Zatrudnianie cudzoziemców nie jest łatwe. Obecny tryb legalizowania ich pracy i pobytu w Polsce nie odpowiada w pełni potrzebom pracodawców. Tymczasem według prognoz za kilka lat może brakować ponad milion pracowników. Już obecnie coraz trudniej jest pozyskać obcokrajowców do pracy, zwłaszcza na stanowiska produkcyjne. Firmy mocno konkurują ze sobą o Ukraińców.

Według Katarzyny Gospodarowicz, radcy prawnego, partnera w Kancelarii Prawnej Schampera, Dubis, Zając (SDZLegal), pracodawcy w niektórych przypadkach są w stanie lepiej wynagradzać obywateli Ukrainy niż Polaków, np. oferując im dodatkowo darmowe noclegi, co może prowadzić do dyskryminacji pracowników z naszego kraju.
Nie tylko na oświadczenie
Jej zdaniem, niewątpliwym ułatwieniem przy zatrudnianiu cudzoziemców jest możliwość rozpoczęcia pracy na podstawie oświadczeń o powierzeniu jej wykonywania. Są one wpisywane do ewidencji przez powiatowy urząd pracy (PUP). Co prawda urzędy również nie dochowują ustawowychterminów na wpis, który wynosi 7 dni roboczych, to jednak w niektórych można otrzymać go po upływie 14-15 dni. Ponadto od 2018 r. prawo daje możliwość kontynuowania pracy po zakończeniu okresu wskazanego w oświadczeniu, nawet gdy PUP nie wyda jeszcze zezwolenia. Problem jest jednak w tym, że planowanie i zatrudnianie cudzoziemców jest mocno przyhamowywane przez chociażby oczekiwanie na zezwolenie na pracę. Powinno pojawić się ono w ciągu miesiąca, ale jest zwykle dopiero po czterech. Z kolei zezwolenie na pobyt w Polsce powinno być wydane w terminie dwóch miesięcy, a w praktyce trwa to aż 12.
— Nie wszystkich cudzoziemców da się bowiem zatrudnić na podstawie oświadczenia. Dotyczy to bowiem obywateli wyłącznie sześciu państw. Zatrudniając Turka czy Nepalczyka, co staje się coraz popularniejsze na rynku pracy, trzeba odczekać co najmniej cztery miesiące, zanim uzyska się zezwolenie na pracę. Gdy pracodawca angażuje pracownika z zagranicy, czasami dochodzi dodatkowy miesiąc, aby ten otrzymał wizę i mógł legalnie wjechać i pracować w Polsce. Pojawiają się zatem słuszne postulaty, aby możliwość pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu pracy rozszerzyć również na inne narodowości, które są zatrudniane w Polsce, np. osoby z Indii czy Kazachstanu — podkreśla radca.
W jej ocenie, warto byłoby wprowadzić uproszczoną procedurę uzyskiwania zezwolenia na pracę dla zawodów deficytowych dla gospodarki. Taka lista jest załącznikiem do rozporządzenia w sprawie określenia przypadków, w których zezwolenie na pracę cudzoziemca jest wydawane bez względu na szczegółowe warunki wydawania zezwoleń na pracę cudzoziemców.
— Obecnie na tych stanowiskach nie jest wymagane badanie rynku, pracy. Może uzyskiwanie zezwoleń mogłoby przypominać procedurę związaną z oświadczeniami i tym samym skróciłby się czas oczekiwania na nie — postuluje Katarzyna Gospodarowicz.
Wygląda jednak na to, że resort pracy takich zmian nie zaproponuje. Na pytanie “Pulsu Biznesu” w tej sprawie, odpowiedział, że w najbliższym czasie nie jest planowane rozszerzenie listy państw, których obywatele mogą wykonywać pracę w Polsce na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi.
„Nie jest również planowane w najbliższym czasie określenie zawodów, w których obywatele innych państw mogliby wykonywać pracę, korzystając z oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Możliwość określenia takich zawodów rozporządzeniem ministra właściwego do spraw pracy jest przewidziana w art. 90 ust. 11 ustawy z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (Dz.U. z 2018 r. poz. 1265, z późn. zm.)” — czytamy w odpowiedzi otrzymanej od wydziału prasowego, biura promocji Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS).
Jednocześnie resort informuje, że obecnie prowadzi prace zmierzające do określenia założeń polityki migracyjnej Polski, koordynowane przez ministra spraw wewnętrznych i administracji.
„Można oczekiwać, że ich wynikiem będzie m.in. określenie kierunków zmian regulacji dotyczących powierzania pracy cudzoziemcom” — zaznaczono.
Problem wydaje sie jednak coraz bardziej palący.
— Już niedługo, z uwagi na zapowiedziane otwarcie rynku niemieckiego, pozyskanie pracownika z Ukrainy będzie graniczyć z cudem — mówi Katarzyna Gospodarowicz.
Pomysły za Odrą
W grudnia 2018 r. przyjęto w Niemczech projekt rządowy dotyczący ustawy o uznawaniu zagranicznych kwalifikacji pracowników. To odpowiedź na niż demograficzny i coraz większe trudności firm w znajdowaniu pracowników mających specjalistyczne kompetencje i umiejętności. Nowy akt ma zachęcić specjalistów z krajów trzecich (spoza UE) do przyjazdu do Niemiec na stałe. Specjalista będzie mógł otrzymać zezwolenie na pobyt, jeśli dostanie ofertę pracy, a jego kwalifikacje będą odpowiadały tym, które są wymagane na danym stanowisku.
— Ustawa ma odpowiadać potrzebom niemieckiej gospodarki. Nie jest więc rozwiązaniem powszechnym, ale skierowanym do sektorów, w których liczba wykwalifikowanej kadry jest niewystarczająca. Adresowana jest ona w szczególności do przedsiębiorstw z branży opieki zdrowotnej, informatycznej i technologii, a także firm zajmujących się naukami matematycznymi, przyrodniczymi i rzemiosłem — wyjaśnia radca z SDZLegal.
Niemiecka ustawa zapowiada ułatwienia dla osób z wykształceniem zawodowym (które ukończyły co najmniej dwuletnie szkoły zawodowe) bądź uniwersyteckim (które ukończyły szkołę wyższą). Zniesie ona procedurę Vorrangprüfung, stosowaną dla sprawdzenia, czy na dane stanowisko nie aplikuje osoba uprzywilejowana według ustawy, czyli obywatel Niemiec lub UE. Ma jednak odpowiadać na zapotrzebowanie rynku i reagować na zachodzące w nim zmiany, dlatego to rozwiązanie nie będzie stałe. Przewiduje się ponadto m.in. wydanie zezwolenia na sześciomiesięczny pobyt w celu znalezienia pracy. Konieczne będzie jednak posiadanie uznania kwalifikacji, źródła utrzymania i dobrej znajomości języka niemieckiego. Projekt budzi w Niemczech różne reakcje. Jego krytycy wskazują np. że już obecnie działa niebieska karta (Blue Card), która umożliwia zatrudnianie specjalistów z krajów trzecich. Ich zdaniem problem nie leży w przepisach, lecz w wynagrodzeniach, które są zbyt niskie i nie zachęcają do podjęcia pracy w służbie zdrowia czy na wysoko wykwalifikowanych stanowiskach. Na razie to dopiero początek procesu legislacyjnego. Ustawa może wejście w życie na początku przyszłego roku.
Ukraińcy w Europie
Według raportu Grupy Progres, Ukraińcy zdominowali rynek pracy tymczasowej. W ubiegłym roku wśród osób zatrudnionych według jej zasad, na 100 Polaków przypadało 130 Ukraińców. W 2017 r. sytuacja była odwrotna. Wtedy byli mniejszością — na 100 obywateli Ukrainy przypadało 150 Polaków. Grupa Progres podaje, że w 2018 r. w Polsce pracowało o ponad 52 proc. więcej osób pochodzących z Ukrainy niż rok wcześniej. Największe wzrosty imigrantów zarobkowych z tego kraju odnotowano wśród osób poniżej 21 roku życia (165 proc. w stosunku do 2017 r.). Analiza pozostałych grup wiekowych pokazuje diametralną zmianę sytuacji. W ciągu zaledwie dwunastu miesięcy przybyło ponad 51 proc. ukraińskich pracowników tymczasowych (w wieku 21–40 lat). Jest ich więcej także w przedziale41–50 lat (wzrost o 43 proc.) i 51–60 lat (wzrost o 28 proc.).
— Polska, z punktu widzenia Ukraińców, jest atrakcyjnym kierunkiem emigracji zarobkowej z wielu względów. Lawinowy przyrost liczby obcokrajowców chcących pracować nad Wisłą może wynikać m.in. z gwarantowanego wsparcia pracodawcy, które Ukraińcy otrzymują od samego początku, co jest dla nich mocnym argumentem, przekonującym do podjęcia pracy tymczasowej właśnie w Polsce — mówi Yuliia Novytska, kierownik działu legalizacji zatrudnienia w Grupie Progres.
Sytuacja może się jednak zmienić.
— Według naszego raportu z 2018 r., 37 proc. pracowników tymczasowych z Ukrainy rozważa wyjazd do innego kraju niż Polska — zwraca uwagę Tomasz Dudek, dyrektor zarządzający OTTO Work Force.
Tylko 16 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nie bierze pod uwagę dalszej emigracji zarobkowej. Badani wskazali wyższe zarobki (62 proc.) jako decydujący powód wyjazdu. Najczęściej wybierane kierunki to Niemcy (40 proc.), Wielka Brytania (15 proc.), Holandia (14 proc.), Norwegia (13 proc.), Włochy (9 proc.) i Francja (8 proc.).
— W styczniu 2020 r. do walki o pracowników z Ukrainy dołączy duży rynek niemiecki. To, co my jako Polska powinniśmy zrobić, aby zapobiegać odpływowi tych pracowników, to przede wszystkim uproszczenie procedur przedłużania pobytu w naszym kraju, które są obecnie bardzo skomplikowane, przez co Ukraińcy są często zmuszani do wyjazdu — ocenia Tomasz Dudek.
Dodaje, że Polska konkuruje o pracowników z Ukrainy np. ze Słowacją, która od stycznia wprowadziła udogodnienia w zatrudnianiu pracowników spoza UE.
Ile zezwoleń, ilu ubezpieczonych
Zgodnie z danymi Urzędu do Spraw Cudzoziemców, z 200 tys. obcokrajowców będących w Polsce najwięcej ważnych zezwoleń na pobyt czasowy mają obywatele: Ukrainy (138 tys.), Indii (7,7 tys.), Wietnamu (7 tys.), Chin (7 tys.) i Białorusi (5 tys.). Świadczą pracę najczęściej w województwie mazowieckim, gdzie aktualne zezwolenia otrzymało ok. 64 tys. osób, a ponadto w wielkopolskim (20 tys.), małopolskim (20 tys.), dolnośląskim (13,5 tys.) oraz śląskim (13 tys. osób).
Z kolei ze statystyk Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) wynika, że cudzoziemców ubezpieczonych w Polsce było w ubiegłym roku prawie 600 tys. Przy założeniu, że połowa z nich to pracownicy sezonowi, których zatrudnienie w 2018 r. stało się łatwiejsze, niemal 100 tys. pracowników pozostaje bez zezwolenia (a wśród nich oczekujący na decyzję wojewody).
ZUS podał niedawno informację, że po raz pierwszy od lat zmniejszyła się liczba ubezpieczonych obywateli Ukrainy. Według ostatnich danych ubezpieczyciela, na przełomie ubiegłego i obecnego roku liczba pracowników z ukraińskim paszportem, za których odprowadzano składki do ZUS, zmalała o ponad 20 tys.