Pracownika do gier zatrudnię od zaraz

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2012-06-26 00:00

Brakuje osób do produkcji gier komputerowych. To efekt sukcesu branży, która rozwija się jak na drożdżach

Przy obecnej stopie bezrobocia znalezienie 30 osób chętnych do pracy nie stanowi większego problemu. Istnieje jednak branża, w której jest to poważnym wyzwaniem. Producenci gier komputerowych padli ofiarą własnego sukcesu. Ich zapotrzebowanie na osoby z doświadczeniem jest tak duże, że trzeba ich szukać ze świecą lub ściągać z zagranicy.

Posady do wzięcia

Aż 30 pracowników do nowego studia szuka bydgoski Vivid Games. I ma problemy z ich znalezieniem. Nie jest w tym odosobniony.

— Z takimi problemem boryka się praktycznie każde studio w Polsce. Jest kadrowa dziura, której nie ma czym wypełnić — mówi Remigiusz Kościelny, szef Vivid Games. Szacuje on, że od zaraz pracę w branży znalazłoby na dobrze płatnych posadach co najmniej 200 osób.

— Znalezienie w krótkim czasie 20 nowych pracowników byłoby dla nas zadaniem bardzo trudnym. Dlatego zwiększamy zatrudnienie stopniowo. Dodatkowo naszym atutem jest to, że na Śląsku nie ma aż takiej konkurencji o pracowników jak w Warszawie czy we Wrocławiu — mówi Robert Siejka, prezes gliwickiego The Farm 51.

Kierowana przez niego firma już niedługo będzie jednak musiała zmierzyć z problemem znalezienia nowych pracowników. Na początku czerwca jeden z liderów branży — austriacka firma Nordic Games poinformowała, że The Farm 51 wyprodukuje dla niej nową odsłonę „Painkillera” — pierwszej polskiej gry, która sprzedała się w setkach tysięcy egzemplarzy.

Kuźnia talentów

Od początku maja pracowników szuka także rodzimy gigant — CD Projekt RED. Rusza z produkcją dwóch nowych tytułów (planuje je wydać w 2014-15 roku) i będzie potrzebował do tego sporej liczby nowych osób. W przeciwieństwie do konkurentów Agnieszka Więcek, HR Manager w spółce, twierdzi, że nie napotyka ona na zbyt duże problemy z pozyskiwaniem nowych pracowników.

Przyznaje jednak, że w przeciwieństwie do innych polskich producentów CD Projekt RED może pochwalić się wieloletnimi projektami, które są atutem przy pozyskiwaniu nowych osób. W przypadku innych firm cykl produkcyjny jest znacznie krótszy i trwa zaledwie kilka miesięcy.

— Trwający kilka lat projekt to alternatywa dla kierunkowych studiów. Można wziąć niedoświadczone osoby i nauczyć je produkowania gier. Taką kuźnią talentów była pierwsza duża gra CD Projekt RED — „Wiedźmin”, na której doświadczenie zdobyła połowa rynku — tłumaczy Wojciech Ozimek, prezes należącego do Infovide-Matrix studia one2tribe.

Jego zdaniem, z tego powodu największe firmy z branży jeszcze jakoś radzą sobie z rekrutacją. Ale także im doskwiera brak pracowników z doświadczeniem. — W Polsce ciężko o takie osoby. Dlatego sięgamy też po pracowników z zagranicy — przyznaje Agnieszka Więcek.

— Często zdarza się, że na rynku nie można znaleźć wolnej osoby do wykonania części projektu. Dlatego przy produkcji ostatniej gry musieliśmy sięgnąć po projektantkę z Londynu czy grafika z USA — dodaje Wojciech Ozimek.

Dodatkowo — jak twierdzą nasi rozmówcy — pracownicy z zagranicy wcale nie muszą być drożsi od Polaków. Coraz częściej są nawet tańsi. To efekt rosnących płac w branży. W celu pozyskania nowych pracowników producenci gier chwytają się różnychmożliwości. Część z nich współpracuje z uczelniami wyższymi, zaprasza studentów na staże i kusi pracą.

Jeszcze inne zlecają cześć prac do zagranicznych podwykonawców. Giełdowy City Interactive poszedł nawet o krok dalej i w ubiegłym roku założył spółkę produkcyjną w Rumunii, w której produkuje nowy tytuł. Bez problemu zatrudnił w niej kilkudziesięciu doświadczonych pracowników.

— Dużo mówi się o tym, że branża gier stała się ważnym elementem gospodarki, a gry polskim towarem eksportowym. Mimo to nadal traktuje się ją jako coś kosmicznego. Musi powstać odpowiednie zaplecze, by mogła się ona dalej rozwijać — podkreśla Wojciech Ozimek.

OKIEM EKSPERTA

Polska nie jest głównym rynkiem

ZORAN VUCKOVIC

analityk PMR

Branża produkcji gier w Polsce obecnie znajduje się w fazie wzrostowej. Dla rozumienia sytuacji na polskim rynku gier istotne jest oddzielenie działalności produkcyjnej polskich wytwórców gier od kondycji polskiego rynku. Tytuły produkowane w Polsce są często przeznaczane w głównej mierze na rynki zagraniczne. Nie oznacza to jednak, że krajowy dostawcy nie posiadają wpływu na rodzimy rynek. Świadczy o tym sprzedaż gry „Wiedźmin” bazującej na twórczości polskiego autora, co znacznie wpłynęło na 25-procentowy wzrost polskiego rynku gier w ubiegłym roku. Według naszych szacunków, jego wartość w 2011 r. wyniosła ponad 800 mln zł.

OKIEM EKSPERTA

Władza nie gra z nami

MICHAŁ SOKOLSKI

dyrektor ds. produkcji w City Interactive

Poza okresem tegorocznych targów CEBIT, które odwiedził wicepremier Waldemar Pawlak, nie widać zainteresowania ze strony państwa wsparciem dla branży gier komputerowych. Ostatnio co prawda pojawiła się inicjatywa sfinansowania z pieniędzy publicznych wyjazdu małych producentów na niemieckie targi w drugiej połowie roku, ale on nie dotyczy takich firm jak City Interactive. Tymczasem państwo mogłoby wspomóc branżę w obszarach, w których funkcjonuje. Najważniejszym jest szkolnictwo wyższe, bo na rynku brakuje pracowników, których można od razu zatrudnić i nie trzeba ich szkolić. W Warszawie jest 400 specjalistów od produkcji gier, a w Bukareszcie — gdzie mamy spółkę córkę — trzy-cztery raz więcej.