprowadził swojego szefa, który z kamienną twarzą Indianina monosylabami akceptował bądź wykluczał warunki kontraktu. W końcu, po którymś mruknięciu, tłumacz oznajmił: nasz szef jest bardzo zadowolony i podpisze umowę. Wtedy płaciło się gotówką, więc wyjął walizkę pełną pieniędzy. Byłem zszokowany — wspomina jeden z bardziej udanych kontraktów Artur Słowik.

Zdarzyło się jednak i tak, że fikcyjna firma weszła w posiadanie numerów telefonu banku i zamówiła sprzęt. Pracownicy Atabajtu zadzwonili do siedziby banku, nie wiedząc, że ten przeniósł się w inne miejsce. Podstawiona osoba potwierdziła dokonanie przelewu i przybyłemu kurierowi wydano komputery.

— Tak można nas było zrobić tylko raz. Od tej pory pilnie sprawdzamy odbiorców — zapewnia pan Artur.

Wbrew obiegowym opiniom oszustów nie jest tak wielu. Klientami opolskiej firmy są głównie instytucje oraz małe i średnie przedsiębiorstwa.

— Osoby fizyczne stanowią zaledwie 15 proc. Zauważyłem, że nie kupują już komputerów stacjonarnych. Aż trzy czwarte z nich wybiera laptopy. Być może wkrótce wszystko będziemy mieć w jednym małym urządzeniu łączącym komputery, telefony, karty, klucze itp.? Ale co z ekranem? Czy zgodzimy się na miniaturowe literki? — wątpi Artur Słowik.

Do salonu przyszła elegancko ubrana kobieta. Pan Artur wie, że kobiety zwracają uwagę na estetykę. Musi zacząć od obudowy, by później zadać najważniejsze pytanie: w jakim charakterze chce wykorzystywać komputer. Od tego zależy, czy powinna kupić szybszy procesor czy twardy dysk o zwiększonej pojemności.

— Od rozmowy i stawiania pytań zależy, czy ona wyjdzie ode mnie zadowolona — mówi pan Artur i podchodzi do klientki.