Gdyby miał powtórnie wybrać swoje miejsce na ziemi, znów by je znalazł na Opolszczyźnie.
— Tu przed moją firmą są niezłe perspektywy. Większość gmin jest tylko częściowo skanalizowana, a wszystkie chcą ją mieć jak najszybciej. Myślę, że do 2016 r. nie zabraknie dla nas pracy — wyrokuje prezes Insbudu Zbigniew Winiarz.
W 1991 r., gdy jego dotychczasowy pracodawca, OPBP nr 2 w Opolu, zaczął mieć problemy finansowe, Winiarz wraz ze swymi zastępcami Janem Trociem i Hubertem Baldym postanowili założyć własne przedsiębiorstwo.
— Byłem wtedy kierownikiem ekipy budowlanej i nie chodziło tylko o moją przyszłość. Ludzie mi ufali, oczekiwali, że ich nie zostawię samym sobie — wspomina Winiarz.
Swoje doświadczenie, zdobyte m.in. na budowach w Iraku i Grecji, postanowił wykorzystać w prywatnym przedsiębiorstwie.
— Od początku zatrudnienie wynosiło około 70 osób. Załogę tworzyli elektrycy, malarze, montażyści i budowlańcy. Pierwsze zlecenia dotyczyły budownictwa mieszkaniowego i uzbrajania terenu. Przez trzy lata prosperowaliśmy nieźle, ale później zyski były coraz mniejsze — wspomina prezes.
Przyglądał się ogłaszanym przez gminy przetargom i zauważył coraz większe zapotrzebowanie na wykonanie kanalizacji sanitarnej.
— Nadal wykonywaliśmy uzbrojenia osiedli, budowaliśmy zakłady produkcyjne, na przykład dla firmy Kludi, remontowaliśmy budynki, takie jak Collegium Maius Uniwersytetu Opolskiego, ale wiedzieliśmy, że musimy zacząć specjalizować się w budowie kanalizacji — wspomina Zbigniew Winiarz.
Dobra koniunktura wróciła w 1997 r., tuż po powodzi. Z tego okresu najbardziej zapadł w pamięć przedsiębiorcy remont Domu Dziecka w Opolu.
— Prawie zbudowaliśmy go od nowa. Wywoziliśmy błoto, pruliśmy starą instalację elektryczną i zrywaliśmy gnijące tynki. Wiele osób składało się na ten remont: z Niemiec, z Holandii, pieniądze na materiały przychodziły nawet ze Stanów Zjednoczonych. Staraliśmy się pracować najlepiej jak potrafiliśmy — mówi prezes.
Budynek reprezentował Opolszczyznę w ogólnopolskim konkursie Modernizacja Roku.
Recepta właściciela
Kiedy gminy zaczęły otrzymywać wsparcie ze środków SAPARD, wzrósł popyt na wykonywanie kanalizacji sanitarnej.
— Roboty inżynieryjne wykonywaliśmy w tak wielu miejscach, że spis wsi zająłby całą stronę, ale dobrze pracowało się nam w Pokoju, Chróścicach, Czarnowąsach czy w Boguszycach w woj. opolskim — wylicza Zbigniew Winiarz.
Ale to właśnie wtedy nastąpiła fala masowych wyjazdów pracowników do pracy za granicą. Dotknęło to szczególnie branżę budowlaną.
— Zatrudnienie w naszej firmie spadło o połowę. Dzisiaj w Niemczech moglibyśmy otworzyć drugą firmę z tych, którzy tam wyjechali — żartuje prezes.
Nie wystarczyło, że każda wypłata była na czas, a praca pewna. Zarobki w Insbudzie nie mogły konkurować z tymi za zachodnią granicą.
— Znalazłem swój sposób na pracowników. Wychodzę z biura około godziny 16.00, jadę na budowę i rozmawiam z nimi. Czasem poruszają trudne tematy, ja ich słucham i wspólnie rozwiązujemy problemy. Kiedyś nie miałem pojęcia, że zwykła rozmowa może tyle zdziałać. Oni są dowartościowani, czują, że współtworzą firmę, a ja zyskuję przyjaciół, dobrych pracowników — mówi Zbigniew Winiarz.
Aż 60 proc. zatrudnionych w Insbudzie ma paszport niemiecki.
Praca dla wielu
Niedawno przedsiębiorstwo podpisało umowę na wykonanie kanalizacji sanitarnej za prawie 50 mln zł. Firmę wesprze w tym przedsięwzięciu opolski Remak.
— Celem jest poprawa jakości wody, będziemy pracować przy budowie kanalizacji czterech dzielnic Opola: Groszowic, Maliny, Gosławic i Wróblina. To spory kontrakt, ale nie nasz jedyny — chwali się prezes.
Firma instaluje oczyszczalnie wód deszczowych wokół stacji benzynowych. Odprowadzana do Odry woda musi być wolna od różnych zawiesin i olejów.
Insbud ma kilkanaście koparek, koparkoładowarek i wywrotek, zgrzewarki, wiertnice. Stoimy przy nowej siedzibie firmy. Jest doskonale położona, niemal w centrum miasta. Kilkadziesiąt metrów dalej mieści się jeden z budowlanych hipermarketów znanej sieci. Dostosowujemy się nastrojem do deszczowej pogody.
— Dzieci z remontowanego przez nas domu dziecka nauczyły mnie innego spojrzenia na świat. Od tamtej pory sponsorujemy wiele podobnych instytucji, na przykład grupę Arka, do której należą dzieci z tak zwanych trudnych rodzin. Często podjeżdżamy do domu dziecka i wykonujemy drobne bieżące remonty — opowiada Zbigniew Winiarz.
A jak pański własny dom? — pytam.
— Najciemniej jest pod latarnią — od dawna czeka na remont. Ale jak tylko mam trochę wolnego, jedziemy z synem na mecz. Kiedyś grałem w drużynie Strzelce Budowlani, dziś jestem członkiem zarządu do spraw młodzieży przy drugoligowej Odrze Opole. Może to mało oryginalne hobby, ale poświęcam się mu całkowicie — uśmiecha się Zbigniew Winiarz.
