Pracownicy czekają na swoje ożywienie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 17-03-2010, 00:00

Spadające realnie łączne

Kryzys i inflacja pożerają podwyżki Kowalskiego

Spadające realnie łączne

pensje pracowników

obniżają koszty prowadzenia

biznesu, ale ograniczają

też przychody firm.

Choć przemysł i handel zagraniczny wyraźnie wchodzą już w ożywienie, to rynek pracy ciągle nie może doczekać się końca kryzysu. Jak podał wczoraj Główny Urząd Statystyczny, miejsc pracy ciągle ubywa. W ciągu ostatnich kilku lat luty przynosił wzrost liczby zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw, a tym razem ubyło 8,2 tys. etatów. Przez rok zatrudnienie spadło o 59 tys. osób, czyli o 1,1 proc. To nieco mniejszy spadek niż w poprzednich miesiącach, ale do dodatniej dynamiki jeszcze daleko.

— Ożywienie aktywności gospodarczej, obserwowane już w przemyśle, nie znalazło jak dotąd odzwierciedlenia w poprawie sytuacji na rynku pracy, skąd kryzys odchodzi na końcu — komentuje Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.

Nadal kryzysowe są też podwyżki płac. W lutym przeciętna pensja pracownika sektora przedsiębiorstw wyniosła 3288 zł brutto —o 93 zł (2,9 proc.) więcej niż w lutym ubiegłego roku. Podwyżka ledwo pokryła więc inflację, która w lutym wyniosła 2,9 proc. rok do roku. Choć analitycy i tak zwracają uwagę, że to lepszy wynik niż w styczniu, kiedy pensje nominalnie wzrosły tylko o 0,5 proc.

— Tamto wyhamowanie było spowodowane czynnikami jednorazowymi, głównie przesunięciami w wypłatach bonusów — tłumaczy Łukasz Wojtkowiak, ekonomista Banku Millennium.

Z punktu widzenia oceny perspektyw dla całej gospodarki najważniejszy jest fundusz płac, czyli łączna wartość pensji wszystkich pracowników. To on określa bowiem, ile pieniędzy mają gospodarstwa domowe do wydania, a więc pozwala przewidzieć przyszłą konsumpcję. Niestety, z danych o funduszu również płyną niezbyt pocieszające informacje. Wyniósł w lutym 17,4 mld zł, czyli realnie spadł o 1,1 proc., a zatem pracownicy sektora przedsiębiorstw zarabiają coraz mniej.

— Z punktu widzenia firm niski fundusz płac oznacza niższe koszty działalności. Jednak z drugiej strony spadające zarobki Polaków są ograniczeniem dla konsumpcji, a więc zmniejszają przychody przedsiębiorstw. W najbliższych miesiącach raczej nie doczekamy się przyspieszenia spożycia indywidualnego — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu