Pracodawcy oczekują poważnego traktowania

Andrzej Malinowski
opublikowano: 2001-12-03 00:00

W sejmowym exposé premiera Leszka Millera z 25 października znalazła się deklaracja wznowienia przerwanego dialogu społecznego między rządem, pracodawcami i związkami zawodowymi. Rozpoczęcie działalności przez odnowioną Trójstronną Komisję do Spraw Społeczno-Gospodarczych jest ważnym, ale dopiero pierwszym krokiem spełniającym tę zapowiedź.

Dotychczas kolejne rządy pamiętały o przedsiębiorcach jedynie przy okazji wyborów. Pracodawcy chcieliby wierzyć, że tym razem będzie inaczej. Rozumiemy, iż podejmowane dziś przez rząd decyzje determinowane są koniecznością naprawy finansów publicznych. Wicepremier Marek Belka obiecał, że „nasz wspólny statek nie rozbije się o górę lodową i żadnej katastrofy nie będzie”. Musimy wspólnie oszacować rozmiary tej góry, bowiem to przedsiębiorcy najlepiej wiedzą, jaka jej część ukryta jest pod wodą.

Uczestnicząca w pracach komisji trójstronnej Konfederacja Pracodawców Polskich składa rządowi ofertę pomocy, ale nie bezinteresownej. Domagamy się nie tylko słusznych, koniecznych i doraźnych działań, ale przede wszystkim stworzenia długofalowego programu rozwoju gospodarki. Nie może on być jednak opracowywany wyłącznie w rządowych gabinetach. Pracodawcy chcą, potrafią i muszą być partnerem rządu, ponieważ to oni najlepiej znają bariery stawiane przed polską przedsiębiorczością. Biurokracja, radosna twórczość urzędników mnożących przeszkody, samowola pracowników aparatu skarbowego, nie ponoszących konsekwencji błędnych decyzji — to tylko niektóre z nich. Ucieszyła nas więc dana przez premiera obietnica przeglądu prawa podatkowego oraz wola likwidacji panującego w przepisach chaosu i niejasności. To także jest zadanie dla komisji trójstronnej.

Ale problemem najważniejszym jest oczywiście bezrobocie. Pracująca większość nie jest w stanie zrozumieć tragedii i upokorzeń pozbawionej pracy mniejszości. Niestety, wysokie koszty pracy i sztywne ramy prawa pracy zmuszają polskich przedsiębiorców do oszczędności oraz zwalniania lub niezatrudniania pracowników. Musimy w komisji trójstronnej wynegocjować znaczące wzmocnienie pozycji pracodawców. Wymaga tego nasze poczucie odpowiedzialności za państwo. Ludzie rozumieją, iż to właśnie my tworzymy miejsca pracy, mają dość związkokracji i nierealistycznych żądań. Co z tego, że związki wywalczą utrzymanie uprawnień dla pracowników, jeśli zabraknie zakładów, w których będą oni mogli z tych „dobrodziejstw” korzystać! Związkowcy muszą zrozumieć, że bezrobocie jest problemem nie tylko rządu i pracodawców. To nasz wspólny, trójstronny problem.

Niedawno jeden z liderów związkowych stwierdził, iż „sprzeciwiamy się zatrudnianiu opartemu na przepisach kodeksu cywilnego w takich formach, jak umowa-zlecenie, umowa o dzieło lub w ramach różnego rodzaju kontraktów”, ponieważ tak zatrudnieni „są pozbawieni podstawowych praw pracowniczych, np. prawa do urlopu”. Czytający taką wypowiedź pracodawcy zastanawiają się, czy jej autor naprawdę nie potrafi zrozumieć kogoś, kto od wielu miesięcy przebywa na przymusowym i całkowicie bezpłatnym „urlopie”, marząc tylko o tym, by ów „wypoczynek” się skończył? Czy nie pojmuje, że zestresowanemu bezrobotnemu potrzebna jest praca nawet na zlecenie, bo będzie miał za co żyć i poczuje się wreszcie potrzebny?

Ustawowo Trójstronna Komisja do Spraw Społeczno-Gospodarczych musi stać się instytucją zaufania publicznego i przestać być naszym zaściankowym Trójkątem Bermudzkim, w którym świetne pomysły giną tylko dlatego, że ich autorami są „inni”. Musi przestać być atrapą dialogu. Dotychczas rozmów było wiele, dialog prowadzono nieustannie, ale jego wyniki były żadne. Począwszy od roku 1998 nie ma przykładów dobrych rozwiązań, wprowadzonych w wyniku porozumienia między społecznymi partnerami. A są one bardzo potrzebne — nie tylko ze względu na zapaść finansów publicznych, ogromne bezrobocie i stagnację gospodarczą. Są niezbędne, by Polska jako sprawnie rządzone i dobrze urządzone państwo, stała się w jak najszybszym terminie pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej.

Autor jest prezydentem Konfederacji Pracodawców Polskich