Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) sprawdza prywatne interesy pracowników towarzystwa emerytalnego Skarbiec-Emerytura — Grzegorza Zatryba (wiceprezes) i Zbigniewa Budzińskiego (zarządzający funduszem). Według informacji „PB”, postępowanie ma pokazać, czy przy okazji transakcji dochodziło do wykorzystania informacji poufnych lub tajemnicy zawodowej oraz manipulacji kursami akcji. Komisja nie wyklucza skierowania sprawy do prokuratury. Możliwe jest też wszczęcie dochodzeń przeciwko zarządzającemu, gdyż jest on licencjonowanym doradcą. Wszystko to jest pokłosiem wysokiej kary nałożonej na PTE Skarbiec-Emerytura 19 lutego 2007 r. Odsłaniamy jej kulisy.
Nałożona przez KNF kara 500 tys. zł (maksymalna wysokość) dla emerytalnego Skarbca jest jedną z dwóch najwyższych w historii — wcześniej tak ukarano tylko Winterthura za niezabezpieczenie inwestycji w spółkę Legiz (opisaną przez „PB”). Skarbiec upomniano za rażące naruszenie interesu emerytów poprzez zezwolenie osobom zarządzającym na prywatne inwestycje w papiery wartościowe znajdujące się w portfelu funduszu. Uzasadnienie dla prasy było wątłe. A jest się czemu przyjrzeć.
Co tam nadzór
Zarządzający funduszem emerytalnym Skarbca dokonali dziesiątek transakcji o znacznej wartości (czasem po kilkaset tysięcy złotych) w akcje i kontrakty terminowe, często wyprzedzali ruchy funduszu, tkwili — jak to uznała KNF — w permanentnym konflikcie interesów. Wszystko to trwało przez trzy lata, za zgodą zarządu i rady nadzorczej.
— W PTE Skarbiec-Emerytura pracownicy nie mieli żadnych ograniczeń w inwestowaniu na własny rachunek. To ewenement na rynku funduszy emerytalnych— mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
Prywatnych inwestycji zarządzający dokonywali w godzinach pracy, wykorzystując wiedzę i sprzęt, za które płacił fundusz.
„Działalność inwestycyjna na prywatnym rachunku przynosiła większe korzyści aniżeli wynagrodzenie otrzymywane za zarządzanie środkami funduszu” — napisał nadzór w uzasadnieniu kary.
Znamienna jest reakcja Skarbca na kary — wobec winnych zaniedbań nie wyciągnięto konsekwencji, a zarząd i rada nadzorcza towarzystwa z karą KNF się nie zgadza (towarzystwo złożyło odwołanie). Jednak prywatnych inwestycji zakazano.
Zainteresowani oficjalnie sprawy nie skomentowali. Zgłosiła się jednak do nas osoba zbliżona do jednego z zarządzających. Nie obawia się dalszego postępowania KNF czy prokuratury, bo przestępstw nie było.
— Zawsze interes klienta był na pierwszym miejscu. Nie ma żadnego związku prywatnych inwestycji z działalnością funduszu, nie dochodziło do wykorzystania informacji poufnych i tajemnic czy manipulacji kursem — zapewnia nasz rozmówca.
Znamienne jest to, że przez trzy lata, mimo przeprowadzanych kontroli, nadzór ubezpieczeniowy nie kontrolował transakcji prywatnych.
— Nadzór nie zwracał na to uwagi, więc zarządzający nie widzieli w tym nic złego. To nie jest w porządku, że wcześniej nie dostrzegał braku procedur kontrolnych, po trzech latach wyciąga sprawę i przykładowo piętnuje — mówi nasz rozmówca.
Droga przez mękę
To wstydliwa kwestia dla nadzoru. Może dlatego PB” aż przez miesiąc czekał na uzyskanie uzasadnienia kary. W części nam odmówiono, ale pozostały materiał i tak jest przerażający. KNF uznała m. in., że interes prywatny był przedkładany ponad interes członków funduszu (czyli emerytów). Zauważyła, że wyniki inwestycyjne Skarbca od 2002 r. były gorsze niż większości konkurentów (czterokrotnie ostatnie miejsce w rankingu nadzorcy). KNF nie wiąże tego bezpośrednio z prywatą w Skarbcu, ale twierdzi, że nie można tego faktu nie zauważać.
„Zarówno poświęcenie czasu pracy przez osoby zarządzające funduszem na analizę i dokonywanie transakcji na prywatne rachunki, jak i generowanie poprzez inwestycje prywatne konfliktu interesów należy uznać za jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy” — twierdzi nadzorca.
Po zakazaniu prywatnych inwestycji pozycja Skarbca w rankingu nadzorcy wzrosła — w okresie rozliczeniowym kończącym się 31 marca 2006 r. i 29 września 2006 r. Skarbiec zajął 10. miejsce.
Mariusz Zielke, [email protected]