Portfel hipoteczny urośnie do 55 mld zł

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-12-24 00:00

Gdzie są liderzy z tamtych lat? Kryzys zatarł po nich ślad. Wyrośli nowi prymusi.

Kryzys wywrócił do góry nogami ranking banków kredytujących nieruchomości

Gdzie są liderzy z tamtych lat? Kryzys zatarł po nich ślad. Wyrośli nowi prymusi.

Dotarliśmy do danych Związku Banków Polskich o sprzedaży kredytów hipotecznych po trzech kwartałach tego roku. Ale się porobiło na tym rynku w czasie kryzysu. Dawni liderzy są daleko poza czołówką. W awangardzie znajdują się natomiast branżowe średniaki, sprzedające dwa razy więcej kredytów niż banki, które kiedyś brylowały na tym rynku.

Pierwsze miejsce zajął PKO BP, czemu trudno się dziwić, bo to przecież bank z największą siecią placówek w kraju, w którą przechwytuje statystycznie więcej klientów niż konkurenci. Z drugiej jednak strony, gdyby nie chciał, to kredytów, jak inni, by nie sprzedawał. Tymczasem PKO BP był obecny na rynku przez większą część roku. Do końca października sprzedał kredytów za 7,335 mld zł.

Zdrowy portfel

Drugie miejsce, i tu spora niespodzianka, zajął DB PBC. To jeden z nielicznych banków, który nie zamknął kiosku z kredytami, gdy masowo robili to inni. I jak się okazało, był to dobry wybór. A na początku nawet spółka matka zastanawiała się, czy to aby nie za bardzo ryzykowny ruch.

— Centralę przekonało to, że już w czasach prosperity mieliśmy bardzo ostrożnościowe kryteria oceny ryzyka, że posiadamy najzdrowszy portfel kredytów hipotecznych w Polsce i w całej grupie Deutsche Bank — mówi Maciej Molewski, dyrektor bankowości hipotecznej w DB PBC.

Po trzech kwartałach bank ma portfel hipoteczny grubszy o 2,7 mld zł i obecnie należy do niego około 10 proc. nowej sprzedaży kredytów.

W czołówce znalazł się też Pekao, co może dziwić, gdyż do szczególnie aktywnych w tym segmencie rynku on nie należy. Efekt skali, podobnie jak u PKO BP, robi jednak swoje. Poza tym, sądząc po niskiej średniej wartości kredytu, która wynosi 146 tys. zł (378 tys. w DB PBC), wydaje się, że kredyty w tym banku ciągnie program "Rodzina na swoim". Łącznie Pekao sprzedało kredyty za 2,355 mld zł. Czyli zaledwie o 7 tys. więcej niż czwarty w rankingu niewielki Nordea Bank. To jedyny bank, który reklamował kredyty hipoteczne w I kwartale tego roku i był na rynku przez cały kryzys.

Warto dłużej zatrzymać się przy miejscu piątym, które okupuje Noble Bank. Dwa oczka niżej jest DomBank. Gdyby połączyć ich wynik, to z portfelem 3,3 mld zł zajęłyby one mocne drugie miejsce. Analitycy zwracają uwagę, że nie jest to już portfel walutowy, który dawał zarobić i na wymianie, i na spreadzie. Jarosław Augustyniak, prezes Noble Banku, twierdzi jednak, że marża na obecnych kredytach złotowych jest na tyle duża, że pokrywa utratę tamtych przychodów.

Szóste miejsce w rankingu zajmuje ING Bank Śląski, ósmy jest Kredyt Bank, a dziewiąty BZ WBK.

Nowy, lepszy rok

Pierwszą dziesiątkę zamyka Multibank. Bratni mBank jest dopiero dwunasty, dając się wyprzedzić BOŚ Bankowi, który przecież w kredytach hipotecznych dopiero terminuje. Łącznie banki z grupy BRE sprzedały kredyty za 1,25 mld zł, co daje im ósmą lokatę. Daleko. Jarosław Mastalerz, szef detalu w banku, zapowiada wzrost sprzedaży w przyszłym roku.

— Planujemy zwiększenie wolumenu kredytów hipotecznych do poziomu przekraczającego 200 mln zł miesięcznie — mówi Jarosław Mastalerz.

Getin Noble już jako połączona instytucja chce sprzedawać dwa razy więcej. DB PBC, który ten rok zamknie wynikiem 3,7 mld zł, w przyszłym roku uruchomi kredyty za 5,3 mld zł. Maciej Molewski szacuje wartość całego rynku hipotecznego w 2010 r. na 50-55 mld zł.

Podobne prognozy snuje Jarosław Augustyniak.

O ile sprzedaż będzie rosła, to raczej nie należy spodziewać się spadku cen kredytów.

— Moim zdaniem, nie ma na to miejsca, patrząc na rachunek wyników banków. Udzielanie kredytów hipotecznych z marżą poniżej 2 proc. będzie dla nich nieopłacalne przy obecnych warunkach rynkowych — mówi Jarosław Augustyniak.

Przecen nie spodziewa się też Włodzimierz Kiciński, prezes Nordea Banku, gdyż pieniądz na rynku był i jest drogi.

Maciej Molewski uważa natomiast, że w przyszłym roku pojawi się jednak presja na obniżki marż. Wzrośnie bowiem konkurencja między bankami, a poza tym klienci mogą już nie akceptować tak wysokich cen. Mogą zatem pojawić się oferty z marżą niższą niż 2 proc., jednak raczej dla wybranych kredytobiorców.

Eugeniusz

Twaróg