Kreatywność to nowatorskie rozwiązanie problemu. Nie tylko pomysł, ale także jego skuteczna realizacja.
„Puls Biznesu”: Przed 1989 r. zanadto się pan nie przepracowywał.
Paweł Kastory, prezes Corporate Profiles DDB Group: Studiowałem na warszawskiej SGPiS (teraz SGH) i socjologię na UW. Studia traktowałem raczej jak formę ucieczki przed wojskiem niż jako planowanie kariery. Może dlatego zajęły mi aż siedem lat. Miałem wtedy dużo czasu i nie odczuwałem, że go marnuję.
Ale potem stał się pan przodownikiem pracy kapitalistycznej.
Mam dopiero i aż 44 lata. Pierwszy biznes zacząłem w 1989 r. Jak wielu kolegów, startowałem od zera i dlatego poświęcałem firmie niemal każdą wolną chwilę. Ocierałem się o pracoholizm. Kiedyś prezydent Ronald Reagan powiedział, że każdy weekend spędza na swej farmie. Pomyślałem, że skoro człowiek zarządzający najpotężniejszym państwem świata miał czas na wypoczynek, ja też powinienem go mieć. Bo o co człowiek tak naprawdę w życiu walczy? Najpierw o podstawowe potrzeby, potem o czas wolny.
Na co go pan wykorzystuje?
Podróżuję. Śmiejemy się z żoną, że jak gdzieś razem wyjeżdżamy, to ja głównie czytam, a ona ogląda. W lecie zeszłego roku odwiedziliśmy Kubę. Chciałem pokazać dzieciom, jak wygląda komunizm. Przedtem byliśmy w Namibii, w Stanach Zjednoczonych, w Meksyku, w Malezji. Lubimy góry, dużo jeździmy na nartach.
Skąd zamiłowanie do gór u człowieka z Warszawy?
Mój ojciec skończył liceum im. Kenara w Zakopanem. Był przewodnikiem tatrzańskim. Potem należał do wrocławskiego klubu grotołazów. Zaraziłem się górami od niego, a teraz moi synowie przejęli zamiłowanie ode mnie.
Pan w weekendy stara się wypoczywać, a pana pracownicy?
Z tym bywało różnie. W pierwszej fazie tworzenia biznesu sam bardzo dużo pracowałem. Wydawało mi się normalne, że tak samo zachowują się moi współpracownicy. Branża reklamowa charakteryzuje się nienormowanym i długim czasem pracy. Zakładam jednak, że ludziom należą się wolne weekendy i pełny wymiar urlopu. Praca bez przerwy wyjaławia umysł i wypala człowieka.
W reklamie liczy się przecież kreatywność. Czyli co?
Nowatorskie rozwiązanie problemu. Nie tylko pomysł, ale także jego realizacja. Przykładem rewolucyjna wręcz zmiana w marketingowym sposobie myślenia firmy McDonald’s, która nie tylko przyjęła rewolucyjną dla siebie platformę komunikacji, ale także zmieniła i dopasowała do niej sposób funkcjonowania, w tym wystrój restauracji, stroje pracowników, gadżety promocyjne.
Kto się nadaje do pracy w pana agencji?
W jej kilkunastoletniej historii były trzy etapy. Najpierw zatrudnialiśmy ludzi, którzy byli sympatyczni, mieli siłę przebicia, wydawali się utalentowani i obyci w świecie, co w reklamie bardzo się przydaje. Potem, w latach 2001-03, przyszedł kryzys w branży i musieliśmy część z nich zwolnić. Najpierw tych najsłabszych, potem także kilka wartościowych osób, które szybko zajęły ważne stanowiska u konkurentów. Trzeci okres to dobieranie i zatrzymywanie najzdolniejszych. W każdej organizacji jest tak, że jedni szybciej stają się profesjonalistami i pewne rzeczy łapią bez słów, a inni wolniej. Jedni są odporniejsi na stres i bardziej samodzielni w myśleniu, a inni mniej. Z tych drugich staramy się rezygnować. Poza tym w branży reklamowej, gdzie wyniki pracy nie zawsze dają się przeliczyć na precyzyjny efekt finansowy, poczucie właściwych wyborów klientów musi być wspierane autorytetem ludzi po stronie agencji. Nie wszyscy go mają.
Kto jest pana autorytetem?
Szanuję tych, którzy wiedzą, czego chcą od życia i starają się to realizować. Zawsze pasjonowali mnie ludzie, którzy rzucali się z motyką na słońce i odnosili sukces. Tacy jak Gandhi, Nelson Mandela czy Steve Jobs z Apple.
szef ddb
Paweł Kastory, z wykształcenia ekonomista i socjolog. Od 1991 r. jest współwłaścicielem i szefem agencji, a potem grupy reklamowej Corporate Profiles DDB. W latach 2002-08 był prezesem Stowarzyszenia Agencji Reklamowych
