Postsowiecka nostalgia vs. rynkowe przemiany

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-09-07 00:00

Wstrząsająca cywilizowanym światem tragedia w Biesłanie nie tylko nie osłabia, ale umacnia pozycję Władimira Władimirowicza Putina — demokratycznie obranego cara. Zestawienie tych pojęć tylko pozornie stanowi sprzeczność, albowiem właśnie takie są dzisiejsze realia Rosji — miotającej się między nostalgią za rządami Józefa Wissarionowicza Stalina a budową nowoczesnej gospodarki. Czy przemiany rynkowe są możliwe przy braku demokracji? U nas nie, ale na przykład Chiny przecierają szlak, którym podąża Rosja.

Prezydent Putin odziedziczył carski herb, ale spodziewający się przywrócenia także hymnu „Boże, caria chrani” obstawili nietrafnie — współczesny kremlowski imperator okazał się bardziej przywiązany do hymnu stalinowskiego, skomponowanego w roku 1945 przez Aleksandra Aleksandrowa. Zlecił jedynie Sergiuszowi Michałkowowi napisanie kolejnej wersji słów, w której Matka Rosja zastąpiła Związek Radziecki.

Według doskonałego polityczno-biznesowego żartu, po przywróceniu zmodyfikowanego hymnu prezydent Putin zaczął zastanawiać się nad powrotem także do czerwonej flagi, z tym że zamiast gwiazdy z sierpem i młotem chciał umieścić w górnym narożniku jakiś współczesny, gustowny drobiazg. Szansę zwietrzyła Coca-Cola, która zaoferowała Rosji ogromne pieniądze za wstawienie swojego logo. Putin spojrzał na obecną (czyli dawną carską) flagę biało-niebiesko-czerwoną i odpowiedział: „Muszę sprawdzić, kiedy wygasa nasz kontrakt z Aquafreshem...”.

Może nie całkiem zgadza się kolejność trzech pasków, ale żart ten potwierdza powszechne przekonanie społeczeństwa, że w Rosji powodzenie wszelkich przedsięwzięć ekonomicznych jest bezwzględnie uzależnione od ich zaakceptowania przez władzę polityczną. Marny koniec biznesowych karier Borysa Bieriezowskiego czy Michaiła Chodorkowskiego z jego Jukosem dowodzi, iż nie istnieje taka potęga w dziedzinie gospodarki, mediów czy jakiejkolwiek innej, której władca rezydujący na Kremlu nie może zetrzeć.

Organizatorzy XIV Forum Ekonomicznego w Krynicy Zdroju cieszą się, że z Rosji wreszcie przyjadą liczący się przedstawiciele wielkich koncernów. To rzeczywiście prawda i powód do zadowolenia, jednak z klasy politycznej możemy spodziewać się co najwyżej deputowanych do Dumy. W ocenie Kremla krynicka inicjatywa nie zasługuje na delegowanie choćby gospodarczego wicepremiera czy któregoś z szefów zainteresowanych resortów. Putinus locuta, causa finita.