Tylko 11 proc. działek spełnia wymagania inwestorów. Bez zmian w przepisach czeka nas poważna zapaść w przyciąganiu firm.
Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) ma w swojej bazie 700 działek dla inwestorów. Niestety, jedynie niewielka ich część nadaje się pod fabryki.
— Tylko 80 lokalizacji ma kategorię A, czyli m.in. uregulowany stan prawny, jednego właściciela, nie wymaga odrolnienia lub odlesienia i ma wszystkie media — twierdzi Sebastian Mikosz, wiceprezes PAIIZ.
375 działek ma kategorię B. Biorąc pod uwagę dużych inwestorów, polska oferta nie wygląda imponująco.
— Z działek o powierzchni ponad 100 ha jedynie 16 nadaje się do zaprezentowania inwestorowi. Reszty nie próbujemy im pokazywać — mówi wiceszef agencji.
Rozkład najlepszych terenów jest łatwy do przewidzenia.
— To oczywiste, że obszary na zachód od Wisły kumulują inwestycje. To kwestia infrastruktury — wyjaśnia Andrzej Zdebski, prezes PAIIZ.
To dlatego tak trudno przekonać inwestorów do działania w znacznej odległości od największych miast.
— Znalezienie chętnych np. na tereny popegeerowskie jest bardzo trudne — tłumaczy Anna Łuszczewska, dyrektor Wielkopolskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.
Wiele inwestycji rozbija się także o brak planów zagospodarowania przestrzennego.
— Ustanowienie planu zajmuje obecnie 6-8 miesięcy, a to zniechęca najbardziej wytrwałych inwestorów. Na dłuższą metę sytuacja grozi gwałtownym spowolnieniem napływu inwestycji — ocenia Sebastian Mikosz.
Ma to też inne konsekwencje.
— Dziś ceny działek, które mają plany zagospodarowania przestrzennego, nieracjonalnie idą w górę — dodaje wiceprezes PAIIZ.