Powracający są niewykorzystani

MAJA RACZKOWSKA specjalista PR, doradca biznesowy, Agencja Marketingu Zintegrowanego IM Plus
opublikowano: 2013-10-14 00:00

Doświadczenia zdobywane przez Polaków w Wielkiej Brytanii bywają przeszkodą

KOMENTARZ

Masowa emigracja do Wielkiej Brytanii i zdobywane tam przez setki tysięcy Polaków doświadczenia funkcjonowania w międzynarodowym środowisku często okazują się nie atutem, lecz… przeszkodą w ponownej adaptacji do polskiej rzeczywistości. Wielokulturowy brytyjski tygiel wypracował zasady, które w naszym kraju niekoniecznie spotykają się z uznaniem. Dlatego wielu powracających ma wrażenie niedopasowania. Czują się w Polsce nierozumiani — w instytucjach publicznych, firmach państwowych i prywatnych, a nawet w gronie bliskich znajomych.

Przyczyny szoku po powrocie z kilkuletniego wyjazdu są różne. Na pierwszy plan wcale nie musi się wysunąć obniżenie jakości życia w porównaniu z brytyjskim. W Zjednoczonym Królestwie jesteśmy przedsiębiorczy, osiągamy sukcesy, cieszymy się opinią zdolnych i pracowitych, co doceniają tam pracodawcy i klienci. Dlatego tak zaskakujące stają się trudności po powrocie do kraju, zaliczanego przecież do europejskich rynków wschodzących.

O mentalnych i kulturowych różnicach mówi kilkoro byłych brytyjskich Polaków. Marta, po siedmiu latach pobytu: „Wiele kosztowało mnie nauczenie się ciepłego zapytywania rozmówcy, jak się miewa — przy okazji oznajmiania mu, że jeśli nie ureguluje płatności, to sprawa znajdzie się w sądzie. Już nie wyobrażam sobie innej komunikacji i źle się w Polsce czuję, gdy rozmowa, chociażby z kierowcą autobusu, odbywa się w nieprzyjemnym tonie”. Karol, pracujący w zawodzie wykonywanym w Londynie: „Jako szef kuchni jestem traktowany jak osoba od wszystkiego i nie czuję, bym wnosił coś kreatywnego. Stale utwierdza się mnie w przekonaniu, że jeśli coś mi się nie podoba, to do widzenia, czeka tysiąc chętnych”.

Innego typu stres odczuwa Jakub, przeniesiony do Polski przez brytyjską firmę. Cieszy się z odnowienia kontaktów ze znajomymi, ale deprymuje go sytuacja w pracy: „Nie mogę się przyzwyczaić do rzeczywistości, w której pozorny porządek jest wszechobecnym chaosem. W Wielkiej Brytanii wydaje się, że powierzanie pracownikom wąskiego zakresu zadań jest ograniczaniem ich możliwości. Tymczasem stabilny zespół jest w stanie wykonać więcej i lepiej niż osoby przerzucane alarmowo z działu do działu dla zażegnywania kryzysów”.

Praca na konkurencyjnym rynku brytyjskim to prawdziwa szkoła życia. Jej owocem są nie tylko zdobyte kompetencje, ale przede wszystkim nauka tolerancji, także obyczajowej. Doświadczenia pracy w zróżnicowanym środowisku wyostrzają reemigrantom spojrzenie na krajowe wady. Nie akceptujemy niezadowolenia, uprzedzeń, postaw „nie da się”, braku pozytywnego myślenia, odrzucania konstruktywnej krytyki, bezzasadnego stawiania się w roli wszechwiedzącego eksperta.

Taka diagnoza stawiana przez powracających może sprawiać złe wrażenie. Powinno się ją zatem traktować w Polsce jako inspirację do zmian...