Portugalczycy wierzą bankom i oszczędzają

Marek Wierciszewski
opublikowano: 2011-07-27 00:00

Na tle banków greckich i irlandzkich instytucje portugalskie wciąż uważane są za dość bezpieczne.

Depozyty w portugalskich instytucjach finansowych rosną mimo kryzysu

Na tle banków greckich i irlandzkich instytucje portugalskie wciąż uważane są za dość bezpieczne.

Wartość depozytów ulokowanych przez klientów indywidualnych w portugalskich bankach wzrosła w ciągu ostatniego roku o prawie 12 proc. Zaufania do banków nie podważył nawet kryzys, który w tym czasie w pełni ujawnił się na Półwyspie Iberyjskim. Podobnego zaufania do własnych instytucji finansowych nie mają Grecy i Irlandczycy, dwie inne nacje zagrożone niewypłacalnością rządu centralnego.

Testy zdane

W ciągu roku klienci wycofali z banków greckich i irlandzkich odpowiednio aż 19 proc. i 12 proc. ulokowanych w nich pieniędzy. Na tle banków greckich i irlandzkich instytucje portugalskie wciąż uważane są za dość bezpieczne. To paradoks, bo wszystkie trzy kraje były zmuszone poprosić o pomoc międzynarodową, a wierzyciele Grecji prawdopodobnie już teraz zmuszeni będą zaakceptować redukcję zadłużenia.

Wyniki testów wytrzymałościowych, opublikowane w połowie lipca przez europejski nadzór bankowy (EBA), potwierdziły, że sytuacja banków portugalskich wciąż jest pod kontrolą. Wszyscy portugalscy pożyczkodawcy przeszli je pozytywnie, choć nie bez problemów. Podobnego komfortu nie mają instytucje greckie. Z tamtejszych banków minimalnym wymaganiom narzuconym przez EBA nie sprostały EFG Eurobank Ergasias oraz Agricultural Bank of Greece.

Z kolei w Irlandii zapaść sektora finansowego się pogłębia, od kiedy w 2007 r. na krajowym rynku nieruchomości pękła bańka spekulacyjna. Od tamtego czasu ceny domów spadły o 40 proc. (najwięcej w strefie euro), uderzając rykoszetem w banki. Najważniejsze systemowo instytucje zostały znacjonalizowane.

Banki pod kontrolą

Zapewnienie sobie źródła finansowania nie przyszło portugalskim bankom bez wysiłku. Bankierzy podnieśli oferowane klientom oprocentowanie. Zachęcali też do przenoszenia środków z innych form lokaty kapitału na klasyczne depozyty. Zabiegi te nie przyniosłyby jednak zamierzonych skutków, gdyby instytucje były w równie złej sytuacji jak ich odpowiedniki z Grecji i Irlandii.

— To nie kondycja systemu bankowego jest odpowiedzialna za kłopoty Portugalii — przyznaje Andre Rodrigues, analityk lizbońskiego banku Caixa — Banco de Investimento.

Specjalista podkreśla, że kłopoty to efekt obawy o wypłacalność rządu, związanych z sytuacją makroekonomiczną kraju. Ograniczenie deficytu budżetowego (i długu publicznego) to zadanie przerastające możliwości rządu w warunkach niskiego wzrostu gospodarczego.

Akcje coraz tańsze

Zaufanie klientów nie przekłada się jednak wprost na wyceny banków. Ich akcjonariusze jako pierwsi ponoszą konsekwencje każdego pogorszenia się sytuacji instytucji, w których bilansach nie tylko są zagrożone obligacje rządu w Lizbonie, ale i papiery emitowane przez Ateny.

Banco Comercial Portugues (BCP) oraz Espirito Santo Financial Group z trudem pokonały cezurę wyznaczoną w stress testach przez nadzór bankowy. Oba banki będą musiały podnieść kapitały lub sprzedać aktywa (na sprzedaż może zostać wystawiony między innymi polski bank Millennium).

Niezależnie którą z opcji wybiorą instytucje, oznaczać to będzie kolejne straty dla posiadaczy akcji banków. A te rosną z każdym miesiącem. Od początku roku papiery BCP przeceniono już o 41 proc. Na tym tle 11-proc. strata bankowego subindeksu wskaźnika STOXX 600 wydaje się drobnostką.