Dla pracowników zapowiada się wyjątkowo łagodna zima. W październiku stopa bezrobocia wyniosła 11,5 proc., czyli tyle samo co przed miesiącem. O tej porze roku taka stagnacja może tylko cieszyć — bezrobocie zwykle przed zimą szybko idzie w górę. Gdyby wyeliminować czynniki sezonowe, na rynku pracy widzielibyśmy już poprawę.
— Koniunktura gospodarcza się nasila, dlatego sezonowy wzrost bezrobocia jest stosunkowo powolny. Na początku przyszłego roku zatrudnienie w gospodarce wróci do poziomu sprzed kryzysu — twierdzi Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.
Ocieplenie klimatu
Według Karoliny Sędzimir-Domanowskiej, ekonomistki rynku pracy PKO BP, szczyt bezrobocia zobaczymy w lutym, kiedy odsetek osób bez pracy sięgnie 12,5 proc. Oznaczałoby to, że pracę straci jeszcze 150 tys. osób. To sporo, ale w ubiegłym roku w takim samym okresie grono bezrobotnych powiększyło się o 360 tys. osób. Lody na rynku pracy pękają, a to oznacza, że na wiosnę możemy zobaczyć prawdziwy wysyp nowych ofert zatrudnienia.
— W 2011 r. sezonowy spadek bezrobocia na wiosnę i latem może być silniejszy i dłuższy niż zwykle. Po osiągnięciu szczytu w lutym bezrobocie będzie spadać aż do października, zsuwając się do 10,5 proc. — prognozuje ekonomistka PKO BP.
Byłby to najniższy poziom od stycznia 2009 r., kiedy dopiero zaczynał się kryzys na rynku pracy. Spadek bezrobocia o 2 pkt proc. w Polsce oznaczałby wzrost zatrudnienia o około 300 tys. osób.
Poprawa nastrojów
Poprawa koniunktury na rynku pracy przekłada się na nastroje zatrudnionych. Czują się coraz mocniej i są coraz mniej lojalni wobec pracodawców. Jak pokazuje badanie Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), obecnie innego zatrudnienia szuka 665 tys. pracowników. To prawie o 100 tys. więcej niż przed rokiem i przed dwoma laty. Liczebność grona pracowników rozglądających się za ofertami pracy wróciło prawie do poziomu sprzed kryzysu.
— Ludzie są bardziej pewni siebie. To, że powstaje coraz więcej miejsc pracy, sprawia, że pracownicy mają coraz więcej możliwości zmiany pracodawcy i są coraz mniej przywiązani do obecnych stanowisk — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska.
Poprawę nastrojów widać też w danych o sprzedaży detalicznej. W październiku konsumenci zostawili w sklepach o 9 proc. więcej pieniędzy niż w takim samym okresie ubiegłego roku. To najwyższa dynamika od dwóch lat. Meble i elektronika sprzedają się o 26 proc. lepiej niż przed rokiem. Niezłe wyniki odnotowują też sprzedawcy samochodów, odzieży i farmaceutyków. Dwucyfrową dynamikę ma większość kategorii monitorowanych przez GUS. Tylko sprzedaż żywności jest stabilna.
— To niezłe dane, choć trudno mówić o boomie. Konsumpcja nasila się w umiarkowanym tempie — uważa Aleksandra Świątkowska, ekonomistka Banku BPH.
Po wybuchu kryzysu bezrobocie mocno poszło w górę. Dane statystyczne pokazują, że przeciętna firma w Polsce zwolniła więcej osób, niż wynikało to z sytuacji rynkowej — tak mocno przycięła koszty, że nawet poprawiła w kryzysie wyniki finansowe. Wiele wskazuje na to, że obecnie następuje przesilenie: wskaźniki obrazujące sytuację na rynku pracy coraz wolniej się pogarszają, a niektóre pokazują nawet poprawę. To dobry znak, bo według ekonomistów zwykle właśnie rynek pracy wychodzi z kryzysu jako jeden z ostatnich — po rynkach finansowych czy przemyśle.
