Potrzebny eksport, bo w kraju krucho

Paweł Janas
opublikowano: 2005-01-14 00:00

Zwiększenie eksportu to jedyna szansa rozwoju dla producentów autobusów z Grupy Zasady. Kusi i wschód, i zachód? Co z tego wyjdzie?

Polskie Autobusy, spółka handlowa kontrolująca fabryki w Jelczu i Autosanie, natrafiły w Polsce na barierę wzrostu. Naturalnym sposobem na utrzymanie poziomu produkcji i poprawienie słabych wyników finansowych mógłby więc być eksport.

— Do tej pory była to nasza pięta achillesowa. Jednak już od ubiegłego roku działamy bardziej agresywnie. Kolejny krok zrobiliśmy na początku tego roku. Powołaliśmy biuro zajmujące się monitorowaniem przetargów w Europie Zachodniej. Duże nadzieje wiążemy przede wszystkim z rynkiem brytyjskim, gdzie prezentowaliśmy szkolny autobus na targach w Birmingham — twierdzi Franciszek Gaik, prezes Polskich Autobusów.

Zdaniem analityków, na eksport powinni postawić wszyscy producenci autobusów w Polsce.

— Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w Europie Zachodniej powoli wzrasta zaufanie do polskich produktów. Szlaki przetarł Solaris Krzysztofa Olszewskiego. Wbrew pozorom, o wiele trudniej jest zdobyć rynki wschodnie, gdzie więcej zależy od lokalnego partnera, a nie od jakości produktu — twierdzi Aleksander Kierecki, prezes firmy JMK Analizy Rynku Autobusów.

Polskie Autobusy nie rezygnują jednak z ekspansji także za wschodnią granicą.

— Na Białorusi utworzyliśmy z lokalnym partnerem spółkę, która ma montować siedmiometrowe autobusy turystyczne i miejskie — deklaruje prezes Gaik.

Firma chce także utrzymać zdobyte w ubiegłym roku rynki Węgier, Rumunii i Grecji. Nadal myśli też m.in. o Bułgarii, mimo że w 2004 r. przegrała przetarg.

Franciszek Gaik twierdzi, że firma nie rezygnuje też z planów powrotu na rynek rosyjski. Warto przypomnieć, że w 2002 r. w obecności prezydenta Putina podpisana została umowa, na mocy której z jedną z firm rosyjskich miano montować autobusy w Kaliningradzie. Z planów do tej pory nic jednak nie wyszło.

— Sprawa jest zamrożona. Być może ten rok przyniesie jakiś przełom. Jesteśmy gotowi w każdej chwili rozpocząć produkcję. Muszą jednak pojawić się zamówienia — przyznaje szef Polskich Autobusów.