Dziś odbędzie się w Sejmie pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Prace trwały od maja 2002 r.
— Prawo to nie jest elastyczne — brakuje łatwiejszego zawierania i rozwiązywania stosunku pracy, rosną koszty zatrudnienia, które w nowej formie czynią ją mniej konkurencyjną i niwelują działania na rzecz obniżenia bezrobocia — twierdzi Witold Krajewski, dyrektor zarządzający Intersource i członek Związku Agencji Pracy Tymczasowej.
Ustawa zabrania m.in. stosowania umów cywilnoprawnych (z wyjątkiem uczniów, studentów, emerytów i rencistów). Jeśli ustawa przejdzie, to z każdym pracownikiem trzeba będzie zawierać umowę o pracę.
— Nad ustawą pracowali ludzie, którzy nie znają się na pracy czasowej i nie rozumieją idei trójstronnego stosunku pracy — dodaje Witold Krajewski.
Tymczasem Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej twierdzi, że projekt powstał z uwzględnieniem obowiązujących Polskę zapisów unijnych i uwzględnia postulaty związków, agencji pracy czasowej i rządu.
— Polska nie ma doświadczenia w tym zakresie. Unormowanie pracy czasowej w Polsce wynika m.in. z programu gospodarczego rządu, w którym znajduje się zapis mówiący o elastyczności form zatrudnienia. Polska zobowiązana jest do ratyfikowania konwencji i zaleceń Międzynarodowej Organizacji Pracy oraz dyrektyw Unii Europejskiej — wyjaśnia Maria Łajeczko, główny specjalista ds. legislacyjnych w Departamencie Prawa Pracy MGPiPS.