Przy obecnej stopie bezrobocia znalezienie 30 osób chętnych do pracy nie stanowi większego problemu. Istnieje jednak branża, w której jest to poważnym wyzwaniem. Producenci gier komputerowych padli ofiarą własnego sukcesu. Ich zapotrzebowanie na osoby z doświadczeniem jest tak duże, że trzeba ich szukać ze świecą lub ściągać z zagranicy.
Posady do wzięcia
Aż 30 pracowników do nowego studia szuka bydgoski Vivid Games. I ma problemy z ich znalezieniem. Nie jest w tym odosobniony.
— Z takimi problemem boryka się praktycznie każde studio w Polsce. Jest kadrowa dziura, której nie ma czym wypełnić — mówi Remigiusz Kościelny, szef Vivid Games. Szacuje on, że od zaraz pracę w branży znalazłoby na dobrze płatnych posadach co najmniej 200 osób.
— Znalezienie w krótkim czasie 20 nowych pracowników byłoby dla nas zadaniem bardzo trudnym. Dlatego zwiększamy zatrudnienie stopniowo. Dodatkowo naszym atutem jest to, że na Śląsku nie ma aż takiej konkurencji o pracowników jak w Warszawie czy we Wrocławiu — mówi Robert Siejka, prezes gliwickiego The Farm 51.
Kierowana przez niego firma już niedługo będzie jednak musiała zmierzyć z problemem znalezienia nowych pracowników. Na początku czerwca jeden z liderów branży — austriacka firma Nordic Games poinformowała, że The Farm 51 wyprodukuje dla niej nową odsłonę „Painkillera” — pierwszej polskiej gry, która sprzedała się w setkach tysięcy egzemplarzy.
Kuźnia talentów
Od początku maja pracowników szuka także rodzimy gigant — CD Projekt RED. Rusza z produkcją dwóch nowych tytułów (planuje je wydać w 2014-15 roku) i będzie potrzebował do tego sporej liczby nowych osób. W przeciwieństwie do konkurentów Agnieszka Więcek, HR Manager w spółce, twierdzi, że nie napotyka ona na zbyt duże problemy z pozyskiwaniem nowych pracowników.
Przyznaje jednak, że w przeciwieństwie do innych polskich producentów CD Projekt RED może pochwalić się wieloletnimi projektami, które są atutem przy pozyskiwaniu nowych osób. W przypadku innych firm cykl produkcyjny jest znacznie krótszy i trwa zaledwie kilka miesięcy.
— Trwający kilka lat projekt to alternatywa dla kierunkowych studiów. Można wziąć niedoświadczone osoby i nauczyć je produkowania gier. Taką kuźnią talentów była pierwsza duża gra CD Projekt RED — „Wiedźmin”, na której doświadczenie zdobyła połowa rynku — tłumaczy Wojciech Ozimek, prezes należącego do Infovide-Matrix studia one2tribe.
Jego zdaniem, z tego powodu największe firmy z branży jeszcze jakoś radzą sobie z rekrutacją. Ale także im doskwiera brak pracowników z doświadczeniem. — W Polsce ciężko o takie osoby. Dlatego sięgamy też po pracowników z zagranicy — przyznaje Agnieszka Więcek.
— Często zdarza się, że na rynku nie można znaleźć wolnej osoby do wykonania części projektu. Dlatego przy produkcji ostatniej gry musieliśmy sięgnąć po projektantkę z Londynu czy grafika z USA — dodaje Wojciech Ozimek.
Dodatkowo — jak twierdzą nasi rozmówcy — pracownicy z zagranicy wcale nie muszą być drożsi od Polaków. Coraz częściej są nawet tańsi. To efekt rosnących płac w branży. W celu pozyskania nowych pracowników producenci gier chwytają się różnychmożliwości. Część z nich współpracuje z uczelniami wyższymi, zaprasza studentów na staże i kusi pracą.
Jeszcze inne zlecają cześć prac do zagranicznych podwykonawców. Giełdowy City Interactive poszedł nawet o krok dalej i w ubiegłym roku założył spółkę produkcyjną w Rumunii, w której produkuje nowy tytuł. Bez problemu zatrudnił w niej kilkudziesięciu doświadczonych pracowników.
— Dużo mówi się o tym, że branża gier stała się ważnym elementem gospodarki, a gry polskim towarem eksportowym. Mimo to nadal traktuje się ją jako coś kosmicznego. Musi powstać odpowiednie zaplecze, by mogła się ona dalej rozwijać — podkreśla Wojciech Ozimek.
OKIEM EKSPERTA
Polska nie jest głównym rynkiem
ZORAN VUCKOVIC
analityk PMR
Branża produkcji gier w Polsce obecnie znajduje się w fazie wzrostowej. Dla rozumienia sytuacji na polskim rynku gier istotne jest oddzielenie działalności produkcyjnej polskich wytwórców gier od kondycji polskiego rynku. Tytuły produkowane w Polsce są często przeznaczane w głównej mierze na rynki zagraniczne. Nie oznacza to jednak, że krajowy dostawcy nie posiadają wpływu na rodzimy rynek. Świadczy o tym sprzedaż gry „Wiedźmin” bazującej na twórczości polskiego autora, co znacznie wpłynęło na 25-procentowy wzrost polskiego rynku gier w ubiegłym roku. Według naszych szacunków, jego wartość w 2011 r. wyniosła ponad 800 mln zł.
OKIEM EKSPERTA
Władza nie gra z nami
MICHAŁ SOKOLSKI
dyrektor ds. produkcji w City Interactive
Poza okresem tegorocznych targów CEBIT, które odwiedził wicepremier Waldemar Pawlak, nie widać zainteresowania ze strony państwa wsparciem dla branży gier komputerowych. Ostatnio co prawda pojawiła się inicjatywa sfinansowania z pieniędzy publicznych wyjazdu małych producentów na niemieckie targi w drugiej połowie roku, ale on nie dotyczy takich firm jak City Interactive. Tymczasem państwo mogłoby wspomóc branżę w obszarach, w których funkcjonuje. Najważniejszym jest szkolnictwo wyższe, bo na rynku brakuje pracowników, których można od razu zatrudnić i nie trzeba ich szkolić. W Warszawie jest 400 specjalistów od produkcji gier, a w Bukareszcie — gdzie mamy spółkę córkę — trzy-cztery raz więcej.