Końca telenoweli pod tytułem „Poszukiwanie parlamentarnej większości”, jak przystało na prawdziwą telenowelę, nie widać. Niczym w telenoweli mamy zaskakujące zwroty akcji: kłótnie i zdrady, rozstania i powroty. Właśnie pojawiła się możliwość najbardziej spektakularnego powrotu — Andrzeja Leppera do rządu.
Gdy trzy tygodnie temu premier Jarosław Kaczyński grzmiał i ganił Andrzeja Leppera za warcholstwo, wydawało się, że rządowe posady są dla szefa Samoobrony melodią dalekiej przyszłości. Wydawało się jednak również, że premier Kaczyński realizuje po prostu swój kolejny zmyślny plan polityczny — doprowadzenia do podziału w Samoobronie i zgromadzenia większości parlamentarnej bez Leppera. Ten plan najwyraźniej nie wypalił i teraz wszystkie scenariusze są znowu możliwe. Może z wyjątkiem jednego, który jeszcze rok temu wydawało się oczywiste — koalicji PiS-PO.
Chociaż prawie wszystkie scenariusze są możliwe, to niestety nie ma ani jednego dobrego. Bo jeśli chodzi np. o ostateczny kształt przyszłorocznego budżetu, to trudno ocenić, czy bardziej mu zaszkodzi Lepper w rządzie czy w opozycji. Rząd mniejszościowy to rozwiązanie niestabilne i groźne dla budżetu. Obecną sytuację też trudno uznać za komfortową — politycy zajęci okładaniem się ciężkimi słowami najwyraźniej zapomnieli o budżecie, podatkach i tym podobnych drobiazgach. Mijają kolejne tygodnie, a rząd walczy tylko o większość, a nie o swój program. W zasadzie nic nowego — dzieje się tak od roku.
Powrót Andrzeja Leppera, nawet po wyrażeniu przezeń skruchy i obietnicy pokuty, nic nie zmieni. Bo nie jest on jedynym synem marnotrawnym w tym układzie rządowym. Większość marnuje tam mnóstwo energii i czasu na mało istotne sprawy.