Porty Lotnicze obiecują nie przeszkadzać we wpuszczeniu na lotnisko zagranicznego inwestora branżowego. Chcą tylko analiz.
Wiele wskazuje na to, że mimo różnic zdań wspólników, lotnisko w Bydgoszczy będzie miało inwestora, mimo że na ostatnim walnym sprzeciwiło się temu Przedsiębiorstwo Porty Lotnicze (PPL — nieco ponad 21 proc. akcji). Sprawa rozbiła się o to, czy zagraniczny inwestor ma być branżowy czy nie. Marcin Hydzik, prezes bydgoskiego portu, podobnie jak większość udziałowców, zdecydowanie opowiada się za kimś, kto zaoferuje know-how.
PPL tłumaczy teraz, że nie chce przeszkadzać. Po prostu nikt nie przedstawił mu argumentów i nie wiedział, że lotnisko ma problemy z nakreśleniem wizji rozwoju.
— Nie obraziliśmy się, że zostaliśmy przegłosowani. To nieporozumienie. Informacja, jaką otrzymaliśmy przed walnym, dotyczyła tylko konieczności znalezienia inwestora finansowego. Nie wynikało z niej, że jest zapotrzebowanie także na zdobywanie nowych połączeń i przewoźników. Wydawało nam się, że prezes, który zarządza portem, ma wizję rozwoju — mówi Remigiusz Kobierski, dyrektor z Przedsiębiorstwa Porty Lotnicze.
Dodaje, że PPL nie jest przeciwne wejściu inwestora branżowego, ale chciałoby zapoznać się z argumentami, które by to uzasadniały.
— Wiemy, że Bydgoszczy potrzebne jest wzmocnienie finansowe. Na razie nie możemy tego zapewnić, choćby ze względu na utratę wpływów w związku z wydzieleniem Państwowej Agencji Żeglugi Powietrznej. Naszą intencją nie było tworzenie złych relacji między PPL a samorządami — dodaje Remigiusz Kobierski.
Decyzja o wyborze inwestora ma zapaść do końca sierpnia. Na razie lotnisko jest deficytowe i co roku zasilają je główni udziałowcy, czyli Bydgoszcz i województwo kujawsko-pomorskie (około 6 mln zł).
Port planuje podwyższenie kapitału o 30-40 mln zł. Inwestor miałby objąć do 49 proc. akcji.