Postęp to wygoda, ale i niebezpieczeństwo

Kamil Kosiński
16-09-2004, 00:00

Zwykle nie dostrzegamy, jak szybko zmienia się świat wokół nas. To co wcześniej było „mrzonką”, dziś staje się „problemem”.

— Tak naprawdę, jako ludzkość poza Ziemię jeszcze się nie ruszyliśmy i cały dotychczasowy rozwój technologii utwierdza mnie w przekonaniu, że jeśli nie pojawią się zupełnie nowe wynalazki, to kroku w kosmos nie zrobimy — mówi Piotr Smólski, prezes Ster-Projektu.

Jego zdaniem, dla ekspansji pozaziemskiej konieczne jest opanowanie antygrawitacji, zakrzywienia przestrzeni, teleportacji.

— To problem nie tylko techniczny. Jak np. dokonać teleportacji czegoś, co się nazywa duszą? Czy poddana teleportacji osoba wciąż będzie miała tę samą duszę? Podobne pytania pojawiały się, gdy zaczynaliśmy przeszczepy nerek i serc, ale zabiegi te dotyczą jednak narządów mających postać materialną — rozważa Piotr Smólski.

Jak w kinie

Niezależnie od tego, na ile futurystyczne wydają się tego typu rozważania, nie ulega wątpliwości, że coraz bliżej nam do tego, co jeszcze niedawno oglądaliśmy w filmach science fiction. Komputer sterujący pracą silnika i klimatyzacją to już prawie standardowe wyposażenie każdego auta. Elektronika odpowiada za automatyczne włączanie wycieraczek w razie deszczu i zmianę barwy wstecznych lusterek w zależności od ich oświetlenia przez inne auta. Co czeka nas w przyszłości?

— Wraz z kilkoma innymi firmami nasza korporacja pracuje nad montowaniem w autach nadajnika GSM, za pośrednictwem którego komputer pokładowy mógłby bez angażowania kierowcy informować ekipę naprawczą o awarii na trasie. We współpracy z systemem GPS rozwiązanie to mogłoby też służyć do uzupełniania paliwa. Gdy byłoby go poniżej określonego poziomu, namierzałoby okoliczne stacje benzynowe i drogą elektroniczną sprawdzało, na której można zatankować najtaniej — ujawnia Artur Smorga, menedżer ds. marketingu w Sun Microsystems Poland.

Wallmart, Tesco i Metro testują już supermarkety przyszłości. Do każdego produktu przymocowany jest tam chip przechowujący m.in. dane o cenie. Docelowo ma to pozwolić na opuszczenie sklepu bez kontaktu z kasjerem. W czasie przesuwania wózka przez bramkę elektroniczne czytniki odbiorą informacje o zakupach i wystawią rachunek. Na jego podstawie inne urządzenie pobierze należność z karty płatniczej.

— Dzięki takim rozwiązaniom osoba zarządzająca będzie mogła na bieżąco śledzić aktualne stany magazynowe, a poprzez naciśnięcie kilku przycisków, w sekundę zmienić ceny dowolnych produktów — dodaje Artur Smorga.

Od tego już tylko mały krok do stworzenia przez sieć handlową bazy klientów ze szczegółowym zestawieniem ich preferencji zakupowych i wyświetlania spersonalizowanych reklam. Na bazie plików cookies tego typu triki stosują już zresztą wszystkie portale internetowe. Co będzie później? Czy na podstawie analizy ruchu na półkach lodówki same będą składać zamówienia we wspomnianych supermarketach przyszłości?

Po prostu rzeczy

Urządzenia zwane wciąż telefonami robią zdjęcia i kręcą filmy. A może raczej to aparaty fotograficzne pozwalają na prowadzenie rozmów telefonicznych? Jak nazwać przedmioty, którymi się posługujemy? Przecież zupełnie przeciętny aparat cyfrowy pozwala na rejestrowanie sekwencji wideo. Ich długość uzależniona jest tylko od wielkości karty pamięci.

— Coraz trudniej jest odróżnić sieć komputerową od telefonicznej. Za ileś tam lat będzie po prostu sieć. Nie będziemy do niej podłączać pecetów, palmtopów czy telefonów, ale po prostu rzeczy — prognozuje Artur Smorga.

Wszystko razem zmierza zaś do tego, że w sieci będzie krążyło coraz więcej informacji. Informacji o nas.

— Posługując się elektronicznymi gadżetami, wyzbywamy się prywatności. W różnego rodzaju bazach danych zostawiamy coraz więcej informacji o nas i naszych przyzwyczajeniach — przypomina Piotr Smólski.

Już nawet w Polsce wszczepia się psom pod skórę elektroniczne chipy w celu ich identyfikacji i gromadzenia danych o stanie zdrowia. Czy niedługo czeka to ludzi? Kto będzie miał kontrolę nad bazami danych z różnego rodzaju informacjami na nasz temat?

Koncerny Siemens i Hewlett-Packard usiłowały zainteresować polski sektor publiczny systemem pozostawiającym te informacje pod kontrolą osób, których dotyczą. Odwracałby on dotychczasowe zasady budowy systemów informatycznych. Każdy wynajmowałby miejsce na serwerach dowolnego usługodawcy i przechowywał na nich swoje dane osobowe w sposób podobny do utrzymywania firmowych stron WWW i kont pocztowych na tzw. serwerach wirtualnych. Wybrane porcje zgromadzonych tam danych byłyby jednak udostępniane innym — według potrzeb właściciela lub według obowiązującego prawa. Całość zabezpieczona byłaby kryptograficznie.

Kapitalizm nas zniszczy?

Taka droga rozwoju wymaga jednak świadomych obywateli. Czy nimi jesteśmy? Czy nasze wrodzone lenistwo nie pchnie nas w objęcia wielkich scentralizowanych systemów zarządzanych przez... no właśnie przez kogo?

— Obawiam się, że narody stracą moc sprawczą, a światem zawładną korporacje. Ich siła jest ogromna. W firmie globalnej praca trwa 24 godziny na dobę. Gdy w Ameryce pracownicy idą spać, to w Europie wstają. Gdy kładą się spać w Europie, to dzień zaczyna się w Azji. Czas dojrzewania nowych koncepcji niesamowicie się skrócił, a firmy mają pełną dowolność w wyborze miejsc na inwestycje. Dzięki temu mogą decydować o tym, że regiony dziś bogate jutro staną się biedne i na odwrót. Szalejący kapitalizm w elektronicznej formie może być dla wszystkich bardzo niebezpieczny — przestrzega Piotr Smólski.

Okiem EKSPERTA

Polska potrzebuje swojego Gore’a

O sukcesie technologii cyfrowych (podobnie jak wszystkich innych) decyduje otoczenie firmy. Ważną rolę w jego stworzeniu może odegrać rząd, co świetnie ilustruje przykład USA. Przez ostatnie 2 dekady rządy amerykańskie stawiają sobie za cel promocję nowych technologii jako środka do budowania konkurencyjności gospodarki amerykańskiej. W latach 80. priorytet miał rozwój technologii układów scalonych wielkiej integracji — dalekowzroczna polityka rządu USA doprowadziła do wygrania konkurencji z japońskimi producentami układów scalonych. W latach 90. celem rządu USA była promocja nowoczesnych technologii cyfrowych — w szczególności internetu. Symbolem tej polityki jest osoba Ala Gore’a, byłego wiceprezydenta USA, który jako pierwszy polityk na świecie występował z hasłem „AlGore.com” na mównicy. Jeśli spojrzymy na Polskę, to widać wyraźnie, że brakuje nam naszego „Ala Gore’a” — polityka, który by potrafił skutecznie zbudować i popularyzować wizję wykorzystania najnowszych technologii w rozwoju kraju.

Jerzy Kalinowski dyrektor w Dziale Zarządzania Ryzykiem i Efektywnością Przedsiębiorstw KPMG

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Postęp to wygoda, ale i niebezpieczeństwo