Powstanie nowa instytucja broniąca praw kobiet

Patrycja Otto
opublikowano: 2001-12-07 00:00

Do niedawna, kobiety, które czuły się dyskryminowane, mogły dochodzić swoich praw jedynie na drodze sądowej, występując z powództwem cywilnym. W najbliższym czasie sytuacja ta ulegnie zmianie. 3 grudnia został powołany do życia Urząd do Spraw Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn przy Kancelarii Rady Ministrów.

— Wcześniejsze plany zakładały utworzenie tej instytucji przy Ministrze Pracy i Polityki Socjalnej. Jednak wówczas zakres możliwości urzędu byłby ograniczony tylko do sfery działalności tego ministerstwa. W obecnej sytuacji pracownicy urzędu będą mogli monitorować wszystko to, co dzieje się na rynku pracy oraz na płaszczyźnie kształcenia zawodowego. Będą także przeciwdziałać przemocy i zajmować się kreowaniem ról kobiet i mężczyzn w mediach — przekonuje Agata Teutsch z Ośrodka Informacji Środowisk Kobiecych.

Pełnomocnik do Spraw Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn będzie miał wpływ na proces legislacyjny. Jego główne zadanie to uwrażliwianie społeczeństwa oraz urzędników na sprawy kobiet.

— Rzecznik nie będzie miał uprawnień sądowniczych. Skierowaną do niego skargę przekaże do odpowiednich organów, np. Rzecznika Praw Obywatelskich — wyjaśnia Agata Teutsch.

W krajach przechodzących transformację, w których następuje pogorszenie sytuacji na rynku pracy, to zazwyczaj kobiety tracą pracę jako pierwsze. Właśnie rynek pracy jest obszarem, w którym słaba płeć jest dyskryminowana najczęściej. W naszym kraju podział ról społecznych jest bardzo wyraźny — panie to przede wszystkim matki i żony. Sytuacja ta nie pozostaje bez wpływu na fakt, że dla pracodawcy kobiety są mniej wiarygodnymi pracownikami niż ich mężowie.

— Wiele kobiet prowadzących aktywne życie zawodowe i osiągających na tym polu sukcesy rozpoczynało budowanie kariery w wieku 35-40 lat, czyli po urodzeniu i odchowaniu dzieci. Okazuje się, że dojrzałe kobiety mają bardzo duży potencjał, wiele możliwości i mnóstwo energii. Niestety, większość pracodawców nie wykorzystuje tych wartości. Kobiety pragnące powrócić do pracy po urlopie macierzyńskim natrafiają na barierę, której często nie są w stanie pokonać — opowiada Agata Teutsch.

Rozwiązaniem dla kobiet może być telepraca.

— Ten rodzaj aktywności zawodowej znajduje ostatnio coraz większe uznanie zarówno w Polsce, jak i na świecie. Przy wykonywaniu pracy w tym systemie żadnego znaczenia nie ma wiek ani płeć — mówi Halina Kustosz, redaktor naczelny portalu Kobiety OnLine — Internet Media.

Pracodawcy często żądają od kobiet starających się o pracę dostarczenia wyników testów ciążowych.

— Takie postępowanie jest niezgodne z prawem i będzie można je zaskarżyć lub skorzystać z pomocy pełnomocnika, który skieruje sprawę do odpowiednich organów. Kodeks pracy zabrania stawiania wymogu dostarczenia wyniku testów — zapewnia Halina Kustosz.

Z drugiej strony, nie można wykluczyć przypadków, w których pracodawcy są niejako naciągani przez nieuczciwe kobiety. Należy pamiętać o tym, że u pracodawcy, którego pracownica udała się na urlop macierzyński (w naszym kraju najdłuższy w Europie), zmniejsza się efektywność pracy, przy jednoczesnym zachowaniu obowiązków płacowych na takim samym poziomie.

— Dlatego bardzo ważna jest wrażliwość, której brakuje w naszym społeczeństwie. I tu rola dla pełnomocnika — podkreśla Halina Kustosz.

Jednak na pewno nie jest zgodne z prawem i karygodne postępowanie pracodawców, polegające na skłanianiu pracownic do składania pisemnych oświadczeń, które mają zagwarantować im, że kobieta przez określony czas nie zajdzie w ciążę.

W naszym kraju obowiązuje różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn (60 i 65 lat).

— Wydaje się, że jest to przywilej dla kobiet. Jednak w rzeczywistości oznacza to kłopoty. Zważywszy, że kobiety zajmując te same stanowiska co mężczyźni zarabiają około 30 proc. mniej i dodatkowo czas ich aktywności zawodowej jest krótszy o 5 lat, to po odejściu na emeryturę mają szansę na około 50 proc. emerytury mężczyzny, przy założeniu takich samych zarobków — przypomina Agata Teutsch.

Pomysł skrócenia urlopu macierzyńskiego z 26 do 16 tygodni nie został przez kobiety przyjęty entuzjastycznie.

— Uważam, że skrócenie tego urlopu będzie miało pozytywne skutki dla kobiety pojmowanej jako pracownik. Pracodawca mniej zapłaci za urlop, czyli zmniejszą się jego obawy. Tymczasem skrócenie urlopu odbierane jest przez większość kobiet jako odebranie uprawnień — sumuje Agata Teutsch.