Sprzedaje gotowe programy do zarządzania niedużymi firmami. Ma taką pozycję, że nawet giganci informatyczni jej niestraszni.
Jarosław i Bożena Szawlisowie w 1992 r. założyli spółkę zajmującą się tworzeniem i sprzedażą oprogramowania dla małego i średniego biznesu.
— Komputery dopiero debiutowały na polskim rynku, a prowadzenie elektronicznej dokumentacji firmy stanowiło rzadkość. Coraz więcej osób dostrzegało jednak, że te urządzenia mogą stać się nieocenionym elementem ułatwiającym prowadzenie biznesu — mówi Piotr Kolasa, wicedyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Insercie.
Komputery pomagały przedsiębiorcom w obsłudze hurtowni, sklepików osiedlowych czy drobnych wytwórni. Brakowało jednak narzędzia, które ogarnęłoby całość zmieniających się jak w kalejdoskopie przepisów i pomogło bezbłędnie rozliczyć z urzędem skarbowym. Właściciele Insertu dostrzegli szansę. Powstał program Subiekt pomagający w wystawianiu faktur. Jego współtwórcą był Jarosław Szawlis, wówczas pracownik naukowy Politechniki Wrocławskiej.
— Program był bardzo przyjazny, tani i prosty w użyciu. Sprzedawaliśmy go na dużych dyskietkach 5,25 cala, których dziś już się nie używa — wspomina Błażej Kotełko, dyrektor ds. oprogramowania w Insercie.
Pierwsza wersja Subiekta znalazła pół tysiąca nabywców. Nieźle, jak na początki.
— Dzięki nazwie oprogramowania kojarzyliśmy się z dawną kupiecką solidnością i rzetelnością. Świadomie odwołaliśmy się do postaci Ignacego Rzeckiego z „Lalki” Bolesława Prusa. To uosobienie wszelkich cnót, najważniejszy z polskich subiektów — wspomina dyrektor Błażej Kotełko z Insertu.
Produkt Insertu kupić można było w salonach komputerowych lub bezpośrednio u producenta. Zachęcały do tego reklamy w regionalnych gazetach, ale główną siła napędową były opinia użytkowników przekazywana drogą pantoflową.
Od pakamery po biurowiec
Insert może pochwalić się własną siedzibą blisko centrum wrocławskiego handlu, czyli tzw. węzła bielańskiego, gdzie ulokowali się potentaci w obrocie żywnością, wyposażeniem wnętrz czy bazy przeładunkowe.
Czternaście lat temu firma mieściła się w niewielkim pokoiku przy Politechnice Wrocławskiej. Dość skromny sprzęt w części pożyczony został od znajomych. Od początku właściciele kierowali się zasadą, by rozwijać spółkę ze środków własnych. Bez zaciągania kredytów Insert został wyposażony w nowoczesne komputery czy w system telefonicznej obsługi klientów. Wyjątek zrobiono przy okazji kupna, już kilka lat później, obecnej siedziby firmy. To była bardzo kosztowna inwestycja.
— Musieliśmy budynek zmodernizować i wyposażyć w nowoczesną infrastrukturę. Ze względu na intensywny rozwój przedsiębiorstwa i zwiększenie poboru energii elektrycznej przez komputery natknęliśmy się na problem odpowiedniej ilości prądu — wyjaśnia Piotr Kolasa.
Od czternastu lat obecności na rynku Insert jest obiektem westchnień młodych informatyków. Nie zrażało ich nawet to, że nad jedną wersją Rachmistrza, Subiekta, Gratyfikanta czy Rewizora trzeba mozolić się nawet kilka lat. Dziś pracuje tu 25 osób tworzących oprogramowanie, 60 kolejnych zajmuje się serwisem, obsługą klientów i sprzedażą.
— Tylko raz, około czterech lat temu, musieliśmy zwalniać pracowników. Był to efekt załamania na całym rynku informatycznym — tłumaczy Piotr Kolasa.
Znaleźć miejsce
Insert opracowuje oprogramowanie uniwersalne, a nie dla jednostkowego klienta. Zna potrzeby małych i średnich firm, orientuje się w skomplikowanych przepisach skarbowych, rozumie mentalność polskiego przedsiębiorcy.
— Dla zachodniego producenta oprogramowania polskie reguły gry biznesowej są niezrozumiałe. Dlatego trudno mu się u nas zadomowić — przyznaje Błażej Kotełko.
Wszystkie systemy oferowane przez Insert dają użytkownikowi możliwość zgłaszania uwag o jego funkcjonalności i aktualizowania zawartości. W tym celu Insert założył własną sieć do komunikowania się z użytkownikami oprogramowania. A to spore grono, bo firma sprzedała prawie 270 tysięcy egzemplarzy swoich systemów. Ma też rozległą sieć sprzedaży — 19 autoryzowanych partnerów i około 800 dystrybutorów. Wrocławska spółka stała się łakomym kąskiem dla korporacji informatycznych.
— Było wiele ofert kupna od zagranicznych i krajowych inwestorów, ale żadna nie była wystarczająco atrakcyjna — podkreśla Błażej Kotełko.
W firmie mówią, że nie zamierzają zmieniać profilu. Chcą działać na rynku, który doskonale znają i gdzie mają ugruntowaną pozycję lidera. Poboczne źródła zarobkowania nas nie interesują — twierdzą w Insercie.
Spółka zostaje więc przy obsłudze małych i średnich firm, ale zapowiada niespodzianki.
