Bycie pracodawcą kusi blaskami, ale ma też i cienie. Pracodawca sam dla siebie oraz dla osób przez siebie zatrudnionych ustala godziny pracy, zakres obowiązków, wielkość zadań, kierunek działania, intensywność pracy, itp. Decyduje z kim będzie współpracował, ile będzie wypłacał sobie i innym, ile i w co będzie inwestował. Są to niewątpliwe jego przywileje.
Głównym obowiązkiem pracodawcy jest zapewnienie, aby stworzona przez niego organizacja działała w sposób dający jej trwałe miejsce na rynku. Z tej ogólnej zasady wynika długa lista obowiązków szczegółowych, takich jak: działanie zgodne z przepisami prawa pracy, podatkowego i kodeksu spółek handlowych, rozpoznawanie rynku, pozyskiwanie kontraktów i ich realizacja, zapewnianie funduszy na terminowe wypłaty wynagrodzeń oraz płatności za towary i usługi, odpowiedzialność za prowadzenie ksiąg rachunkowych, przyjmowanie pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, delegowanie zadań i cedowanie decyzyjności, planowanie kierunków działania, podejmowanie decyzji finansowych — i wiele innych.
Przywileje pracodawcy bardzo często okazują się mocno iluzoryczne. Są nimi przede wszystkim perspektywy większych zarobków, większej ilości wolnego czasu i swobody. Ogromną rolę odgrywa nadzieja na sukces, wzmocniona obrazami ludzi sukcesu — bez świadomości, jak nieliczną stanowią oni grupę wśród wszystkich, którzy podjęli się roli przedsiębiorcy. Blaskiem roli pracodawcy na pewno jest poczucie odpowiedzialności za swoje losy oraz świadomość, iż jest się bardziej graczem niż pionkiem, dająca życiu poczucie sensu oraz możliwość realizacji własnych marzeń i wizji.
Cieniem na losach pracodawcy kładą się wspomniane już obowiązki w połączeniu z rozczarowaniem nierealnością blasków. Nikt go nie pilnuje, ma więc najbardziej nietolerancyjnego nadzorcę, czyli samego siebie. Narzuca sam sobie dyscyplinę i musi się do niej stosować, co wydaje się sprzeczne z ludzką naturą. Przywilej ustalania godzin pracy przeważnie kończy się tym, że pracownicy idą do domu, a pracodawca zostaje, ponieważ wymaga tego firma. Obowiązek realizacji zadań bierze górę nad prywatnym życiem.
Gdyby wszyscy podejmujący się roli pracodawcy mieli pełną świadomość, jak niewielu wychodzi z takiej próby zwycięsko, jakie są konieczne nakłady czasu, funduszy i energii, ile wiąże się z tym napięć, stresów, przeciwności i wyrzeczeń — to mielibyśmy bardzo niewielu kandydatów. Na szczęście ciągle trafiają się niepoprawni optymiści i marzyciele, ludzie przedsiębiorczy o wielkiej energii, pragnący mieć wpływ na kształtowanie rzeczywistości. Mimo wszystkich trudności, bycie przedsiębiorcą ma w sobie magiczną moc, z której trudno zrezygnować, gdy człowiek jej dozna.
Poza czynnikami już wymienionymi, pracodawcę silnie motywuje sukces. Często nie jest tak ważne, jak wielkie dzieło zostało nim uwieńczone — ważniejszy jest sam fakt, iż został odniesiony. Małe sukcesy także pobudzają do kolejnych działań i budzą apetyty. Lepszy jest ciąg choćby niewielkich sukcesów przeplatanych rzadkimi niepowodzeniami, niż ciąg nawet małych niepowodzeń, z rzadka tylko okraszonych sukcesami. Ta druga opcja wymaga ogromnej odporności psychicznej oraz zdolności do ciągłego podsycania motywacji, aby nie dopuścić do jej wypalenia.
Jak pracodawca powinien zabezpieczyć się przed wypaleniem motywacji? Przede wszystkim musi zdawać sobie sprawę z tego niebezpieczeństwa i jego negatywnych konsekwencji. Trzeba się obserwować i być czujnym na symptomy wypalenia, szczególnie w polskich realiach — okresie bardzo intensywnych i dynamicznych zmian, często rządzących się prawami chaosu (jeśli chaos jakieś prawa posiada), nieprzewidywalnych, stresujących, szczególnie dotykających pracodawców, aczkolwiek nie będących bez wpływu na pracowników niejednokrotnie borykających się z trudnościami na własnym poziomie.
Tak jak przy wielu innych możliwych dolegliwościach — dla podtrzymania przez pracodawcę motywacji najtańsza, najmniej bolesna, za to najbardziej efektywna okazuje się profilaktyka. Jeśli przedsiębiorca o niej zapomina, to nad jego życiem zaczyna dominować depresyjna codzienność.
Autor jest prezesem i głównym trenerem Concordia Konsorcjum Szkoleniowe