
Niemniej trzeba przyznać, że jest to dość pragmatyczny ruch ze strony demokratów, głównie po to, aby wytrącić wiele argumentów republikanom w Senacie, którzy najprawdopodobniej będą chcieli podważać decyzje dotyczące nadmiernych wydatków. Dla rynków to też sygnał zapowiadający lepszą współpracę pomiędzy Departamentem Skarbu a Fedem (obecny szef tej instytucji był przez lata zastępcą Janet Yellen), tak potrzebną w czasach pandemii. Tandem Yellen-Powell to jednak też sygnał mogący zapowiadać dłuższy okres słabości dolara i kontynuacji bardziej ryzykownego nastawienia do większości aktywów.
Dla złotego oznacza to kontynuację dotychczasowego umocnienia w średnim terminie, chociaż głównym wyznacznikiem pozostaje kurs EUR/USD. Tutaj rosnące prawdopodobieństwo powrotu w okolice 1,20 w nadchodzących dniach może skutkować większą aktywnością decydentów z Europejskiego Banku Centralnego. Jeszcze we wrześniu zgłaszali oni uwagi do nazbyt mocnego euro, zwłaszcza w kontekście niezadowalającego stanu gospodarki. Teraz ich przekaz może wybrzmieć jeszcze mocniej, zwłaszcza, że na posiedzeniu 10 grudnia EBC najpewniej podejmie szereg decyzji idących w stronę dalszego poluzowania polityki.
W krótkiej perspektywie mocnym wsparciem dla EUR/PLN są okolice 4,45 zł i raczej nie będzie łatwo ich złamać. Natomiast w przypadku USD/PLN naruszenie okolic 3,75 zł nie jest wykluczone, co mogłoby oznaczać testowanie rejonu 3,7250 zł.