W minionym tygodniu odżyła nadzieja inwestorów na przedłużenie zwolnienia z podatku giełdowego. Rząd zaproponował, że ewentualny wyrok na inwestorów może zostać przesunięty przynajmniej do 1 lipca 2004 r. Niestety, obrady nad tą propozycją przeprowadziła sejmowa Komisja Finansów Publicznych. Efekt? Panowie posłowie uznali, że inwestorzy powinni płacić podatek. Całe szczęście, że opinia komisji w sprawie nowego podatku nie jest wiążąca. Stanowi ona jedynie propozycję o charakterze rekomendacji, którą będzie rozpatrywał Sejm.
Rząd mając na uwadze trudności techniczne, jakie wiążą się z wprowadzeniem tego podatku, zaproponował dłuższe zwolnienie. Głównie chodzi tu o trudności biur maklerskich związane z wdrożeniem nowego oprogramowania umożliwiającego naliczanie podatku. Domy maklerskie otwarcie mówią, że systemów biur maklerskich do końca tego roku przystosować się w żaden sposób nie da. Jest to drogie, pracochłonne i wymaga bardzo dużo czasu.
Tymczasem posłowie wchodzący w skład komisji najwyraźniej uznali, że rzeczywistość nie istnieje, a żadnych przeszkód technicznych nie ma. Stosunkiem głosów 19 do 17 odrzucili propozycję rządu. Oznacza to, że Komisja Finansów Publicznych zarekomendowała Sejmowi, by podatek wszedł 1 stycznia 2004 roku, czyli tak, jak miał pierwotnie wejść.
Posłowie w Sejmie mogą nie posłuchać komisji i zagłosować inaczej. Jeżeli tak się nie stanie i w oderwaniu od realiów rynkowych również nasi parlamentarzyści postanowią opodatkować „rekinów giełdowych” już od 1 stycznia, to sytuacja będzie dramatyczna. Biura maklerskie nie będą naliczały podatku, bo nie będą w stanie. Podejrzewam, że urzędów skarbowych nie będzie to interesować, a przecież podatek ma płacić inwestor, a nie firma, która go obsługuje, więc znając życie odpowiedzialnością zostanie obciążony inwestor.