Powiew optymizmu z Wall Street dotrze na GPW

Waldemar Borowski
opublikowano: 29-01-2009, 08:10

Czwartkowa sesja na warszawskim parkiecie rozpocznie się w znacznie lepszym klimacie.  Poprawa nastrojów na Wall Street nie powinna pozostać niezauważona przez inwestorów, ale raczej nie wywoła ona euforii, która mogłaby się utrzymać do końca notowań.

Trudno po wczorajszym, feriowym handlu na GPW spodziewać się nagłej eksplozji zakupów i znacznego skoku obrotów. Warszawski rynek nadal cierpi na chroniczny brak kapitału. Inwestorzy instytucjonalni nie kwapią się do powiększania swoich portfeli przed piątkową publikacją dynamiki PKB USA za IV kw. Bierność jest teraz najbardziej rozpowszechnioną strategią na polskiej giełdzie. Dopiero po otrzymaniu informacji o skali dynamiki amerykańskiej gospodarki, można będzie spodziewać się odważniejszych ruchów i większego zaangażowania kapitału. Pod warunkiem jednak, że skurczenie się największej gospodarki nie przekroczy najczęściej obstawianego przez ekonomistów przedziału 5,2- 5,4 proc.

Dzisiaj wpływ na poziom naszego najważniejszego indeksu będzie miała publikacja wstępnego szacunku dynamiki PKB w 2008 r. Wtorkowa decyzja RPP zasiała niepokój o skalę hamowania polskiej gospodarki w ostatnich miesiącach. Lepsza atmosfera z początku sesji może więc zostać zakłócona przez tę publikację. Zapędy byków ograniczać mogą również dane makroekonomiczne jakie dotrą do nas zza oceanu. Podana zostanie cotygodniowa wielkość wniosków o zasiłek tzw. nowych bezrobotnych oraz raport o zamówieniach na dobra trwałego użytku w grudniu. Do tego dzisiaj pochwalą się wynikami tak ważne spółki jak 3M i Colgate-Palmolive. Ta seria informacji dopiero rozstrzygnie o zakończeniu sesji.

Azjatyckie giełdy dosyć wstrzemięźliwie zareagowały na poprawę nastrojów na Wall Street i na wieści jakie dotarły z Rezerwy Federalnej i Kongresu. Tym bardziej, że plan stymulacji gospodarki przedstawiony przez ekipę Baracka Obamy nie uzyskał poparcia w Izbie Reprezentantów ze strony Republikanów. To może zapowiadać większe kłopoty w Senacie, gdzie Demokraci nie dysponują taką przewagą jak w izbie niższej. Ta wstrzemięźliwość dalekowschodnich graczy może być argumentem dla rodzimych niedźwiedzi.
Wczorajszy potok informacji polityczno-gospodarczych wsparł nowojorskie byki, jednak we wszystkich przypadkach projekty są jak na razie w strefie planów, a nie konkretów. Deklaracja FOMC o możliwości kupowania długoterminowych obligacji skarbowych zostanie zweryfikowana przez dzisiejszą aukcję amerykańskich bonów skarbowych o wartości 30 mld USD i dopiero ona pokaże jak plan Bena Bernake i pozostałych członków Rezerwy Federalnej przekłada się na rynek.

Powiew optymizmu wywołany decyzjami politycznymi kontrastował z raportami jakie przedstawiły amerykańskie korporacje. Trudno zrozumieć wybuch entuzjazmu jaki pojawił się na papierach Wells Fargo. Bank postrzegany jako jeden z nielicznych dających sobie radę z turbulencjami na rynkach finansowych zanotował stratę ponad 2,5 mld USD i to bez uwzględnienia fatalnego wyniku Wachovii. Mało wiarygodnym czynnikiem do gwałtownego wzrostu kursu tego banku wydaje się też podtrzymanie zapowiedzi o wypłaceniu dywidendy, bo zarząd wyraźnie podkreślał, że może być ona znacznie okrojona.

Dopiera dzisiejsze i piątkowe notowania wykażą, czy na rynki powrócił lepszy klimat i pojawi się szansa na trwalsze odbicie indeksów, czy jest to tylko udana walka o utrzymanie wsparć. Zdecydować o tym powinna dopiero piątkowa sesja, kiedy inwestorzy zmierzą się ze skalą skurczenia się gospodarki USA w poprzednim kwartale i wynikami takich tuzów jak Exxon Mobil i Chevron. Na razie wczorajsze wzrosty na Wall Street bardziej przypominają kolejną odsłonę „efektu Obama” niż fundamentalne podstawy do zwyżek.
     

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Waldemar Borowski

Polecane