Pożegnanie z ulgą budowlaną

Paweł Mazurkiewicz
opublikowano: 2005-12-13 00:00

Tłumy w sklepach z artykułami do remontu mieszkań przypominają, że do wygaśnięcia tzw. ulgi remontowej w PIT pozostały zaledwie trzy tygodnie. Po 1 stycznia 2006 r. podatnicy będą mieli do dyspozycji jeszcze ulgę odsetkową (związaną ze spłatą kredytów hipotecznych zaciągniętych na nabycie lokali mieszkalnych) oraz internetową — umożliwiającą odpisanie od podstawy opodatkowania wydatków na dostęp do sieci internetowej.

Lista ta wygląda więc — w porównaniu z latami dziewięćdziesiątymi — dość żałośnie. Warto przypomnieć, że od podatku (lub podstawy opodatkowania) odliczać można było wówczas wydatki na nabycie lokali mieszkalnych (w tym również lokali przeznaczonych na wynajem) i działek budowlanych, leczenie w prywatnej służbie zdrowia, pomoce naukowe czy kształcenie (w tym kursy językowe). Karierę zrobiły ulgi na darowizny dla osób fizycznych oraz ustanawiane przez podatników renty — z reguły na rzecz członków bliskiej rodziny.

Z drugiej strony pojawił się pomysł ulgi prorodzinnej, umożliwiającej obniżenie podstawy opodatkowania w zależności od liczby dzieci na utrzymaniu podatnika. Przed wdrożeniem nowych ulg warto jednak zastanowić się, czy wykorzystanie ulg obowiązujących w przeszłości daje podstawy do twierdzenia, że ulgi w podatku dochodowym od osób fizycznych są w naszych realiach skutecznym elementem polityki państwa. Czy mamy podstawy sądzić, że kreują postawy podatników, które z punktu widzenia państwa są pożądane?

Czy na przykład ulgi związane z budownictwem mieszkaniowym istotnie wpłynęły na zwiększenie liczby budowanych mieszkań? Wydaje się, że osoba będąca w stanie nabyć mieszkanie (ze środków własnych lub kredytu) — kupi je i tak (być może nieco mniejsze albo w niższym standardzie), niezależnie od oferowanych przez państwo ulg. Prawidłowości tej tezy dowodzą obecny boom na rynku mieszkaniowym — co biorąc pod uwagę zniesienie przed kilku laty ulgi na zakup lokali mieszkalnych trzeba by uznać za fenomen.

Co więcej, ulgi są skrajnie niesprawiedliwe — kierują bowiem pomoc państwa do osób, które uzyskują zarobki, nic natomiast nie oferują osobom ich pozbawionym (np. bezrobotnym bez prawa do zasiłku).

W rzeczywistości ulgi podatkowe w PIT były i są wyłącznie narzędziem ograniczenia fiskalizmu państwa, swego rodzaju nagrodą pocieszenia dla podatników. Jedynym sensem ich tworzenia jest chęć parlamentarzystów, by zaistnieć w świadomości społecznej. Poza niewielkimi w sumie oszczędnościami w bieżących wydatkach podatników (np. remontu mieszkania albo zakupu komputera — co kiedyś można było odliczyć w ramach ulgi na zakup tzw. pomocy naukowych), nie ma co liczyć na jakiekolwiek długofalowe efekty ulg.

Może i szkoda, że ulga prorodzinna (o ile zostanie wprowadzona) raczej nie stanie się detonatorem bomby demograficznej?

Paweł Mazurkiewicz

partner, doradca podatkowy MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy